wtorek, 14 sierpnia 2012

#29.


Dwa tygodnie później

-Spotkamy się po szkole? -zapytał Nate, kiedy to właśnie staliśmy przy mojej szafce, w której zawzięcie szukałam zeszytu do historii, chyba faktycznie zostawiłam go w domu, ale co on by tam robił? Nie przypominam sobie żebym kiedykolwiek wynosiła go poza budynek tej szkoły. Wzruszyłam ramionami sama do siebie zdając sobie sprawę, że wcale nie jest on mi potrzebny do tego by przez całą lekcję słuchać nudnego gadania nauczyciela.
-Mam dzisiaj dodatkowe z biologii- uśmiechnęłam się do Nathan'a zatrzaskując metalowe drzwiczki od szafki i ruszając wzdłuż długiego korytarza.
-Abbie, od dwóch tygodni codziennie chodzisz na dodatkowe zajęcia z biologii, nie pamiętam kiedy ostatni raz się spotkaliśmy po szkole, gdzieś wyszliśmy czy cokolwiek- Nate złapał mnie za ramię odwracając w swoją stronę.
-Wczoraj byliśmy w sklepie razem- uśmiechnęłam się do niego. Chyba przesadza, przecież wiadome jest, że nie chce mieć jedyni na semestr więc staram się wszystko poprawić, a przy okazji trochę popatrzeć na Pana Smith'a, ale przecież nie przyznam się do tego własnemu chłopakowi.
-Abbie- powtórzył nieco bardziej stanowczym głosem i odciągnął mnie na bok, chyba tak jak ja miał dość obijających się o nas ludzi, którzy zmierzali szkolnym korytarzem. -Spotkaliśmy się tam przez przypadek, kupiliśmy co potrzebowaliśmy a Ty już zniknęłaś i tyle bylo z naszego spotkania- chłopak rozłożył ręcę chyba z bezradności. Pogłaskałam go po policzku uśmiechając się czule, przecież powinien zrozumieć moją sytuację, staram się jakoś wybrnąć z tej biologii, nie zamierzam tłumaczyć się rodzicom z jedynki na semestr.
-Zobaczysz, poprawię biologię i znowu będziemy się codziennie spotykać- po raz kolejny uśmiechnęłam się chcąc być wiarygodna co do moich słów, po czym pocałowałam chłopaka i już chciałam go wyminąć kiedy on złapał mnie za rękę przeszkadzając mi w tym.
-A co z pierścionkiem?
-Ach, nie mówiłam Ci? Znalazł się kilka dni temu-pogłaskałam go po ręce, którą mnie trzymał i kiedy jego uścisk się poluzował wyślizgnęłam swoją dłoń i ruszyłam ku klasie, w której miał odbyć się angielski, jeden z przedmiotów, na które nie chodzę z przymusu. Na zajęciach zazwyczaj jest na prawdę ciekawie, nauczyciel przygotowuje nam różnego typu zadania, które każdy uczeń wykonuje z chęcią. Weszłam do klasy jeszcze nie pełnej, to dobry znak, nie spóźniłam się. Zajęłam miejsce tuż obok Luis'a, który posłał mi raczej wymuszony uśmiech, jednak nie zamierzałam zadawać mu zbędnych pytać, gdyż zdawałam sobie sprawę, że każdy z moich przyjaciół przez ostatnie dwa tygodnie czuje się odrzucony przeze mnie. Jedynie Toby mnie rozumie, bo sam ma kilka zagrożeń i stara się wszystko jak najlepiej poprawić, Aaron również ma kilka jedynek, jednak on jest zupełnym przeciwieństwem, nie robi nic w kierunku zaliczenia, cóż jego problem.

