sobota, 22 września 2012

#38.



 „Jak Ci się podoba nowy wygląd szafki? J „ Przeczytałam na głos przenosząc wzork na Nathan’a.
-Kto to zrobił? –zapytałam zdając sobie sprawy, że brunet nie jest w stanie odpowiedzieć mi na to pytanie. Przyglądnęłam się drzwiom szafki próbując to zmazać jednak pocieranie palcem w tym przypadku nie wystarczyło.
-Nie mam pojęcia, ale nie martw się, zaraz to zmyjemy- objął mnie chłopak całując w głowę a zaraz później tłumacząc, że pójdzie do portiera po jakieś środki do czyszczenia. Zostałam sama stojąc i wpatrując się w niewielką kartkę znajdującą się w moich dłoniach. Kto mógł mi to zrobić? Kto tak bardzo mnie nienawidził? Po chwili obok mnie pojawił się Nate ze ścierką i jakimś preparatem w rękach, którym psiknął na szafkę i zaczął wycierać. Marker schodził strasznie ciężko jednak chłopak się z tym uporał za co byłam mu naprawdę wdzięczna gdyż ja bym nie miała do tego tyle cierpliwości.
-I po sprawie- uśmiechnął się do mnie i oboje ruszyliśmy by oddać portierowi jego należność po czym udaliśmy się na metro. Przez całą drogę myślałam kto mógł być taki bezczelny, niby to tylko szafka, jednak fakt, że ktoś mnie nienawidził nie dawał mi spokoju. Pociąg zjawił się szybko, oboje wsiedliśmy do niego zajmując wolne miejsca.
-Chłopacy pytali mnie czy składamy się z nimi na prezent dla Lex, co o tym myślisz? –zapytał Nate, kiedy właśnie skoncentrowana byłam na obserwowaniu chłopaka i dziewczyny na moje oko siedemnaście lat, a na jej kolanach siedzącego małego chłopca, który za wszelką cenę chciał przeszkodzić w rozmowie pary. Skakał, płakał, wiercił się a żadne z nich nie zwracało na niego uwagi będąc skupionym tylko i wyłącznie na sobie.
-Ty się z nimi składaj, ja wymyślę coś sama- odwróciłam się do mojego towarzysza widząc, że za nim siedzi Jason przełknęłam ślinę nie chcąc by mnie zobaczył. Skuliłam się tak by jak najmniej rzucać się w oczy.
-Co jest? –zapytał chłopak odwracając się i rozglądając się na boki. Na moje szczęście nie kojarzył on Jason’a, gdyż biologię miał z innym nauczycielem.
-Nic, nic, wszystko w porządku- uśmiechnęłam się czując jak serce zaczyna mi mocniej bić. Obliczyłam szybko w głowie ile jeszcze stacji. Cholera siedem. Nagle zobaczyłam, że Jason unosi się z miejsca i widząc mnie jego reakcja jest podobna do mojej-zaskoczenie, jednak zaraz później uśmiechnął się jednak nie na długo gdyż właśnie w tej chwili Nate nachylił się by skraść mi pocałunek. Uśmiech z twarzy mężczyzny zniknął momentalnie, a zaraz później wyszedł z pociągu. Przez okno dostrzegłam jedynie jego oddalającą się sylwetkę. Czułam się dziwnie, może właśnie dlatego, że nie odpisałam mu na sms’a, może dlatego, że nie pożegnał się wyjeżdżając- co nawet nie wiem czy było prawdą, a może dlatego, że w końcu był moim nauczycielem, jednego byłam pewna- nie mogę zaprzątać nim sobie teraz głowy, Londyn jest wielki za pewne nie wpadnę już więcej na niego. Próbowałam skupić swoje myśli na czymś innym, chciałam słuchać Nathan’a, który z entuzjazmem opowiadał o swoich osiągnięciach w kosza, jednak za nic w świecie nie potrafiłam wsłuchać się w jego słowa, które jakby jedynie odbijały się o moje uszy i wylatywała rozsypując się w powietrzu. A jeśli to Jason pomalował moją szafkę? Jeśli mści się na mnie za to, że go prowokowałam- mimo tego, że wcale nie chciałam tego robić. Nie, to na pewno nie on, jest zbyt dojrzały by robić tak dziecinne rzeczy.
-Abbie, wysiadamy- chłopak pociągnął mnie za rękę przez co omal nie upuściłam torebki z rąk. Wyszliśmy z podziemi i pokierowaliśmy się w stronę mojej dzielnicy.
-Nathan kochasz mnie? –zatrzymałam się a wraz ze mną chłopak, który odwrócił się obdarowując mnie zaskoczonym spojrzeniem.
-Oczywiście, dlaczego pytasz?- uśmiechnęłam się szeroko, poprawiając torebkę na ramieniu po czym podeszłam chłopaka od tyłu i wskoczyłam mu na plecy obejmując jego szyję.
-To zanieść mnie na baranach- ucałowałam chłopaka w głowę czując jak łapie mnie za nogi.
-Może kiedyś Ty byś mnie ponosiła, co? –chłopak odchylił głowę do tyłu spoglądając na mnie.
-Dobra, puść mnie- rozluźniłam swój uścisk zaraz później czując grunt pod nogami. Odwróciłam się tyłem do chłopaka nachylając się lekko. –Wskakuj.
-Jesteś pewna? –spytał brunet i nim zdążyłam odpowiedzieć oboje wylądowaliśmy na ziemi śmiejąc się. –Uważam, że to był kiepski pomysł- skomentował chłopak wstając ze śniegu i podając mi dłoń, którą bez zastanowienia chwyciłam.
-Serio? –zapytałam ironicznie otrzepując się ze śniegu. –Może jakbyś trochę schudł to coś by z tego wyszło- zaśmiałam się poprawiając czapkę.

