wtorek, 18 września 2012

#35.



Ujrzałam przed sobą przyjaciółkę.
-Julia- wyszeptałam przez zaciśnięte gardło a dziewczyna jedynie podbiegła do mnie rzucając mi się na szyję. Przytuliłam ją będąc zaskoczona jej entuzjastyczną reakcją.
-Kiedy przyjechałaś? –rzuciła odklejając się ode mnie i mierząc mnie wzrokiem z góry na dół.
-Wczoraj
-I nie zamierzałaś się odezwać? –pociągnęła nosem zaraz później naciągając czapkę na uszy. –Nie ważne- machnęła ręką biorąc mnie pod ramie. –Cieszę się, że na Ciebie wpadłam. –dodała i obie ruszyłyśmy nawet nie zdając sobie sprawy dokąd zmierzamy. Uwielbiałam Julie za to, że było w niej tyle energii, że nigdy się nie obrażała i że mimo wszystko kochała Cię za to jaka jesteś. Udałyśmy się do kawiarni, w której przed moją wyprowadzką często bywałyśmy. Opowiadałam jej o moim życiu w Londynie kilka szczegółów pomijając, brunetka mówiła o sobie o naszych znajomych zupełnie nie pytając ani nie wspominając o Filipie, za co byłam jej naprawdę wdzięczna. Dowiedziałam się kilku rzeczy na temat bliźniaków. Rafał bez zmian co miesiąc miał nową dziewczynę, a Kuba został cholernie zraniony przez Gośkę- tę przez którą się tak zmienił i stracił z nami kontakt, wspominałam Wam. Chciałam się z nim spotkać zobaczyć jak się trzyma, ujrzeć jego cudowny uśmiech, jednak wiedziałam, że wciąż przyjaźni się z Filipem i może nie mieć ochoty na moją wizytę.
-Tęsknię za Tobą Abbie- szepnęła przyjaciółka kiedy obie sączyłyśmy gorące latte siedzą na jednej z fioletowych kanap w kawiarni tuż przy naszej dzielnicy.
-A myślisz, że ja nie? Brakuje mi Ciebie jak nikogo innego- westchnęłam spoglądając na przyjaciółkę.
-Musimy to nadrobić! Śpij dzisiaj u mnie, zróbmy w jedną noc to co robiłyśmy przez całe nasze życie- zaproponowała zadowolona brunetka a ja nie mając wyboru przystałam na jej propozycję. Chciałam tego, chciałam znowu poczuć się jak kilka miesięcy temu, mimo, że mam nowych przyjaciół i chłopaka, to tęsknie za tymi, którzy znają mnie od małego, którzy widzieli mnie w okularach korekcyjnych, którzy siedzieli przy mnie podczas złamania nogi, którzy bawili się ze mną w chowanego i dzwonili do domofonów przypadkowym ludziom.
Wróciłam do domu koło osiemnastej wszyscy siedzieli w salonie. Tommy’ego nie było a kuzyni ponoć byli w swoim pokoju, dlatego wchodząc na górę robiłam to najciszej jak potrafię jednak nie wyszło mi to tak jak chciałam. Schody skrzypiały za każdy razem gdy postawiłam na nich stopę. Uchyliłam drzwi od mojego pokoju i będąc w nim odetchnęłam z ulgą. Spakowałam do torebki piżamę i szczoteczkę do zębów.
-Abbie- usłyszałam głos Kacpra kiedy zamykałam drzwi do pokoju. Przymrużyłam oczy i zacisnęłam usta odwracając się w jego kierunku. –Nie przytulisz się do kuzyna? –wyciągnął ręce w moim kierunku a ja jedynie zmierzyłam go wzrokiem kiwając przecząco głową.
-Ani mi się śni- uśmiechnęłam się ironicznie i ruszyłam chcąc opuścić już dom. Wyminęłam blondyna, jednak on zdążył mnie chwycić za rękę odwracając w swoją stronę.
-No nie mów, że po tylu latach będziemy się wciąż kłócić. –parsknął ironicznym śmiechem szatyn, a ja jedynie wyrwałam się z jego uścisku.
-Nie, po prostu mam zamiar Was unikać aż do waszego wyjazdu- odwróciłam się i zbiegłam po schodach będąc z siebie dumna, że postawiłam się kuzynowi. Nie zależało mi na poprawianiu  naszych relacji, nie potrzebuje jego w moim życiu i może to wydaję się nieco dziwne, gdyż w końcu to moja rodzina, ale uwierzcie, nie chcielibyście mieć z kimś takim do czynienia.