-Jestem-weszłam do klasy z jednym zeszytem w ręku i długopisem, który schowałam w kieszeni od bluzy. Przy biurku siedział Pan Smith jak zwykle pochłonięty sprawdzaniem klasówek, tym razem nie zdołałam zobaczyć, której grupy, może dlatego, że nawet nie starałam się gdyż nie bardzo mnie to interesowało.
-Nawet nie spóźniona- nauczyciel uśmiechnął się szeroko zaraz później skinął głową bym zajęła miejsce. W klasie jak zwykle nie było nikogo innego poza mną, czy to dziwne? Raczej nie, chyba jestem jedyną osobą w tej szkole, która miała proponowaną jedynkę na semestr, to na prawdę dziwne, gdyż ten przedmiot jest łatwy a tym bardziej wtedy kiedy ma się go z takim nauczycielem jak Pan Smith. -Odrobiłaś pracę domową? -mężczyzna uniósł się z krzesła i podszedł do ławki znajdującej się obok mnie i zaraz później opierając się o nią pośladkami. Pokiwałam głową po czym otworzyłam zeszyt na zadaniu i wyciągnęłam go w stronę nauczyciela. -W porządku, dzisiaj chciałbym Cię gdzieś zabrać Abbie.


Niemalże wbiegłam do klasy dysząc ze zmęczenia, muszę przyznać, że moja kondycja nie jest już taka świetna jak kilka miesięcy temu, kiedy to codziennie wieczorem biegałam dla własnej siebie. Rozejrzałam się po klasie w celu zlokalizowania jakiegokolwiek miejsca, a kiedy mi się to udało zajęłam je i wyciągnęłam z torebki potrzebne do zajęć książki. Nie wiem czy Wam mówiłam, ale zdałam biologię na ocenę poprawną z tego jestem na prawdę zadowolona bo w zasadzie nie liczyłam aż na taką wysoką notę, a tutaj okazało się, że gdybym pracowała tak cały rok miałabym szanse na piątkę. Z Panem Smith'em spędzałam niemalże każde popołudnie rozwiązywaliśmy zadania, rozmawialiśmy na różne tematy związane z biologią jak i z normalnym życiem,  poznałam go od innej strony, nie od strony nauczyciela a człowieka bardzo podobnego do mnie, zbliżyliśmy się za co przez kilka dni nienawidziłam samą siebie, jednak z nikim o tym nie rozmawiałam, bo niby z kim? Moje rozmyślenia na temat Jasona-bo właśnie tak na imię miał Pan Smith- przeszkodziła nauczycielka wchodząca do klasy. Odwróciłam się do tyłu gdzie za mną siedziała Emily spojrzałam to raz na nią to raz na nauczycielkę, która próbowała przedrzeć się przez hałas panujący w pomieszczeniu.
-Nie mamy przypadkiem teraz biologii? -uniosłam delikatnie brew, dziewczyna pokiwała głową w zupełności się ze mną zgadzając jednak po jej minie wnioskowałam, że wcale nie jest lepiej poinformowana niż ja. Odwróciłam się czekając aż klasa w końcu zauważy kobietę i zechce się uspokoić-długo czekac nie musiałam. Chłopacy widząc kobietę od razu się uspokoili i zaczęli podziwiać jej urodę, była na prawdę ładna wyglądała na Hiszpankę.