Do domu doszliśmy w jakieś półgodziny, gdyż robiliśmy mnóstwo rzeczy, które nie zawsze kończyły się dobrze. Weźmy na przykład zjeżdżanie ze zjeżdżalni dla dzieci góra do siedmiu lat. Nathan zdecydował się z niej zjechać, ledwo usiadł i już nie mógł się ruszyć, zaklinował się i jeszcze dopadł go atak śmiechu przez co ciężej było mu się wydostać. Huśtaliśmy się na jednej huśtawce, ja siedząc chłopakowi na kolanach przez co było jeszcze więcej frajdy, jednak szybko się skończyło gdyż oboje wylądowaliśmy na ziemi. Przy Nathan’ie czuję się czasami jak dziecko, robimy rzeczy, na które nawet w tym wieku bym nie wpadła, zachowujemy się jakby na świecie nie było nikogo innego poza nami i chyba właśnie to sprawia, że kocham jego towarzystwo, że w każdej chwili mogę wziąć telefon i zadzwonić do niego.  Kiedy poproszę o spotkanie on za piętnaście minut jest niedaleko mojego domu i już po chwili mogę czuć jego bliskość, jego szerokie ramiona obejmujące moje kruche ciało. Jego zapach działa na mnie uspakajająco, mogłabym dniami i nocami wdychać woń jego perfum, którą tak uwielbiam. A kiedy rozstaję się z nim już myślę o następnym dniu, o tym jak bardzo znowu chciałabym go zobaczyć, powiedzieć mu co czuję, jak wiele dla mnie znaczy i jak straszne jest to kiedy rozstajemy się nawet na kilka godzin.  To chyba właśnie nazywa się miłość, zrobiłabym dla niego wszystko nawet jeśli niosłoby to złe konsekwencje. Dlatego zdecydowałam się powiedzieć rodzicom o nim i o reszcie moich przyjaciół.

-Możemy porozmawiać?- weszłam do sypialni rodziców. Było koło północy, a ja od godziny leżałam na swoim łóżku zastanawiając się jak zacząć rozmowę. Nie wymyśliłam nic sensownego, dlatego postanowiłam iść i spontanicznie wypowiadać słowa, które przyjdą mi na myśl.
-Oczywiście- odparła mama odkładając książkę na szafkę nocną a ojciec przyciszył telewizor by móc mnie lepiej słyszeć.
-O co chodzi? –zapytał po chwili tato kurcząc nogi tak by było na łóżku miejsce i dla mnie. Usiadłam na rogu biorąc głęboki oddech i czując, że w mojej głowie jest kompletna pustka.
-Jest pewna sprawa- zaczęłam czując, że ręce mi się pocą a głos zaczyna się łamać, już chciałam kontynuować jednak przerwał mi Frank.
-Za pewne chodzi o tego chłopaka, z którym się spotykasz- rzekł ojciec zbijając mnie tymi słowami z tropu. Skąd on wiedział, że spotykam się z Nathan’em? To raczej niemożliwe, żeby mnie widzieli z nim, zawsze wybierałam miejsca takie, które przez moich rodziców raczej często nie są odwiedzane.
-Skąd wiecie? –spytałam przenosząc wzrok to raz na mamę to raz na tatę.
-Oh Abbie, nie jesteśmy ani głupi ani ślepi- odpowiedział, a po chwili ujrzałam na jego twarzy delikatny uśmiech. –Wiemy już o tym od dawna, od tej nieszczęsnej imprezy, która urządziłaś w naszym domu. Widziałem jak pewien brunet wymyka się po kryjomu z naszego domu. Jestem wręcz pewien, że kilka razy był u nas gdyż często w salonie zostawiałaś dwie szklanki, co oznaczało, że miałaś gościa. –wytłumaczył ojciec przerywając na chwilę i kiedy już otwierałam usta by coś z siebie wydusić on zaczął kontynuować- Kilka razy widziałem Was pod drzewem naprzeciwko domu, poza tym od niedawna promieniejesz, uśmiech nie schodzi Ci z twarzy, nie chcieliśmy Ci tego mówić dopóki Ty nie zdecydujesz się nas powiadomić o zaistniałej sytuacji.  –słowa ojca naprawdę mnie zaskoczyły, słuchałam go nie mogąc uwierzyć, że jego ton jest taki łagodny. Nie krzyczy, nie denerwuje się, tylko rozmawia ze mną jak ojciec z jego ukochaną córeczką, a mama siedzi z uśmiechem na twarzy potakując głową.
-Czyli nie jesteście źli? –spojrzałam na rodziców, którzy wymienili się szybkimi spojrzeniami.
-Nie skarbie, masz prawo umawiania się z kim chcesz, wierzymy, że jest to godny Ciebie chłopak i że Cię nie skrzywdzi- wyjaśniła rodzicielka uśmiechając się promiennie.
-A jeśli Cię skrzywdzi to- ojciec nie dokończył gdyż w słowo weszła mu mama.
-Frank- kobieta złapała mężczyznę za rękę uśmiechając się porozumiewawczo.
-Mogłabyś go zaprosić do nas na obiad, na przykład jutro?- zaproponowała Karolina a ja rzuciłam się pomiędzy nich przytulając się mocno do obojga z rodziców.
-Jesteście cudowni, kocham Was! –krzyknęłam zaraz później zrywając się z łóżka i obiecując, że jutro zaproszę chłopaka na wspólny obiad. Ruszyłam ku drzwiom i kiedy położyłam rękę na klamce usłyszałam głos ojca:
-A co do sexu- zaczął Frank i po raz kolejny przerwała mu mama.
-Frank- powiedziała bardziej stanowczo lustrując go piorunującym wzrokiem.
-Co? Chcę żeby moja córka miała jakieś pojęcie na temat antykoncepcji- wytłumaczył się ojciec, a ja już chciałam odpowiadać jednak rodzicielka uprzedziła mnie pozwalając mi wyjść z pokoju. Uśmiechnęłam się do nich i opuściłam pomieszczenie czując ulgę na sercu, od razu chwyciłam za telefon i napisałam bratu sms’a opisując szczegółowo całą sytuację sprzed kilku minut.