-To co teraz? –zapytałam zdyszana i zmarznięta wchodząc do pokoju zaraz za przyjaciółką. Jej biało niebieski pokój nie zmienił się nic odkąd byłam tu pięć miesięcy temu. W ramkach wciąż stały nasze wspólne zdjęcia, na tablicy korkowej było powieszone bilety z kin, z podróży i wiele innych rzeczy a większość z nich była związana ze mną. Było koło północy, właśnie skończyłyśmy lepić bałwana na ogródków i jesteśmy po tragicznej bitwie na śnieżki. Wspólna kąpiel w strojach z wielką ilością piany również była przez co narobiłyśmy niezłego syfu w łazience. Babeczki też zdążyłyśmy zrobić, jednak tym razem nie wyszły nam takie wspaniałe jak ostatnio.
-Pamiętasz domek na drzewie?- Julia mrugnęła do mnie oczkiem rozbierając się ze spodni i bluzy, które miała podobnie przemoknięte jak ja. Przebrałyśmy się w suche i jak najgrubsze ciuchy po czym udałyśmy się na wyznaczone przez brunetkę miejsce. Domek robili nam nasi ojcowie kiedy miałyśmy po sześć lat, musiałyśmy się nieźle naprosić jednak ulegli nam i spełnili naszą prośbę. Pamiętam, że wtedy przez cały tydzień spałyśmy tam i nie mogłyśmy wyjść z podziwu i zachwytu, wszystkie koleżanki w przedszkolu zazdrościły nam i chciały się z nami zaprzyjaźnić, jednak tylko my miałyśmy tam wstęp i kilka razy pozwoliłyśmy też Kubie i Rafałowi.
-O Boże nie wiedziałam, że tutaj jest tak mało miejsca- zaśmiałam się siadając skulona w domku, z którym wiążę masę wspomnień. Julia odchyliła jedną z desek i wyciągnęła spod niej niewielkie drewniane pudełeczko, uśmiechnęłam się na sam jego widok.
-Pamiętasz?- zapytała dziewczyna kładąc je pomiędzy nami i otwierając je delikatnie. Pewnego lata kiedy miałyśmy po dziewięć lat byłyśmy skazane na spędzenie osobno całych wakacje, Julia została wysłana przez rodziców na kolonie a ja jak zwykle do dziadków. Obie bardzo to przeżywałyśmy gdyż nie chciałyśmy zostać rozdzielone na całe dwa miesiące, jednak tak musiało stać. Dwa dni przed moim wyjazdem spotykałyśmy się i obiecałyśmy sobie, że to są pierwsze i jedyne spędzone osobno wakacje. Znalazłyśmy pudełko na strychu, do którego każda z nas miała wsadzić coś co jest dla niej najważniejsze. Julia wsadziła nasze wspólne zdjęcie a ja bransoletkę, którą od niej dostałam. Obiecałyśmy sobie, że nigdy tego nie wyciągniemy i tak zrobiłyśmy, właśnie teraz był pierwszy raz kiedy to otworzyłyśmy.
-Jak mogłabym zapomnieć- uśmiechnęłam się biorąc do ręki nasze wspólne zdjęcie przedstawiające dwie dziewczynki w basenie na jednym materacu. Uśmiechy od ucha do ucha, identyczne stroje kąpielowe i identycznie związane włosy- dwie prawdziwe przyjaciółki. Spędziłyśmy z dwie godziny w domku na drzewie, wspominałyśmy czasy z przedszkola, ze szkoły, obgadywałyśmy starych znajomych, śmiałyśmy się z głupich rzeczy, które kiedyś zrobiłyśmy, aż w końcu zaczęło nam się robić zimno i postanowiłyśmy wracać do domu. Na sam koniec wspaniałego wieczoru włączyłyśmy sobie horror i położyłyśmy się w łóżku z babeczkami i gorącym kakao.