-Jestem Waszą nową nauczycielką nazywam się Alexandra Lopez i od dziś to ja będę uczyć Was biologii, mam nadzieję, że szybko złapiemy kontakt- uśmiechnęła się szeroko coś tam jeszcze mówiąc, jednak zupełnie zaprzestałam jej słuchać kiedy tylko wspomniała o tym, że jest na zastępstwie. Coś musiało się stać, skoro Pan Smith nie pojawił się w szkole. Uniosłam rękę do góry pytając czy mogę skorzystać z toalety na co nauczycielka się zgodziła a ja niemalże wybiegłam z klasy, chciałam zadzwonić do Jason'a jednak coś mi mówiło, że nie powinnam robić tego tutaj, przez korytarz co chwile ktoś przechodził, albo uczeń albo nauczyciel, a nie chciałabym żeby zadne z tych osób słyszało, że rozmawiam z nauczycielem i to zwracając się do niego po imieniu. Dostrzegłam przy szafkach Lex, która ujrzała mnie w tym samym momencie i pomachała mi uśmiechając się szeroko. Nie czekając dłużej ruszyłam w jej kierunku, może ona będzie widziała coś na temat tego zastępstwa. Lex była jedną z tych dziewczyn, które pierwsze przyjmują wiadomości rozchodzące się po szkole czy to są plotki czy prawdziwe informacje.
-Wiesz, że jest zastępstwo za Pana Smith'a? -zmierzyłam przyjaciółkę wzrokiem, kiedy ona właśnie poprawiała włosy w niewielkim lusterku przywieszonym w wewnątrz jej szafki. Oderwała się od swojego zajęcia wlepiając we mnie swoje zielone oczy.
-Wyrzucili go, ponoć zaczął spotykać się po lekcjach z jakąś uczennicą i do czegoś między nimi doszło- to bzdura, miałam ochotę zaprzeczyć tym słową mimo tego, że było w nich trochę prawdy. Zdałam sobie sprawę, że chodzi o mnie, jednak moja przyjaciółka chyba nie brała mnie pod uwagę. Kilka razy spotykałam się z nim po lekcjach, pokazywał mi wiele rzeczy, zazwyczaj związanych z biologią, może nawet raz odwiedziłam jego mieszanie, ale tylko po to by mógł pokazać mi swój zbiór książek, które oboje kochamy czytać, przecież to nic złego. W zasadzie wszystko było w porządku, do dnia wczorajszego. Jason zabrał mnie nad morze, dogadywaliśmy się wspaniale na prawdę był idealnych słuchaczem mogłam mu wszystko powiedzieć i nie traktowałam go jak kogoś bliższego memu sercu, był on po prostu nauczycielem, który potrafił pokazać, że można traktować go jako przyjaciela, więc właśnie to robiłam. W pewnej chwili coś zaiskrzyło i on mnie pocałował, nie trwało to długo jednak odwzajemniłam jego pocałunek, bo która dziewczyna na moim miejscu by tego nie zrobiła? może jedynie Katie dziewczyna, z którą mam Hiszpański, nie zrobiłaby tego tylko dlatego, że jest po uszy zakochana w moim nowym chłopaku. Oczywiście ja również, kocham Nate ale to była chwila słabości, to nie ja to zrobiłam tylko Smith, nie trwało długo więc nie ma co zawracać sobie tym głowę, dla mnie nie znaczyło to nic. Jason po pocałunku, który ja przerwałam chciał wygłosić jakąś mowę jednak byłam zbyt zszokowana by tego słuchać i oznajmiłam, że powinnam już wracać.
-Jesteś tu? -Lex pomachała mi ręką przed oczami a kiedy mrugnęłam wyprostowała się zadowolona zamykając szafkę. -Widzimy się na lunchu- odwróciła się i ślad po niej zaginął. Kilka minut stałam tak nie wiedząc co ze sobą zrobić, bo jeśli ktoś widział mnie wtedy z Jason'em to mogę miec niezłe kłopoty, nie wspominając o tym co może czekać mojego nauczyciela, a raczej przeszłego nauczyciela.