Weszłam do szkoły, a raczej wbiegłam cała zdyszana kierując się do tablicy gdzie wisiał plan lekcji. Klasa sto pięć, super, jeszcze czekając mnie długie schody. Kiedy w końcu wpadłam do klasy wszystkie wzroki skierowane zostały w moim kierunku. Przeprosiłam za spóźnienie, a w klasie słychać było jedynie szepty. Usiadłam obok Luis’a, którego mina nie należała do tych najlepszych. Rozglądnęłam się po klasie widząc, że wszyscy wciąż się patrzą, chłopacy głupio pogwizdują a dziewczyny szepczą sobie na ucho śmiejąc się pod nosami. Spojrzałam na przyjaciela chcąc by wytłumaczył mi o co chodzi, jestem brudna? Czy może tragicznie dziś wyglądam?
-Luis o co chodzi? –szepnęłam do chłopaka nie chcąc przeszkadzać nauczycielce w lekcji.
-Tylko się nie przejmuj to na pewno da się jakoś wytłumaczyć- szepnął chłopak a ja nie czekając dłużej wyrwałam mu telefon z ręki i zaniemówiłam. Szczęka opadła mi z zaskoczenia, telefon aż wypadł mi z ręki a śmiechy i szepty nagle zaczęły być coraz głośniejsze. Czułam jakby świat wirował dookoła mnie, jakbym zaraz miała upaść i już nigdy więcej się nie podnieść. –To pewnie pomyłka- Luis położył dłoń na moim ramieniu chcąc mnie uspokoić, jednak to wcale nie pomogło.

piątek, 21 września 2012

#37.



 -Gdzie się wybierasz? –zapytał zaspanym głosem Nathan, leniwie przeciągając się na łóżku, na którym kilka minut temu leżałam i ja, jednak teraz moim zadaniem było znalezienie stanika, który jakby nagle wyparował.
-Mama pisała, że mam wracać bo muszę się spakować- wytłumaczyłam zatrzymując się na środku pokoju z bezradności. Albo ktoś w nocy wkradł się do naszego pokoju i zabrał moją własność, albo jestem ślepa, ale to niemożliwe, dobry wzrok odziedziczyłam po ojcu.- No cholera wyparował.
-Tego szukasz? –brunet pomachał moim czarnym stanikiem uśmiechając się szyderczo.
-Oddawaj- krzyknęłam rzucając się na łóżko i próbując wyrwać chłopakowi rzecz należącą tylko i wyłącznie do mnie.
 –Buzi i jest Twój- nie chcąc się z nim wykłócać ucałowałam jego pełne usta sięgając po stanik. Wślizgnęłam stopy w buty, które wczoraj nieźle mnie obtarły, jednak musiałam przeboleć i dojść cało na przystanek, który nie był wcale tak daleko.
-Będę uciekać- zarzuciłam torebkę na ramię nachylając się nad chłopakiem i całując go w policzek.
-O której masz samolot? –spytał przeciągając się na łóżku i poprawiając swoje rozczochrane włosy.
-O siedemnastej.