Święta zleciały w oka mgnieniu, muszę przyznać, że mimo towarzystwa moich kuzynów były one udane. Byli oni z nami tylko trzy dni, przez które spotkałam się z nimi może z trzy razy, co mi w zupełności nie przeszkadzało.  Prezenty każdy dostał wspaniałe i na wszystkich twarzach gościły szerokie uśmiechy, a teraz zbliżał się sylwester. Przez ponad tydzień odkąd jestem w Polsce rozmawiałam z Nathan’em dwa razy, opowiadał jak spędził te święta a później ja mu mówiłam o moich, jednak za każdym razem coś albo ktoś nam przerywał, więc ustaliliśmy, że będziemy po prostu pisać sms’y a resztę opowiemy sobie jak się spotykamy, czyli drugiego stycznia. Kuby, Rafała i Filipa nie spotkałam ani razu gdyż prosiłam Julię by nic nie wspominała, że przyjechałam, nie pytała dlaczego za co byłam jej ogromnie wdzięczna ponieważ sama nie znałam odpowiedzi na to pytanie. Zostało kilka godzin na przywitanie nowego roku. Sylwester na którego nawet nie zamierzałam się wybierać. Zaplanowałam sobie, że posiedzę sama w domu pooglądam kilka filmów i zaraz po północy udam się do łóżka i zasnę zupełnie nie traktując wyjątkowo tego dnia, jednak moje plany zepsuła Julia każąc mi wybić sobie to z głowy. Prosiłam, mówiłam, chcąc być stanowcza i za każdym razem dodawałam, że przecież będzie tam Filip i może się do nie najlepiej skończyć, jednak Julia była zbyt uparta. „Będziemy się świetnie bawić, a Filipa wcale spotykać nie musimy” chciałabym żeby tak było.
-Abbie jesteś gotowa?- zapytał dziadek wchodząc do pokoju kiedy właśnie stałam przed lustrem przyglądając się swojemu odbiciowi. Miałam na sobie krótką czarną sukienkę obcisłą na piersiach a później nieco luźniejszą, wybierałam ją na szybkiego jednak muszę przyznać, że dokonałam świetnego wyboru. –Wyglądasz wspaniale- dodał dziadek podchodząc do mnie i przytulając mnie do siebie. Uśmiechnęłam się dziękując mu i chwaląc jego wygląd po czym wraz z nim zeszliśmy na dół gdzie wszyscy byli gotowi do wyjścia. Ruszyliśmy ku sali, na której mieliśmy się świetnie bawić w gronie najlepszych znajomych. W drodze szłam sama zastanawiając się co zrobić i co powiedzieć kiedy spotkam Filipa, jednak nic ciekawego nie przychodziło mi do głowy, miałam w niej kompletną pustkę i jedynie mogłam prosić moje szare komórki by w końcu zaczęły działać. Weszliśmy do pomieszczenia, w którym była masa osób wszyscy już dobrze się bawili, westchnęłam głęboko oznajmiając, że pójdę znaleźć Julię. Przeciskałam się przez tłum ludzi ze spuszczoną głową nie chcąc zostać przez nikogo rozpoznana. Nagle poczułam jak ktoś mnie łapie i zasłania mi oczy swoimi dłońmi. Dotknęłam ich i z uśmiechem wypowiedziałam imię osoby, która mogła mi to zrobić.
-Aż tak bardzo mam charakterystyczne dłonie- Julia spojrzała na swoje ręce zaraz później wzruszając ramionami i ciągnąc mnie gdzieś za sobą. Stanęłyśmy z boku a ona zaczęła podziwiać mój strój, chwaląc mnie, że wyglądam cudownie. Uśmiechałam się dziękując jej sto razy i zapewniając, że wygląda jeszcze lepiej.
-Julia w końcu Cię znalazłem- głos zza moich pleców spowodował, że po ciele przeszły mnie dreszcze. Chłopak rzucił się na dziewczynę przytulając ją do siebie i dopiero później spojrzał na mnie, a jego szczęka omal nie upadła na podłogę.- Ja pierdole Abbie- krzyknął tym razem do mnie obejmując z całej siły i nie pozwalając na jakikolwiek ruch. Kuba urósł chyba z pięć centymetrów, albo to ja zapomniałam jak wysocy potrafią być chłopacy. –Kiedy przyjechałaś?- przełknęłam głośno ślinę i spojrzałam na Julię proszącym wzrokiem, niech mnie ratuje, niech coś zrobi, powie, cokolwiek.
-Pójdę po coś do picia, napijecie się? –rzuciła brunetka mrugając do mnie oczkiem. Oboje powiedzieliśmy, żeby przyniosła to co dla siebie i dziewczyna zniknęła z pola mojego widzenia.
-Ale wyrosłeś- poklepałam chłopaka po klatce piersiowej mierząc go od stóp do głów. Kuba jedynie poprawił swój garnitur będąc dumnym ze swojego wyglądu.
-Ty również- uśmiechnął się zaraz później dodając- A nie to tylko szpilki- zaśmiał się pod nosem patrząc na moje stopy.
-Dzięki- udałam obrażoną rozglądając się dookoła czy przypadkiem nigdzie nie czai się Filip. –A gdzie Rafał?
-Pojechał do Poznania ze znajomymi- wyjaśnił chłopak a zaraz później wróciła Julia z naszymi drinkami, które muszę przyznać smakowały całkiem nieźle. W trójkę usiedliśmy przy jednym ze stolików, rozmawialiśmy, wspominaliśmy i śmialiśmy się z wszystkiego czego popadnie. Czułam się jakbym nigdy nie mieszkała w Londynie, jakbym po prostu zawsze tu była tylko bez Filipa. Po dwóch godzinach każde z nas poinformowało rodziców, że wychodzą i trójką udaliśmy się do drugiej sali , w której mieliśmy powitać nowy rok z innymi znajomymi. Mogę Wam z ręką na sercu powiedzieć, że idąc tam byłam cała spocona z nerwów, wiedziałam, że znajomi będą się cieszyć z mojej obecności, że będą mnie ściskać, całować, pytać jak w Londynie, jednak wciąż pozostawała osoba, której najbardziej się obawiałam.
-Zatańczymy? –Kuba wyciągnął moim kierunku dłoń próbując zachować powagę na swojej twarzy.
-A co, stęskniłeś się za deptaniem moich stóp? –zaśmiałam się chwytając go za dłoń i oboje ruszyliśmy na parkiet. Lubiłam tańczyć jednak nie robiłam tego często z racji tego iż rzadko miałam ku temu powody. Kluby mnie nie interesowały, na weselach rzadko bywałam a zawodowo tego nie robiłam, więc okazje trafiały się raz na rok. Kuba kręcił mną na wszystkie możliwe sposoby przez co przez chwilę robiło mi się niedobrze, jednak szybko odzyskałam panowanie na sobą. Po kilku tańcach oboje wyszliśmy na zewnątrz gdzie chłopak odpalił papierosa zaciągając się nim.
-Widziałaś się z Filipem? –zapytał w pewnym momencie blondyn a moje serce przyśpieszyło swoje bicie. Przełknęłam głośno ślinę kiwając przecząco głową i wpatrując się w niebo pełne gwiazd. –Był w fatalnym stanie kiedy wrócił z Londynu. –dodał zupełnie nie zwracając uwagi na to, że nie jestem skora do rozmowy na ten temat. –Nie martw się, mówił tylko nam, zbyt bardzo mu na Tobie zależało by wszystkim rozpowiadać co zrobiłaś.
-Do czego dążysz? –spojrzałam na chłopaka opierając się o zimny murek dzięki, któremu na moim ciele pojawiła się gęsia skórka.
-Do niczego, po prostu myślałem, że może Cię to zainteresować- chłopak zgasił papierosa wyrzucając peta w krzaki.
-Nie interesuje mnie, między mną a Filipem wszystko skończone- nie wiem ile razy jeszcze będę to musiała tłumaczyć, jednak nie zamierzałam tego robić ani razu więcej. Babcia o to pytała, Tommy pytał, Julia pytała i wiele innych osób, które dzisiaj napotkałam na swojej drodze. Po chwili zadzwonił mój telefon a na wyświetlaczu pojawiło się imię „Nathan”, przeprosiłam Kubę i oddaliłam się naciskając zieloną słuchawkę. 

poniedziałek, 17 września 2012

#34.