-Jutro-poczułam delikatny pocałunek na mojej szyi-Mam-zaraz później po drugiej stronie szyi-Wolną-na lewym policzku-Chatę-na prawym policzku i ujrzałam siadającego tuż obok mnie Nathan'a. Uśmiechnęłam się do niego co on oczywiście odwzajemnił, z jego twarzy uśmiech nigdy nie znikał potrafił się uśmiechać całymi dniami, za co go kochałam, gdyż uwielbiałam gdy to robił. Jego oczy się przy tym zmniejszały a obok nich pojawiały się delikatny zmarszczki a na policzkach dołeczki, coś niesamowitego. -Czuj się zaproszona- dodał wyciągając z plecaka paczkę papierosów. Odpalił jednego zaciągając się nim i nawet nie przejmując się, że jakiś nauczyciel może go przyłapać przez co będzie miał spore kłopoty. Rozejrzałam się w celu zlokalizowania jakiejś osoby dorosłej jednak na dworze nikogo takiego nie było więc odetchnęłam z ulgą zamykając książkę do angielskiego.
-Postaram się przyjść- pocałowałam go w usta i kiedy się od niego odkleiłam obok nas siedziała już reszta przyjaciół. Nie pamiętam kiedy ostatnio wszyscy się spotkaliśmy, każdy z nas jest zajęty i ma swoje problemy na głowie. Lex obecnie zajmuję się jak to ona mówi swoim 'przyszłym chłopakiem', życzę jej szczęścia ale powinna zdać sobie sprawę, że to nie facet dla niej. Aaron codziennie zaraz po szkole znika na przeróżne imprezy przez co z dnia na dzień wygląda coraz gorzej, jednak on twierdzi, że to pomaga mu przetrwać. Toby stara się jak może by poprawić ostatnie zagrożenie, gdyż do końca tygodnia mają zostać wystawione oceny. Nate ma po szkole próby z chłopakami z zespołu i często ma spotykania ze swoimi stałymi kupcami-tak nadal sprzedaje narkotyki z czego nie jestem zadowolona, ale to postaram się wyjaśnić jutro jak będę u niego nocować. No i Luis z nim ostatnio najmniej spędzam czasu, chociaż kiedyś było zupełnie odwrotnie, tak na prawdę to nie wiem co on robi po zajęciach, zawsze mówi, że odbiera siostrę ze szkoły-mimo tego, że wciąż mieszka z Toby'm i musi z nią siedzieć do powrotu matki z pracy, jednak jeszcze kilka miesięcy temu nie miał tego problemu i siostrę odbierała sąsiadka.
-Zdaaałem- krzyknął Toby gdy tylko zajął miejsce i rzucił na stolik wszystkie książki, które przed chwilą miał w rękach.
-Chociaż jeden z nas- Aaron poklepał go po plecach szczerząc swoje zęby. Nie wiem z czego on jest taki dumny, ale nie zamierzam się wtrącać sam o to prosił.
-Wiecie, że jutro ostatni dzień idziemy do szkoły tuż przed feriami i świętami- dodała Lex, która chyba chciała zabłysnąć jednak jej się to nie udało. Wszyscy zmierzyli ją wzrokiem a miny każdego z nas oznaczały mniej więcej "no co Ty nie powiesz?". Dziewczyna pokręciła jedynie głową z szerokim uśmiechem. W szkole od tygodnia gadało się o feriach i nauczyciele i uczniowie nie mogli się doczekać by odpocząć od siebie a będziemy mieć na to całe trzy tygodnie. Wracamy po sylwestrze w nowym roku, który mam nadzieję będzie lepszy od poprzedniego. Nie wymyśliłam jeszcze żadnego postanowienia noworocznego, ale mam nadzieję, że kiedy to zrobię wytrwam w nim, a nie tak jak co roku poddam się po pierwszym tygodniu. Usłyszałam sygnał telefonu wszyscy prócz Nate złapaliśmy się za kieszeni w celu sprawdzenia komu przyszedł sms. Wyciągnęłam telefon widząc, że świeci się ekran uśmiechnęłam się unosząc sprzęt ku górze.
-Mój- wszyscy schowali swoje telefony skąd je wyciągnęli a ja wzięłam za odczytywanie wiadomości od nieznajomego numeru.
"Przepraszam, że zniknąłem, ale nie dałbym rady. Jason"
 Przełknęłam głośno ślinę dyskretnie unosząc wzrok na przyjaciół, czy aby nikt z nich nie podglądał i nie odczytał sms'a, którego raczej żadne z nich nie powinno zobaczyć. Schowałam telefon do torebki zastanawiając się co w tej sytuacji zrobić. Powinnam mu odpisać? ale co? za dużo mam pytań do niego a za mało środków na telefonie.
-Muszę uciekać- Nathan uniósł się z miejsca całując mnie przelotnie w czubek głowy. Wszyscy spojrzeli na niego pytającym wzrokiem, chyba jedynie ja tak nie zareagowałam zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, że zostały mu jeszcze jakieś trzy może dwie lekcje. -Muszę coś załatwić- wytłumaczył się chłopak nie czekając na zbędne pytania po czym zniknął z naszego pola widzenia a reszta przyjaciół wróciła do rozmowy na poprzedni temat, w którym nawet nie byłam stanie zabrać głosu.