-Mam wrażenie jakbym czegoś zapomniała- powiedziała mama kiedy właśnie byliśmy w połowie drogi na lotnisko. Wszyscy jedynie zaśmiali się pod nosem zdając sobie sprawę, że mama zazwyczaj tak mówiła a jeszcze nigdy się nie zdarzyło by czegoś nie zabrała. Umówiłam się z Nathan’em, że napisze do mnie gdzie siedzi a ja pod pretekstem pójścia do łazienki odwiedzę go i ustalimy jak załatwić sprawę samolotu, w którym raczej chcielibyśmy siedzieć razem. Pożegnaliśmy się z dziadkiem i całą rodziną ruszyliśmy ku odprawie. Kolejek na szczęście nie było więc wszystko poszło sprawnie, zasiedliśmy w poczekalni oczekując naszego lotu. Rodzice o czymś rozmawiali, jednak nie byłam w stanie ich słuchać. Przebierałam nogami co chwile spoglądając na wyświetlacz telefonu, Tommy siedział obok mnie osunięty na krześle z opartą głową o ścianę i zamkniętymi oczami- w nocy musiał nieźle się wyszaleć. Po chwili dostałam wyczekiwaną wiadomość i uprzedziłam rodziców, że pójdę skorzystać z toalety. Na moje szczęście Nathan był całkiem blisko nas, ale mimo wszystko rodzice nie mieli jak nas ujrzeć gdyż siedzieliśmy za ścianą, o którą oni byli oparci.
-Kupiłem sobie sok- Nathan uniósł ku górze szklaną butelkę- Kubusz- dodał, a ja jedynie uśmiechnęłam się słysząc jego wymowę.
-Kubuś- poprawiłam, go a chłopak spróbował jeszcze raz jednak i tym razem mu nie wyszło.
-Nie ważne, w każdym bądź razie muszę przyznać, że jest naprawdę smaczny- uśmiechnął się wypijając do końca całą zawartość butelki.
-Nie, dziękuję Nate nie chciałam się napić- uśmiechnęłam się ironicznie widząc jak Kubuś ląduje w śmietniku.
-To dobrze, bo nie zamierzałem Ci nawet dawać- poczochrał moje długie włosy, a ja jedynie odsunęłam się by zaprzestał to robić.
-Wyobraź sobie, że zdążyłam zauważyć- uniosłam brew ku górze mierzą chłopaka wzrokiem.
-Kosztował całe cztery zlote- wyjaśnił chłopak, a ja po raz kolejny uśmiechnęłam się słysząc jak wypowiada polskie słowo. Nagle ni stąd ni zowąd obok nas pojawił się mój brat, spojrzałam to raz na niego to raz na Nate’a. Albo szykowały się kłopoty, albo Tommy będzie na tyle łaskawy, że nie zrobi mi afery przed chłopakiem. Wiedziałam, że brat nie lubił kiedy kłamałam rodziców, jednak nie wyobrażałam sobie im wyznać prawdy, tak po prostu miałabym podejść i powiedzieć „Mamo, tato, okłamywałam Was i nie dotrzymałam obietnicy, wciąż spotykam się z tymi znajomymi, z którymi nie powinnam”, nie tak nie mogłoby być. Otrzymałam od rodziców drugą szansę, czuję, że znowu mi zaczęli ufać, więc nagle nie mogę im się przyznać do kłamstwa, jednak wiem, że oszukiwanie ich też nie jest dobrą drogą, tym bardziej, że zazwyczaj zależało mi na tym by być w stosunku do nich szczera.
-Co Ty tu robisz? –uniosłam się z krzesła stając obok Tommy’ego, który był ode mnie o półtora głowy wyższy.
-Mógłbym o to samo zapytać Ciebie, ponoć poszłaś do toalety- wychylił się by spojrzeć na mojego towarzysza po czym powrócił wzrokiem do mojej osoby kręcą głową. –Oh Abbie, prosisz się o kłopoty.
-Nie mów nic rodzicom, proszę- spojrzałam na siedzącego obok Nathan’a, do którego uśmiechnęłam się nie chcąc pokazywać, że coś jest nie tak. –Wiesz, że będą źli.
-Nie zrobię tego, ale może Ty powinnaś w końcu powiedzieć całą prawdę.
-Przecież wiesz, że zabronili mi się z nim spotykać- szepnęłam do brata, jakby obawiając się, że Nate może usłyszeć, mimo, że i tak by nie zrozumiał. Podobnie było na sylwestrze, kiedy szliśmy i nagle zatrzymywali nas moi znajomi zaczynając ze mną rozmowę, z której Nathan nie zrozumiał ani słowa, przez co później musiałam mu wszystko opowiadać gdyż nie dałby mi spokoju.  
-Przekonaj ich- brat delikatnie poklepał mnie po ramieniu wymijając mnie i stając naprzeciw chłopaka. –Jestem Tommy brat Abbie- wyciągnął dłoń w kierunku bruneta, który uniósł się z miejsca po czym uściskał rękę chłopaka przedstawiając się z szerokim uśmiechem na twarzy. –Dobra zostawiam Was samych, ale nie zapomnij, że za- przerwał Tommy spoglądając na zegarek- dziesięć minut odlatujemy.
-Pamiętam, zaraz będę –podziękowałam bratu, który zaraz później zniknął z pola naszego widzenia.


-Idzie moja mama udawaj, że śpisz- szturchnęłam chłopaka łokciem a on momentalnie odwrócił twarz w stronę okna zamykając powieki. Nasz plan wypalił, z racji tego iż nie mieliśmy zarezerwowanych miejsc mogliśmy je sobie wybrać. Rodzice chcieli usiąść z przodu by później móc jak najszybciej opuścić pokład, natomiast ja oznajmiłam, że wolę zająć miejsce z tyłu by móc wszystko i wszystkich dokładnie widzieć- rodzice zgodzili się bez problemu. Zajęliśmy z Nathan’em miejsce na samym końcu samolotu ciesząc się swoim towarzystwem.
-Nie potrzebujesz czegoś Gabbie?- zapytała mama nachylając się nade mną a zaraz później spoglądając na chłopaka obok mnie. – Ten chłopak kogoś mi przypomina- mama przyjrzała się Nathan’owi, a ja szybko wstałam by zaprzestała to robić. Wiedziałam, że mogła go rozpoznać ze zdjęć, które mam powieszone w pokoju.
-Z chęcią zjadłabym kanapkę od babci- złapałam rodzicielkę pod ramię kierując się wraz z nią na przód samolotu. Przedostałyśmy się w końcu na miejsca, które zajmowane były przez moją rodzinę. Tommy uśmiechnął się do mnie za chwile odwracając się i szukając wzrokiem Nathan’a. Zabrałam od mamy dwie kanapki i ruszyłam do mojego towarzysza, który już z końca samolotu szczerzył się do mnie robiąc przy tym głupie miny. Przestałam na niego patrzeć wiedząc, że zaraz wybuchnę śmiechem i zaczęłam obserwować ludzi po prawej i po lewej stronie. Było ich pełno większość oczywiście to Polacy, jednak znalazł się nawet jakiś Hiszpan czy Niemiec- tak podsłuchałam rozmowę jednak ani z jednej ani z drugiej nic nie zrozumiałam. Opadłam na fotel obok chłopaka i wręczyłam mu jedną z kanapek.
-Dzięki GABBIE- wypowiedział głośniej moje przezwisko chcąc je podkreślić a ja jedynie wgryzłam się w kanapkę nie komentując tego. Chłopak nachylił się nad moim uchem szepcząc :
-Denerwuje mnie to dziecko- skinął głową na małego chłopczyka siedzącego przed nami, a raczej stojącego i wlepiającego wzrok w nasze osoby. Uśmiechnęłam się wycierając ucho, na które Nathan napluł. –No powiedz czy Cię to nie denerwuje- powtórzył brunet a ja drugi raz zmuszona zostałam do wytarcia ucha.- Nie denerwuje? –chłopak wychylił się a ja jedynie popchałam jego twarz odpowiadając:
-Póki co to Ty mnie denerwujesz plując na mnie- wytarłam się po raz kolejny a Nate  jedynie uśmiechnął się ukazując tym samym posiłek, który miał w swojej buzi. –Mówiłam Ci już, że jesteś obleśny? –zaśmiałam się a kiedy chłopak przysunął się do mnie odepchnęłam go odchylając się by być jak najdalej od niego.