-Dziaaaadek- krzyknęłam widzą mężczyznę po siedemdziesiątce stojącego przy dużym czarnym samochodzie. Podbiegłam do niego rzucając mu się na szyję a dziadek nie zrobił nic innego jak objął mnie w pasie unosząc ku górze. Ucałował mnie a ja mogłam znowu poczuć jego cudowny zapach płynu do prania, który nie zmieniał się od kilkunastu lat.
-Moja mała księżniczka - postawił mnie na ziemię przyglądając się mojej postaci z każdej możliwej strony. –Tommy- wypowiedział imię mojego brata, który wraz z mamą i ojciec doszli do nas odstawiając bagaże obok samochodu. Antoni przywitał się z resztą i całą piątką wsiedliśmy do samochodu kierując się w stronę domu. Siedziałam przy oknie obserwując Warszawę, która nie zmieniła się odkąd ostatni raz tu byłam, czyli niecałe pięć miesięcy temu. Pogoda była taka o jakiej marzyłam w święta, śnieg nie przestawał sypać z nieba mimo tego, że temperatura nie była niska. Podczas drogi dziadek zadawał milion pytań a my z chęcią na nie odpowiadaliśmy, jednak każde z nas wolało słychać jego opowiastek. Dziadek był cudownym człowiekiem, z którym można porozmawiać na każdy wymarzony temat i trzeba przyznać, że był najlepszy w przekazywaniu plotek, robił to lepiej niż babcia, która tylko kazała mu przestawać gadać takie głupoty, które zawsze okazywały się nieprawdą.
Dojechaliśmy w niecałe dwadzieścia minut w domu była jedynie babcia i wujek Michał, przywitałam się z nimi i ruszyłam na górę by zostawić swoje rzeczy w jednym z pokoi gościnnych. Dom babci i dziadka był starym domem, mieszkali tu od ponad czterdziestu lat jednak wszyscy się dziwili, że ten budynek jest tak wspaniale urządzony i odremontowany dając mu co najwyżej piętnaście lat. To właśnie tutaj moja mama wraz z Michałem się wychowali, moja rodzicielka urodziła się już tutaj natomiast wujek miał dwa latka kiedy ich rodzice wykupili ten dom. Nie był on duży jednak do tych najmniejszych też nie należał. Na dole znajdowała się wielka kuchnia, w której najczęściej przesiadywała babcia gotując przysmaki dla gości, którzy zjeżdżali się przynajmniej dwa razy w miesiącu. Średniej wielkości salon z ogromnym stołem by cała rodzina mogła pomieścić się podczas świąt. Niewielka łazienka a obok niej drzwi do gabinetu dziadka, z którego już od kilku lat nie korzysta gdyż przeszedł na emeryturę. Długie schody prowadziły na pierwsze piętro, na którym znajdowała się sypialnia dziadków i dwa pokoje jeden należący do mojej mamy a drugi do wujka a na poddaszu do niedawna był jeden wielki syf jednak pewnego lata mój ojciec wraz z Michałem postanowili to odnowić i stary strych z kupą kurzu zmienił się na dwa niewielkie pokoje, w którym w jednym z nich będę mieszkać przez dwa tygodnie wraz z Tommy’m a obok nad Kacper i Olek.
Po zostawieniu rzeczy na miejscu zeszłam do kuchni gdzie zastałam gotującą mamę i babcię. Zasiadłam przy stole pytając czy nie pomóc im w czymś, jednak żadna z nich nie potrzebowała mojej ręki.
-I jak kochanie podoba Ci się w Londynie? –zapytała babcia, która właśnie skończyła lepić uwielbiające przez wszystkich pierogi.
-Jest wspaniale, mam super szkołę, do której nie mam daleko, mieszkamy na spokojnej dzielnicy i do wszystkiego mamy blisko, tak więc oboje z Dziadkiem musicie nas odwiedzić- uśmiechnęłam się bawiąc się telefonem, na którego wyświetlacz co chwile spoglądałam i wyczekiwałam na sms’a od Nathan’a.
-Na pewno Was odwiedzimy, może na ferie, ale wiesz jaki jest dziadek- babcia zaśmiała się a wraz z nią mama, która wycierała umyte naczynia. –A chłopacy są jacyś fajni? –zapytała babcia zaraz później puszczając do mnie oczko.
-Mamo- odezwała się moja rodzicielka mierząc babcie wzrokiem.
-No co? Tylko pytam- kobieta wzruszyła ramionami i rozwiązała fartuszek, który miała przywiązany na wysokości bioder. Zaśmiałam się w kierunku babci, która zaraz później poprosiła mnie bym poszła na ogródek zawołać facetów. Nie czekając dłużej wyszłam na zewnątrz i udałam się w stronę garażu. Weszłam do środka widząc zagapionych w maskę samochodu mojego ojca, wujka Michała i dziadka.
-Babcia mówi żebyście przyszli na obiad- zakomunikowałam a Frank odpowiedział jedynie, że już idą. Wzruszyłam ramionami opuszczając pomieszczenie i wyciągnęłam telefon z kieszeni wybierając numer do brata. Po kilku sygnałach usłyszałam jego zdyszany głos po drugiej stronie.
-Gdzie jesteś?- zapytałam rozglądając się dookoła czy nie ma go przypadkiem niedaleko mnie.
-Właśnie wbiegłem do autobusu, a co jest?
-Nic, po prostu się zastanawiałam bo nagle zniknąłeś. Więc gdzie jedziesz?
-Do Karola, dzwonił do mnie żeby się spotkać, Tobie też proponuję spotkanie z Julią czy bliźniakami- odrzekł brat, a ja właśnie w tym momencie zaczęłam się nad tym zastanawiać. Do tej pory nawet nie przyszło mi na myśl by się z nimi zobaczyć, by umówić się na kawę czy cokolwiek, miałam przeczucie, że cała trójka ma do mnie żal o to, że przestałam się odzywać o to, że tak bardzo zraniłam Filipa- bo domyślam, że podzielił się z nimi przeżyciami z Londynu. Na obiedzie byłam tylko ja z rodzicami, dziadkami i wujkiem, zazdrościłam kuzynom i bratu, że mieli gdzie wyjść, z kim się spotykać i znaleźć sobie zajęcie na nudę. Koło dwudziestej chłopacy wciąż nie wrócili, może tym lepiej chciałam spotkanie z Kacper i Olkiem odłożyć na jak najpóźniej się da, najlepiej jakbyśmy zobaczyli się dopiero przy stole wigilijnym. Położyłam się do łóżka i poddałam się objęciom Morfeusza.

-Tommy- krzyknęłam skacząc na brata, który spał kilka metrów dalej na łóżku przy ścianie. Chłopak skrzywił się z bólu wydając przy tym cichy dźwięk- O której wczoraj wróciłeś?- rozczochrałam jego włosy uśmiechając się szyderczo i skacząc po jego plecach.
-Złaź ze mnie- mruknął pod nosem uderzając mnie w plecy, jednak na marne, nie dawałam za wygraną.
-Nie śpimy, wstajemy! –zaczęłam klepać brata w gołe plecy chcąc by w końcu się obudził. Było koło trzynastej, od trzech godzin nie spałam i chodziłam po domu w tą i z powrotem. Wszyscy gdzieś wybyli zostawiając tylko karteczkę, że wrócą koło piętnastej.
-Dobra, dobra już wstaje, ale przestań po mnie skakać- krzyknął otwierając oczy. Zeszłam z brata odsłaniając rolety i widząc za oknem pełno śniegu uśmiechnęłam się sama do siebie. Tommy wstał z łóżka ubierając spodnie, które leżały obok niego po czym ziewnął kilka razy mierząc mnie złowrogim wzrokiem. –I po co miałem wstać?
-W zasadzie to nie wiem- wzruszyłam ramionami uśmiechając się szeroko w kierunku brata.

Wraz z Tommy’m zrobiliśmy sobie śniadanie, które zjedliśmy przed telewizorem, rzadko kiedy spędzaliśmy wspólnie dni, może właśnie dlatego tak bardzo mi zależało na tym by w końcu wygramolił się z łóżka. Po śniadaniu ja wzięłam się za zmywanie naczyń a brat zaczął przygotowywać eurobiznes, jednak nasza gra nie trwała długo, gdyż po kilku kolejkach stwierdziliśmy, że nie ma sensu grać w dwójkę. Do Tommy’ego zadzwonił telefon i wybył gdzieś pozostawiając mnie samą w domu. Ubrałam się i wyszłam na spacer chcąc zaczerpnąć świeżego powietrza, które nie było zbyt przyjemnie. Wiatr okropnie wiał, jedyny plus był taki, że podczas mojej wędrówki z nieba nie spadł nawet jeden płatek śniegu, który mógłby zmoczyć moje włosy. Pokierowałam się w stronę dzielnicy, na której kiedyś mieszkałam, oczywiście idąc tam zastanawiałam się czy dobrze robię, w końcu w każdej chwili mogę wpaść na znajomego, a nasze spotkanie wcale nie musi należeć do tych najprzyjemniejszych. Rozglądałam się na boki, każdy metr z czasem wywoływał w mojej głowie kolejne wspomnienia. Wielkie drzewo, na które wraz z przyjaciółmi wspinaliśmy się i to właśnie tam złamałam moją nogę przez co przez kilka miesięcy musiałam leżeć w łóżku, jednak nikt z bliskich o mnie nie zapomniał. Co dzień obok mnie był albo Kuba albo Julia, Rafał też czasem wpadł, jednak zawsze marudził, że nie potrafi długo wytrzymać w moim różowo-fioletowym pokoju, więc nie prosiłam go o wizytę. Zatrzymałam się naprzeciwko białego domu z czerwonym dachem i wielkim ogródkiem, z dobrze znanym mi garażem czy też drzwiami wejściowymi, z których właśnie wybiegła dwójka małych dzieci, a zaraz za nimi ojciec. Uśmiechnęłam się na sam widok, przypominając sobie po raz kolejny moje lata w tym domu.
-Abbie? –usłyszałam głos dobiegający zza moich pleców. Bałam się odwrócić, bałam się nawet poruszyć jednak uczyniłam to stają twarzą w twarz z dobrze znaną mi osobą

niedziela, 16 września 2012

#33.