-Sieeeeeeeeeeema!- krzyknął Toby rzucając się pomiędzy mnie a Nathan’a kiedy właśnie szliśmy szkolnym korytarzem rozmawiając o jakiś pierdołach. Objął nas całując najpierw mnie a zaraz później Nate’a w policzek. – Jak tam po sylwestrze misiaczki?- zapytał wychylając się w stronę bruneta- O staaaaaaary- odwrócił jego twarz przyglądając jej się uważnie- widzę, że ktoś Cię nie oszczędzał- zaśmiał się zaraz później patrząc na mnie- Abbie, czyżby Nathan Cię zdenerwował?-spojrzałam na chłopaka spod przymrużonych powiek z lekko przechyloną głową w bok.- Ok, już się nie odzywam- Toby uniósł ręce w geście obrony a następnie został staranowany przez Aaron’a, który rzucił się na niego od tyłu.
-Chłopie gdzieś Ty się podziewał? Szukałem Cię pół nocy- zapytał Toby zrzucając sobie chłopaka z pleców i tym sposobem zostaliśmy wraz z Nate’em od nich uwolnieni. Przeszliśmy wzdłuż korytarza, który jak zwykle był pełen nastolatków łażących w tę i z powrotem. Chłopak odprowadził mnie pod salę, w której miałam mieć hiszpański po czym sam udał się na swoje lekcje. Weszłam do klasy będąc w niej jedną z pierwszych. Tuż przy oknie w pierwszej ławce siedziała jedna dziewczyna, której nawet dobrze nie kojarzyłam i dwójka chłopaków czytająca artykuł w jakiejś gazecie. Zajęłam miejsce na końcu klasy wyciągając potrzebne książki i próbując skupić się na nauce na dzisiejszy sprawdzian.
-Buenos dias*- usłyszałam tuż obok mnie głos Luis’a. Uśmiechnęłam się do niego nic nie odpowiadając tylko czekając na kolejne jego słowa wypowiedziane w języku, który od zawsze uwielbiam. -Cómo está usted?*- zapytał chłopak jednak w tym momencie przerwał mu nauczyciel wchodząc do klasy i prosząc o ciszę. Lekcja zleciała w oka mgnieniu, kartkówka poszła mi całkiem nieźle jednak nie byłam z siebie zadowolona wiedząc, że będzie to przedmiot, na który się decyduję na maturę.
-Jak tam spędziliście sylwester? –zapytał Luis kiedy oboje wychodziliśmy z klasy kierując się na lunch, który mieliśmy zjeść wszyscy razem.
-Całkiem nieźle, chociaż tęskniłam za Londynem- uśmiechnęłam się do chłopaka, który dzisiejszego dnia wyglądał naprawdę bardzo dobrze. Miał na sobie granatowo-czerwoną koszulę w kratkę, czarne spodnie i granatowe converse, bodajże nowe bo jeszcze ich u niego nie widziałam. Jego włosy były starannie ułożone a z twarzy nie schodził uśmiech. –A jak twoje?
-Wspaniale, spędziłem je z rodziną- odpowiedział, a na jego twarzy po raz kolejny zagościł szeroki uśmiech od ucha do ucha, który nie trudno było odwzajemnić.
-Naprawdę? –cieszyłam się jego szczęściem tym bardziej, że od dłuższego czasu był skłócony z rodzicami i nie mieszkał z nimi od kilku miesięcy, co musiało być dla niego dołujące.
-Tak, chyba znowu będę mógł się do nich wprowadzić- chłopak otworzył drzwi do stołówki wpuszczając mnie przodem.


-Zdecydowałam się robić urodziny w domu, zaproszę tylko tych najbliższych znajomych, więc nie mam o co się martwić- od kilku minut siedząc przy stoliku całą szóstką rozmawialiśmy na temat urodzin Lex, które miały być w ten weekend. Dziewczyna co chwile zmieniała zdanie co do miejsca, jednak mam nadzieję, że tym razem była zdecydowana.
-Najbliższych, czyli ile? –zapytał Luis wgryzając się w zielone jabłko.
-Coś koło- dziewczyna zaczęła szukać czegoś w torebce klnąc przy tym pod nosem. W końcu wyciągnęła starannie włożoną kartkę, którą szybko rozwinęła- pięćdziesięciu osób- dodała uśmiechając się i zapisując na końcu listy dodatkowe kilka osób.
-To są Ci najbliżsi? –wzięłam kartkę do ręki czytając na głos nazwiska osób, których kompletnie nie znałam.
-McCall? –Nate powtórzył po mnie wyczytane nazwisko. –Przecież rozmawiałaś z nim może z dwa razy- zaśmiał się chłopak, który dość dobrze znał chłopaka, o którym była mowa. Słyszałam, że razem grali w koszykówkę, nadal to robią jednak nie często mają na to czas.
-To moja impreza więc ja decyduję kto na niej będzie, w każdej chwili mogę Was wykreślić- dziewczyna wyrwała mi kartkę z rąk próbując być poważna co nie wychodziło jej za dobrze.
-Mnie się podoba, mam nadzieję, że dziewczyn będzie dużo- zaśmiał się Aaron przerywając swoją rozmowę z Toby’m na temat nowej dziewczyny w szkole, która ponoć pochodziła z Czech i była nad wyraz piękną osobą.