Święta zbliżały się wielkimi krokami, na ulicach od miesięcy wszystko było przygotowane. Wchodząc na obojętnie jaką dzielnice czuć w powietrzu zapach świąt bożego narodzenia, dni, które uwielbiane chyba są przez większość ludzi. Spotkania z bliskimi, wspólnie spędzony czas, wolne od pracy czy szkoły i prezenty, na które najbardziej wyczekują dzieci. Pamiętam do dziś kiedy będąc małym dzieckiem wraz z bratem nie mogliśmy się doczekać ubierania choinki, zawsze robiliśmy to wspólnie jednak nigdy nie byliśmy zgodni co do tego jakie i gdzie powiesić bombki. Podczas przystrajania drzewka zawsze mieliśmy jeden ten sam problem, kto powiesi gwiazdkę na samej górze, oczywiście chciałam to zrobić Ja i chciał też to zrobić Tommy, a rodzice nie mogli wytrzymać od naszych krzyków i przepychanek, dlatego wymyślili, że będziemy to robić na zmianę. Pewnego dnia kiedy mój brat miał już dwanaście lat a ja niecałe dziesięć- to był rok kiedy to Tommy miał wkładać gwiazdkę na czubek choinki i kiedy ojciec go o tym powiadomił on bez żadnego entuzjazmu odpowiedział, że jest już za duży na ubieranie choinki i wcale nie chce tego robić w tym roku. W tym momencie poczułam ulgę i zadowolenie, jednak kiedy przyszedł czas na zawieszanie bombek zrobiło się jakoś dziwnie, zaczęło brakować mi kłótni z bratem, naszych przepychanek czy nawet tego, że zawsze przewieszał moje bombki, od tamtej pory ubieranie choinki nie sprawiało mi frajdy jak  sprzed kilku lat. Siedziałam właśnie wraz z Nathan’em przy jednym ze stolików na stołówce i zastanawiałam się nad tegorocznymi świętami a powinnam skupić się na odrobieniu pracy domowej z angielskiego. Jednak martwił mnie fakt, że tą przerwę świąteczną wraz z sylwestrem spędzę nie w gronie przyjaciół a w Polsce gdzie w prawdzie nie mam już niczego ani nikogo, chyba, że rodzina, jedynie z ich towarzystwa mogę naprawdę się cieszyć. Rozwiązując bezmyślnie zadanie usłyszałam głos dochodzący z prawej strony nie ruszając głową przeniosłam jedynie wzrok na postać stojącą przy stoliku.
-Siema- Toby przywitał się z Nate’em, a ja jedynie powróciłam do robienia zadania nie mając ochoty w tym momencie rozmawiać z chłopakiem. Nathan wspominał, że spotkali się kilka dni temu i doszli do porozumienia z czego w zasadzie cieszyłam się gdyż wraz  z nimi był Luis, z którym również miał okazję się pogodzić, tak więc jedynie między mną a Toby’m była napięta atmosfera. –Abbie możemy porozmawiać?- usłyszałam głos Toby’ego i nim zdążyłam zareagować Nate zerwał się z miejsca tłumacząc, że musi coś zrobić. Zdawałam sobie sprawę, że to tylko wymówka bym została sama z chłopakiem i mogła sobie z nim wszystko wyjaśnić. Westchnęłam pod nosem widząc jak brunet siada obok mnie kładąc ręce na stół i zaczynając bawić się rękawami od bluzy.
-Wiem, że jesteś zła i zapewne masz ku temu powody, dlatego pragnę Cię z całego serca przerosić. Zachowałem się jak debil i zdaję sobie z tego sprawę, ale tęsknie za Tobą i chciałbym żebyś mi wybaczyła. Chcę znowu Cię rozśmieszać i jeździć z Tobą metrem celu –słowa Toby’ego naprawdę mnie zaskoczyły, nigdy nie słyszałam z jego ust takich słów. W życiu nie przypuszczałabym, że taki chłopak może potrafić się wypowiadać w taki sposób. Spojrzałam na niego i widząc, że jego prawy kącik ust unosi się do góry nie mogłam się powstrzymać i również uśmiechnęłam się przytulając się do jego ramienia.
-Wybaczam Ci-poczułam objęcie chłopaka a zaraz później przytulił głowę do mojej a drugą ręką grzebiąc w kieszeni wyciągnął kawałek kartki.
-To dobrze bo resztę przemowy zapomniałem- zaśmiał się zgniatając papierek i rzucając nim do kosza, który stał niedaleko nas-niestety nie trafił. Roześmiałam się szturchając go łokciem i odsuwając się do niego.
-A teraz spadaj, muszę odrobić zadanie a niewiele czasu mi zostało. –skinęłam głową na leżącą przede mną książkę, nie musiałam długo czekać Toby zerwał się z miejsca głaszcząc mnie po głowie i zanikając gdzieś za drzwiami prowadzącymi na szkolny korytarz.