-Idziemy? –zapytał Nate kiedy właśnie wychodziliśmy z klasy. Dzisiejszego dnia uparł się żeby odprowadzić mnie do domu, oczywiście jechać będziemy musieli metrem, gdyż spacer zająłby nam koło godziny, na co nie bardzo mam czas biorąc pod uwagę fakt, że obiecałam dzisiaj mamie, że pooglądam z nią film.
-Jeszcze tylko muszę iść do szafki zabrać książkę z hiszpańskiego- oboje pożegnaliśmy się z Luis’em, który nie chciał się z nami zabrać gdyż musiał wracać do domu i pokierowaliśmy się w stronę szafki. Będąc kilka metrów przed nią zauważyłam, że coś jest nie tak, przyśpieszyłam kroku i stanęłam zamurowana widząc czerwoną szafkę pomalowaną całą markerem. Spojrzałam na chłopaka nie bardzo wiedząc co jest grane po czym otworzyłam drzwi od szafki a z niej wypadła niewielka karteczka. Chłopak schylił się zaraz później podając mi ją. 



Buenos dias*- dzień dobry. 
Cómo está usted?* -Jak się miewasz? 


czwartek, 20 września 2012

#36.



-Cześć skarbie, słuchaj na jakiej ulicy jest ta Twoja impreza? –zapytał chłopak prosto z mostu, odpowiedziałam mu nie bardzo wiedząc do czego zmierza.
-Czemu pytasz?
-A bo okazało się, że mój znajomy na sylwestra również jedzie do Warszawy i byłem ciekawy czy tam gdzie Ty- uśmiechnął się i nim zdążyłam odpowiedzieć usłyszałam  dźwięk w słuchawce sygnalizujący zakończenie rozmowy. Wzruszyłam ramionami i wróciłam do znajomych, kiedy właśnie Kuba skończył opowiadać kawał a wszyscy wybuchli gromkim śmiechem, prócz mnie.
-Nie odwracaj się- szepnęła Julia przez zaciśnięte zęby. Też tak macie, że jeśli ktoś każe Wam czegoś nie robić to wy to robicie? Bo ja w tym przypadku owszem i pożałowałam tego szybciej niż można byłoby się spodziewać.
-Cholera, Filip- mruknęłam pod nosem kierując się w tłum ludzi tańczących na parkiecie w pewnej chwili ktoś złapał mnie zaczynając zemną tańczyć i zupełnie nie interesując się tym, że wcale, a wcale nie mam na to ochoty. DJ co chwile mówił coś do mikrofonu chwaląc tańczące osoby, w końcu się przełamałam i przestałam myśleć o Filipie, którego już straciłam z pole widzenia a zajęłam się chłopakiem, który całkiem nieźle tańczył, potrafił mnie obrócić na kilka różnych sposobów przez co latałam prawie nad jego głową.
-Mamy zwycięzców!-krzyknął DJ a wszyscy zaprzestali tańca kiedy to nasze postacie zostały oświetlone przez wielkie reflektory. Nie bardzo wiedziałam o co chodzi, zaczęłam się rozglądać pytającym wzrokiem szukając odpowiedzi- Zapraszamy na scenę- dodał mężczyzna a mój towarzysz pociągnął mnie za rękę prowadząc w jego kierunku. Będąc na scenie ręce mi się trzęsły, czułam na sobie wzrok wszyscy ludzi, czułam się jak wtedy kiedy miałam siedem lat i pierwszy raz stanęłam na scenie grając rolę czerwonego kapturka. Na mojej głowie pojawiła się srebrna korona, którą wręczyła mi dziewczyna chodząca ze mną do klasy w podstawówce. Rozejrzałam się po ludziach i napotkałam wzrokiem Filipa, przełknęłam ślinę nie potrafiąc od niego oderwać wzroku nawet nie byłam w stanie ruszyć się z miejsca. Czułam jak jego zielone oczy przeszywają mnie wzrokiem od stóp do głów. Zeszłam ze sceny pierwsze co kierując się do toalety, a kiedy w końcu się w niej znalazłam oparłam się o ścianę osuwając się po niej.
-Co to miało być?- Julia wleciała do łazienki zamykając za sobą drzwi. Spojrzałam na nią spod byka nie mogąc rozszyfrować o co jej chodzi.
-Co masz na myśli?
-To w jaki sposób patrzyliście na siebie- brunetka chodziła w tę i z powrotem przebierając nogami jakby miała owsiki nie powiem gdzie.
-Kto?- udawałam, że kompletnie nie mam pojęcia o co jej chodzi, jednak dziewczyny wcale nie było tak łatwo nabrać.
-Ty i Filip, nie udawaj, że nie wiesz o czym mówię!- krzyknęła kucając przede mną.
-Nie mam pojęcia o co Ci chodzi- uniosłam się z podłogi podchodząc do umywalki i zamaczając w zimnej wodzie dłonie patrzyłam na swoje odbicie w lustrze przyglądając się koronie leżącej na mojej głowie.
-Wiesz, że Cię kocham, ale nie rób mu nadziei Abbie- Julia stanęła obok a jej słowa zamurowały mnie. Chyba nie myśli, że chciałabym to zrobić, nie po to unikałam go przez cały wieczór by teraz chcieć robić mu jakiekolwiek nadzieje, bo po co?
-Boże Julia o czym Ty mówisz- potrząsnęłam głową wycierając dłonie w papier i wrzucając go do kosza. –Nic mnie już z nim nie łączy, mówiłam Ci to ze sto razy, daj spokój.- wyszłam z łazienki chcąc jak najszybciej skończyć tę imprezę i na nowo znaleźć się w Londynie. Mój telefon zaczął wibrować jednak nie byłam w stanie go usłyszeć gdyż muzyka był zbyt głośna. Pobiegłam szybko na zewnątrz obierając zadowolona widząc, że dzwoni Nate.
-Jeszcze nie ma północy- zaśmiałam się do słuchawki słysząc w niej głośno włączoną muzykę i krzyki najprawdopodobniej dobrze bawiących się ludzi.
-Naprawdę? Bo właśnie dzwoniłem by się dowiedzieć, która godzina- odpowiedział chłopak na co zareagowałam delikatnym śmiechem skubiąc przy tym liście z drzewka znajdującego się obok mnie.
-Mam rozumieć, że się stęskniłeś? Przy ostatniej rozmowie niewiele pogadaliśmy- dźwięki w słuchawce było słychać coraz ciszej.
-Tak wiem musiałem kończyć bo spóźniłbym się na autobus
-Gdzie jesteś? –zapytałam omal nie oskubując całego drzewka z nerwów.
-A musiałem pojechać do pewnej dziewczyny- wytłumaczył Nathan a chwilę później poczułam jak ktoś od tyłu obejmuje mnie całując w szyję. Te pocałunki rozpoznam wszędzie, znałam je niemalże na pamięć i z dnia na dzień uwielbiałam je coraz bardziej. Odwróciłam się widząc przepiękną twarz Nate’a.
-Boże co Ty tu robisz!- krzyknęłam rzucając mu się na szyję. Może dzięki jego pojawieniu się ten dzień wcale nie będzie taki zły jak przypuszczałam, tuliłam Nathan’a do siebie sama nie wierząc w to, że jego ciało styka się obok mnie. Zrobił to wszystko dla mnie, przyleciał tu by spędzić ze mną jeden dzień, który zdarza się raz w roku.
-Stęskniłem się więc postanowiłem wpaść i odwiedzić moją dziewczynę, widziałaś ją może?- uśmiechnął się do mnie kiedy w końcu odkleiłam się od jego gorącego ciała.
-Nie- pokiwałam przecząco głową zaraz później uśmiechając się szeroko i całując chłopaka w usta, za którymi tak bardzo tęskniłam. Nim chłopak zdążył zareagować obok mnie pojawiła się Julia wraz z Kubą, zmierzyłam obojga wzrokiem i dopiero po chwili doszło, ze mnie, że powinnam ich sobie przedstawić.
-Ach, Nathan poznaj Julię i Kubę- wskazałam na przyjaciół- Julio, Kubo poznajcie Nathan’a- skinęłam głową na bruneta kiedy właśnie zaczęli wymieniać się uściskami dłoni.
-To ten Nathan, o którym co chwile gadasz- zaśmiała się dziewczyna szturchając mnie łokciem. Pokręciłam głową z niedowierzaniem, że o tym wspomniała zaraz później mierząc ją złowrogim spojrzeniem.
-Mam nadzieje, że same dobre rzeczy- Nate uśmiechnął się chyba najszerzej jak potrafił ukazując tym sposobem swoje idealne uzębienie.
-Powiedzmy- zaśmiała się Julia swoim charakterystycznym śmiechem pytając czy się czegoś napijemy, chyba uwielbiała dbać o to by inni dobrze się bawili. Zaproponowałam, że pójdę z nią zostawiając Nathan’a i Kubę na zewnątrz. Obejrzałam się za nimi widząc, że zaczęli rozmawiać, chyba się polubili, uśmiechnęłam się w duchu kierując się za przyjaciółką. W środku było o wiele mniej osób niż półgodziny temu kiedy tutaj przebywałam, najprawdopodobniej wszyscy udali się na zewnątrz wyczekując nowego roku i pokazu fajerwerek, który zawsze zapiera dech w piersiach. Pokierowałyśmy się w stronę baru, w zasadzie zrobiła to Julia każąc mi zostać kilka kroków dalej od niej gdyż moim wyglądem zdradzę nasz wiek i barman będzie prosił o dowód. Zrobiłam to o co prosiła i nim się obejrzałam dziewczyna skinęła głową, że mogę podejść. Wzięłam dwa drinki do ręki i ruszyłyśmy ku dworze. Będąc na świeżym powietrzu usłyszałyśmy krzyki, gwizdy i piski, obie spojrzałyśmy na siebie nie wiedząc o co chodzi i przyśpieszyłyśmy kroku chcąc jak najszybciej znaleźć się na miejscu gdzie bodajże jest jakaś bójka. Rozglądałam się szukając Nathan’a, którego nigdzie nie było, jakby się zapadł pod ziemię, wraz z Julią zaczęłyśmy się przeciskać przez tłum ludzi kibicującym chłopakom, którzy właśnie rozwiązywali swoje sprawy poprzez bójkę. Kiedy w końcu ujrzałam kto to jest serce zaczęło bić mi o sto razy szybciej, ręce zaczęły się pocić a kolana uginać. Filip i Nathan? Na litość boską, czy oni zwariowali do reszty? Oddałam dwie szklanki osobie, która stała obok mnie i nie czekając dłużej podbiegłam do chłopaków, kiedy to właśnie Filip uderzył Nate, który z krwawiącym nosem upadł na ziemię.
-Nathan- podbiegłam do chłopaka, łapiąc go za głową a zaraz później wstałam i podeszłam do Filipa, którego prawie nosiło od zdenerwowania. Jego warga krwawiła a pod okiem robił się niezły siniak.
-Co Ty wyprawiasz do cholery? –krzyknęłam do chłopaka pchając go do tyłu, jednak on ledwo drgnął.
-Ja? Zapytaj Twojego kochasia- odkrzyknął Filip kiwając głową na podnoszącego się bruneta. Ledwo zdążyłam się odwrócić a Nate rzucił się na blondyna, szarpali się wyzywali a ludzie dookoła wykrzykiwali imię Filipa i raz usłyszałam przerażający pisk Julii.
-Nathan przestań! –krzyknęłam wbiegając pomiędzy nich i w tej samej chwili Kuba złapał od tyłu Filipa odciągając go jak najdalej się dało. Złapałam Nate za rękę będąc bliska płaczu. W tym momencie miałam ochotę ich spoliczkować nie zważając uwagi na to, że  twarze mają całe zakrwawione. Nie wiem o co poszło, ale do tej bójki nie powinno dojść. Kuba zajął się Filipem a ja odciągnęłam Nathan’a na bok każąc mu usiąść na murku, ludzie zaczęli się rozchodzić po kątach i kontynuowali swoją przerwaną zabawę.
-O co poszło? –zapytałam zdenerwowana, jednak chłopak nie był skory do rozmowy na ten temat. Wyciągnęłam chusteczki z torebki i uniosłam delikatnie głowę chłopaka wycierając jego kapiącą po ustach i brodzie krew. –W porządku nie mów- wzruszyłam ramionami biorąc dłoń chłopaka i kładąc ją na jego brodzie by sam sobie trzymał chusteczkę. Spojrzałam na niego wyglądał fatalnie, jego ubranie było całe brudne, twarz poobijana i na dodatek nie chciał ze mną rozmawiać. Ruszyłam chcąc znaleźć jak najszybciej Filipa, co chyba nie będzie najłatwiejsze. Rozglądałam się na boki w celu zlokalizowania byłego chłopaka, po którym jakby nagle ślad zaginął. Przechodziłam obok kilku znajomych, którzy próbowali mnie zatrzymać jednak tłumaczyłam się brakiem czasu mówiąc, że muszę coś załatwić.
-Julia- zawołałam przyjaciółkę, która rozglądała się na boki.
-Właśnie Cię szukałam- dziewczyna podbiegła do mnie zdyszana.
-Widziałaś Filipa? –spytałam wciąż nie przestając się rozglądać.
-Siedzą tam- skinęła dyskretnie głową, a ja nie czekając dłużej ruszyłam ku dwóm chłopakom.
-Abbie- krzyknęła Julia, jednak nie słuchając jej szłam przed siebie. Filip siedział na ławce a naprzeciwko niego ze złości Kuba spacerował w tę i z powrotem.
-Co to miało znaczyć? –zapytałam Filipa, którego stan był nieco lepszy niż Nate’a, jednak był równie mało rozgadany jak tamten. –Pytam Cię o coś- podeszłam do chłopaka niego bliżej zaraz później czując Kuby dotyk na moim ramieniu.
-Abbie uspokój się, hm? –zapytał łagodnie przyjaciel, a ja jedynie wyrwałam się nie odrywając wzroku od Filipa.
-Jak to co?- zakpił szatyn patrząc na zakrwawioną chusteczkę w swojej ręce.
-No właśnie Cię o to pytam
-Może pytasz niewłaściwą osobę, co? –parsknął Filip unosząc się z miejsca i stając bliżej mnie. Nachylił się nade mną uśmiechając się ironicznie- Następnym razem pilnuj swojego chłoptasia- pogładził mnie opuszkiem palca po policzku zaraz później oddalając się. Nie czekając dłużej pobiegłam za nim krzycząc:
-Zaczekaj, nie skończyłam z Tobą.
-Zrobiłaś to kilka miesięcy temu- odpowiedział chłopak nawet się nie odwracając, a ja w tym momencie zamarłam przywierając stopami do ziemi. Miał rację, ale to nie zmieniało faktu, że któryś z nich powinien mi wyjaśnić o co chodzi, chociaż nie wiem co by to zmieniło. Wróciłam do Kuby, który siedział na ławce przyglądając się naszej niedługiej rozmowie. Opadłam tuż obok niego wzdychając głęboko z bezradności.
-A co z Nathan’em?
-Nic mu nie będzie- odparłam szukając po torebce dzwoniącego telefonu. Na wyświetlaczu pokazał się numer Nate’a, po raz kolejny dnia dzisiejszego przerwałam rozmowę z przyjacielem odchodząc na bok by odebrać komórkę.
-Gdzie jesteś? –usłyszałam łagodny głos po drugiej stronie słuchawki.
-Na ławkach, a Ty?- wiedziałam, że chłopak może mieć problem ze znalezieniem mnie dlatego wolałam to ja go odszukać.
-Tam gdzie piętnaście minut temu- odpowiedział chłopak a ja jedynie zapewniłam, że zaraz tam będę po czym odwróciłam się chcąc o tym powiadomić Kubę, którego nie było już na ławce.