-Naprawdę musisz tam jechać? Może zdołasz jakoś przekonać rodziców- leżący na moim łóżku Nate nie dawał mi spokoju od kilkunastu minut, kiedy to ja próbowałam skupić się na pakowaniu najpotrzebniejszych rzeczy. Miałam jedną dużą walizkę, w której powinnam zmieścić niezbędne ubrania na dwa tygodnie, jak ja to mam zrobić? Nie wiem. Wyciągałam z garderoby co chwile jakieś ciuchy, o których już dawno zdążyłam zapomnieć.
-Jak niby miałabym to zrobić? Wiesz, że moi rodzice nie akceptują Twojego towarzystwa, za każdym razem gdy wychodzę muszę się tłumaczyć z kim i dokąd idę. Przez to nawet musiałam sobie wymyślić koleżankę Polly, więc uwierz, mi też się nie widzi wyjazd stąd, ty bardziej, że Polly zostanie sama jak palcem. –zaśmiałam się pod nosem upychając do walizki ostatnie potrzebne mi ciuchy. Nathan wybuchnął śmiechem wstając z łóżka i pomagając mi zapiąć zamek, który omal nie poszedł w szwach. Rodzice pojechali na zakupy-przypuszczam, że po prezenty- dlatego chłopak miał okazję przyjścia do mnie i mogliśmy spędzić niedzielne popołudnie w swoim towarzystwie, jednak oboje z nas załamywał fakt, że jutro zostaniemy rozdzieleni na dwa tygodnie. Zdawałam sobie sprawę z tego, że wyjazd do Polski nie będzie taki cudowny jak można byłoby to sobie wyobrazić. Nie chciałabym żeby ktokolwiek z moich starych przyjaciół się o tym dowiedział, jednak to jest nieuniknione, gdyż zawsze w sylwestra nasze rodziny spotykają się w wielkiej Sali wykupionej przez ojca Kuby- kiedyś mojego najlepszego przyjaciela. Zazwyczaj kolacja zaczyna się jakoś koło dwudziestej, wtedy wszyscy są razem zajadają się pysznościami, wymieniają niezbędnymi informacjami a młodzież siedzi i nie może doczekać się dwudziestej trzeciej kiedy do będą mogli udać się do pomieszczenia oddalonego o pięćdziesiąt metrów i tam będą wspólnie świętować nowy rok. Do niedawna podobało mi się to i o tym sylwestrze mówiło się już we wrześniu, jednak tym razem nie jest mi to na rękę, naprawdę nie mam ochoty spędzać sylwestra z osobami, których w prawdzie już tak dobrze nie znam, tym bardziej, że jestem pewna, że będzie można spotkać tam Filipa, którego raczej wolałabym unikać.
-A co wy zamierzacie robić w sylwestra? –przeniosłam wzrok na chłopaka kiedy właśnie łaziłam po pokoju szukając ładowarki do telefonu. Nate wrócił na łóżko rozkładając się na całej jego długości i szerokości.
-Pewnie to co zawsze, pojedziemy sobie nad morze wynajmiemy jeden z domków na plaży będziemy kąpać się w morzu mimo minusowej temperatury a gdy wybije północ złożymy sobie najcudowniejsze życzenia pod słońcem a następnie wkręcimy się na jakąś domówkę bogatych dzieciaków- słuchałam zafascynowała słów chłopaka i w tym momencie miałam ochotę wyrzucić wszystko z walizki i zostać w Londynie. Właśnie taki sylwester byłby moim wymarzonym, z grupą ludzi, których uwielbiam w przepięknym miejscu.
-Naprawdę? –moje usta przybrały wygląd podkówki, a zaraz później oparłam się o ścianę w głowie knując plan by móc zostać w domu.
-Nie-zaśmiał się chłopak przecząco kręcąc głową.- zapewne zostaniemy w Londynie i wbijemy się komuś do domu na imprezę a wyjdziemy z niej zupełnie w innym towarzystwie, nic szczególnego- odparł chłopak wzruszając ramionami a zaraz później unosząc nogi ku górze i zatrzymując je na suficie wychylił się by móc spojrzeć na mnie kiedy akurat zaśmiałam się z jego cudownej pozycji, sama tak robiłam, to był jedyny plus pokoju na poddaszu.
-I tak wolałabym zostać tutaj- usiadłam obok chłopaka przyglądając się fotografią zawieszonym nad łóżkiem. Większość z nich była z przyjaciółmi z Londynu, zdjęcia klasowe i z rodziną, na zdjęciach ze znajomymi zazwyczaj wszyscy mają głupie miny, nie ważne jak kto wychodzi fotografia zawsze pozostanie jakimś wspomnieniem.
-Wiem Abbie, dlatego obiecuję Ci, że jak wrócisz urządzimy sobie własny sylwester- opuścił nogi delikatnie się unosząc a zaraz później pociągając mnie do siebie i całując namiętnie.  
Nate wyszedł koło dwudziestej, miałam szczęście bo kilka minut później wrócili moi rodzice, więc nie zostałam przyłapana z Nathan’em. Nie myślcie, że moi rodzice nie pozwalają mi zapraszać chłopaków do domu, to nie tak, po prostu jak wiecie, ojciec zabronił mi się kolegowania z tego typu ludźmi, więc obiecałam mu dla świętego spokoju, że tego robić nie będę i, że znajdę inne towarzystwo czyli Polly. Kiedy mieszkałam w Polsce i byłam z Filipem moja mama co chwile zapraszała go do nas na obiad, chciała zabierać na każde wycieczki i dzięki temu nasze matki zaprzyjaźniły się, obojgu z nas się to podobało jednak z czasem zaczęło nas denerwować, dlatego oboje zdecydowaliśmy się o tym powiedzieć naszym rodzicielką, były zaskoczone, ale musiały się pogodzić z tym, że ich dzieci są na tyle dorosłe, że czasami potrzebują prywatności. Wspominałam, że miałam w Polsce dość dużo znajomych, na naszej dzielnicy wszyscy się znali i było pełno młodzieży, która od małego trzymała razem. Mam na myśli mnie, jeszcze jedną dziewczynę i dwóch chłopaków, byliśmy nierozłączną paczką, która wskoczyłaby za siebie w ogień.  Przez całą podstawówkę i gimnazjum byliśmy razem, mimo, ze chodziliśmy do osobnych klas, później jeszcze przyłączył się Filip, zapewne nic się nie zmieniło do tej pory, jedynie fakt, że mnie wraz z nimi nie ma. Julia -od urodzenia byłyśmy razem wychowywane, nasze matki przyjaźniły się od liceum wraz z matką Michaliny i Zosi, które miały do mnie przyjechać, jednak w ostatniej chwili plany się zmieniły i na moje szczęście pozostały w Polsce. Julia była identyczna jak Ja i mimo tego, że wszyscy mówili, że taka przyjaźń długo nie przetrwa bo w końcu zaczniemy się kłócić to my wiedziałyśmy, że będzie inaczej i właściwie było, do póki się nie wyprowadziłam. Kuba- jego chyba najbardziej lubiłam, oczywiście nie patrząc na Filipa, który był moim chłopakiem. Kuba zawsze wiedział jak mi pomóc, kiedy coś leży mi na sercu i jak mnie rozśmieszyć, był zawsze kiedy go potrzebowałam, jednak wszystko uległo zmianie gdy poznał dziewczynę. Jego brak czasu dla przyjaciół odbił się na każdym z nas, nie jeden dzień spędziliśmy na rozmyślaniu jak mu o tym powiedzieć jednak następnego dnia widząc go ze swoją dziewczyną rezygnowaliśmy i decydowaliśmy się nie niszczyć jego szczęścia. Rafał- to brat bliźniak Kuby może i byli identyczni z wyglądu jednak ich charaktery były zupełnie inne. Rafał uwielbiał imprezy, dziewczyny na jedną noc, niebezpieczne przygody, jednak mimo wszystko każdy wiedział, że przyjaciele są dla niego najważniejsi i nie raz nam o tym przypominał. No i Filip, którego już mieliście przyjemność poznać, tak właśnie wyglądali moi znajomi w Polsce, z ręką na sercu muszę przyznać, że za nimi tęsknie.

-Abbie przez Ciebie się spóźnimy-usłyszałam głos ojca dobiegający z dołu. Już kilka razy zostałam przez niego wołana, jednak za żadnym z tych razów nie potrafiłam zakończyć rozmowy na skype z Nathan’em, który gdy tylko chciałam się odłączyć udawał, że płacze a jego kąciki ust zniżały się ku dołowi.
-Muszę już iść, mój ojciec zaraz wybuchnie- uśmiechnęłam się po czym posłałam całusa chłopakowi a on udał, że go łapie i kładzie sobie na policzek.
-Baw się dobrze, będę tęsknił- mój towarzysz kilka razy pociągnął nosem.
-Ja też, wesołych świąt i szczęśliwego nowego roku- wstałam okładając laptopa na biurko jednak jeszcze go nie zamykając gdyż usłyszałam głos chłopaka.
-Abbie- szepnął a ja nachyliłam się by móc spojrzeć na jego twarz i by on mógł ujrzeć moją. –Kocham Cię.- i w tym momencie wiedziałam, że powinnam zostać w Londynie. Niby to tylko dwa tygodnie, jednak dla mnie to o dwa za dużo, wiem, że tam nie będzie tak jak mogłoby być tutaj.
-Ja Ciebie też Nathan- posłaliśmy sobie kilka buziaków i zamknęłam laptopa zakończając przy tym naszą kilkugodzinną rozmowę. Wsadziłam komputer do torby i zarzuciłam ją na ramię kierując się do rodziców i brata, którzy siedzieli w samochodzie z niecierpliwością na mnie czekając. Zajęłam miejsce za mamą i nałożyłam słuchawki na uszy pozwalając sobie na chwilę sam na sam z muzyką. Brat kilka razy- podczas drogi na lotnisko- szturchał mnie i zadawał pytania zupełnie mało interesujące byleby tylko przerwać mi słuchanie. Przyjechał do nas dziś z samego rana i przez kilka godzin rozmawialiśmy u niego w pokoju, o jego znajomych o moich, interesowało go wszystko związane z moim nastoletnim życiem, potrafił mnie wysłuchać, zrozumieć czy nawet doradzić, dlatego mówiłam mu prawdę i tylko prawdę. Lot samolotem zleciał w oka mgnieniu, siedziałam przy oknie a obok mnie brat, rodzice za nimi a przede mną nie było nikogo. Nie wiem czy lecieliście kiedyś samolotem i siedzieliście na samym przodzie, jeśli nie to odradzam, jest to okropne. Pół podróży przegadałam z bratem a drugie pół przespałam. Uwielbiałam latać samolotem kiedy się unosisz i widzisz kraj, który opuszczasz jesteś albo pewna, że kiedyś do niego wrócisz albo zostawiasz go nawet nie widząc na jak długo. Tym razem wiedziałam, że nic mi nie przeszkodzi w powrocie do Londyn, nie mogło tak się stać, będę odliczać dni by w końcu wsiąść do samolotu i znowu znaleźć się w mieście, w którym mam tak wiele.
-Ktoś prócz nas jeszcze będzie? –zapytał Tommy kiedy właśnie wychodziliśmy z lotniska kierując się na parking gdzie czekać na nas miał dziadek Antoni, ojciec mojej mamy jak się można domyślić. Kochałam go chyba najbardziej na świecie, będąc małym dzieckiem to z nim spędzałam najwięcej czasu, kiedy wszystkie dzieci wyjeżdżały na obozy, kolonie czy za granice ja jechałam do dziadków i miałam tam najcudowniejsze wakacje na świecie.
-Wujek Michał z chłopakami, ale zostaną tylko na dwa dni- Wujek Michał to starszy i jedyny brat mojej mamy, lubię go jednak nie bardzo przepadam za jego synami. Kacper jest ode mnie starszy o rok, a Olek o dwa czyli jest w wieku mojego brata. W dzieciństwie nie lubiliśmy przebywać w swoim towarzystwie co zastanawiało wszystkich w naszej rodzinie gdyż zazwyczaj kuzynostwo powinno dobrze się dogadywać. Ja trzymałam z Tommym a oni razem dokuczaliśmy sobie w każdy możliwy sposób, jednak najbardziej w pamięci pozostanie mi kłótnia kiedy mojego brata wraz ze mną nie było. Siedziałam w moim pokoju i pisałam w pamiętniku jak to bardzo jestem zła na rodziców, że znowu zaprosili ich na wakacje, kiedy do pokoju wtargnęli Kacper wraz z Olkiem od razu wrzucili się na mnie wyrywając mi z rąk fioletowy notes. Krzyczałam, piszczałam i prosiłam by mi go oddali jednak całe moje starania poszły na nic, zaczęli wszystko czytać na głos, każdy mój prywatny wpis, wszystko do czego nikt wcześniej nie miał prawa dostępu. Płakałam, a oni zupełnie sobie nic z tego nie robili, Kacper mnie trzymał a Olek każde moje napisane słowo wypowiadał z piskliwym głosem chcąc mnie naśladować. Pisałam tam wiele rzeczy na temat wszystkich znanych mi osób. Nawet o dniu kiedy nie miałam ochoty na nic bo pokłóciłam się z Julią a ojciec kazał mi znowu uczyć się angielskiego, a ja miałam już tego po dziurki w nosie, płakałam mówiąc mu, że nie chcę tego robić, że nie lubię tego języka i nie jest on dla mnie interesujący. W moim pamiętniku było wszystko nawet na czerwono napisane „nienawidzę Cię tato” jednak  po kilku dniach zostało to przeze mnie skreślone. Byłam wtedy mała miałam z dziesięć może jedenaście lat. Moi kuzyni zaczęli wyśmiewać się ze mnie, z mojego ojca i z tego, ze nigdy nie będę taka jak oni bo mój ojciec jest Anglikiem, że w Polsce wszyscy będą mnie nienawidzić za to, że nie jestem stu procentować Polką i to właśnie mnie najbardziej bolało, że własna rodzina nie potrafiła mnie zaakceptować. O tym dniu nie powiedziałam nikomu, nawet bratu, który wiedział o wszystkim. Kilka dni płakałam przypominając sobie słowa kuzynów, które tak bardzo bolały. A teraz znowu mam się z nimi spotkać, oczywiście nie boję się ich tak jak kiedyś, jednak sam widok ich twarzy może mnie zdenerwować i wywołać przykre wspomnienia. Nie widziałam ich od trzech lat gdyż wraz z ojcem po śmierci matki wyjechali do Niemiec gdzie wujek Michał znalazł dobrą pracę a chłopcy poszli do szkoły. 




Dziękuję za poprzednie komentarze naprawdę Wasze słowa mnie motywują i zachęcają do dalszego pisania :)