-Jak nos?- spytałam siadając obok bruneta, który wyglądał nieco lepiej niż kilkanaście minut temu.
-W porządku- odparł odwracając się tak by móc mnie lepiej widzieć.- Przepraszam Cię, przepraszam, że zepsułem Ci noc, może nie powinienem przyjeżdżać- chłopak nerwowo zaczął bawić się poplamioną chusteczką, którą trzymał w dłoniach. Spojrzałam na niego przybliżając się i gładząc jego policzek odpowiedziałam:
-Przeprosiny przyjęte, a noc jeszcze się nie skończyła- uśmiechnęłam się i nagle na niebie ukazało się pełno fajerwerek, ludzie zaczęli bić brawo, otwierać kolejne szampany, składać sobie życzenia i piszczeć na całe gardła. Oboje spojrzeliśmy w górę przyglądając się pokazowi, wyglądało niesamowicie, ktoś odwalił kawał dobrej roboty. Przeniosłam wzrok na chłopaka, który zaraz później złożył na moich ustach gorący pocałunek. Reszta nocy minęła w zaskakująco szybkim tempie wszyscy się świetnie bawili zapominając o zaistniałej wcześniej sytuacji. Filipa więcej razy nie spotkałam na drodze za co kilka razy dziękowałam Bogu. Koło trzeciej napisałam mamie, że będę spać u Julki co oczywiście było małym kłamstwem, gdyż wylądowałam wraz z Nathan’em w hotelu, w którym się zatrzymał.