sobota, 11 sierpnia 2012

#28.


-I jak w domu? -zapytała Lex siadając na przeciwko mnie i Nate kiedy to właśnie wszyscy na stołówce zajadali się lunchem. Jak w domu? Oprócz tego, że ojciec gdy tylko wstałam kazał mi od razu wracać do domu po szkole, mama powiedziała, że nie zdąży dziś ugotować obiadu, więc liczy, że ja to zrobię. A kiedy poprosiłam o pieniądze na lunch Frank niemalże wybuchnął mi śmiechem w twarz pytając czy nawet funt mi nie został z pieniędzy, które kilka dni temu mi zostawili. Podsumowując, marzyłam o tym by w końcu iść do szkoły i zostać w niej jak najdłużej się da.
-Daje radę- uśmiechnęłam się do przyjaciółki, zaraz później przenosząc wzrok na chłopaka, który chyba jako jedyny wiedział jak na prawdę mają się sprawy, nie chciałam wszystkich przyjaciół obarczać moimi problemami, więc każdemu odpowiadałam to samo 'daje rade', 'jest całkiem dobrze', 'bywało gorzej' chociaż wcale tak nie było, teraz jest gorzej niż mogłoby być. Dzwonek rozbrzmiał się w całej szkole, wszyscy zaczęli ślimaczym tempem odchodzić od stolików, odkładać tace na miejsce i niechętnie kierując się w stronę stali. Pożegnałam się z Lex i Nathan'em udając się na biologię, jeden z przedmiotów, który przyprawiał mnie o dreszcze. Powodem tego był fakt, że moja grupa na biologi liczyła siedemnaście osób w tym dwie dziewczyny razem ze mną, ale pocieszał mnie fakt, że nauczyciel byl na prawdę przystojny i od początku byłam jego ulubienicą co mi się spodobało.
Weszłam do sali jak zwykle spóźniona. Zazwyczaj byłam punktualna, ale jeśli chodziło o szkołę to nie potrafiłam się tego trzymać. W klasie panował niezły chaos. Pan Smith rozdawał właśnie martwe żaby, przez co uczniowie robili się niemalże podnieceni z dzisiejszego zadania, ze mną było natomiast odwrotnie. Liczyłam na to, że będę mogła podzielić swoje obrzydzenie z Emily jednak dzisiejszego dnia nie przyszła do szkoły, więc nie pozostało mi nic innego jak próbować powstrzymać się od wymiotów.
-Abbie- uśmiechnął się nauczyciel, wyglądał na prawdę świetnie. Trzy dniowy zarost, którego chłopcy w tej szkole mogliby mu go pozazdrościć. Błękitny koszula w kratkę wciągnięta do czarnych spodni i do tego czarny krawat, potrafił podkreślić swoje największe atuty. -Dołącz do Luis'a- Smith uśmiechnął się po czym skinął głową na mojego przyjaciela, który niemalże zachwycony przyglądał się martwej żabie leżącej na ławce. Przełknęłam ślinę podchodząc do niego i próbując nie patrzeć się w dół, by to zielone stworzenie nie przykuło mojego wzroku.
-Pozwolisz, że dzisiaj będę nieco mniej aktywna w zajęciach- uśmiechnęłam się do Luis'a po czym spojrzał na żabę chcąc mieć pewność, że chłopak wie o co mi chodzi. On z szerokim uśmiechem pokiwał głową i zaczął rozcinać zwierze przez co naszła mnie ochota na zwrócenie mojego lunchu. Usiadłam na krześle wyciągając świeżo wypożyczoną książkę z biblioteki, jak zwykle romantyczne przez którą później kilka tygodni nie będę umiała się pozbierać i na każdym kroku będę porównywać moje życie do bohaterki książki.
-Abbie, możesz podejść na chwilkę- usłyszałam łagodny głos mojego nauczyciela dobiegający z drugiego końca klasy. Odłożyłam książkę na róg ławki po czym zeskoczyłam z dość wysokiego krzesła i udałam się do Pana Smith'a, albo jestem nienormalna albo im bliżej jestem nauczyciela tym bardziej gorąco mi się robi, nie wiem czy reagują na niego tak wszystkie dziewczyny czy po prostu ja mam bzika na punkcie- na moje oko -mężczyzny mającego coś koło 25-27 lat. Stanęłam na przeciwko biurka próbując się uśmiechnąc, co jak dla mnie wyszło na prawdę świetnie. -Nie wiem czy zdajesz sobie sprawę, ale grozi Ci na semestr jedynka.

-Jedynka? Jak to możliwe, mówiłaś, że lubisz biologię- chyba nauczyciela, chciałam sprostować, jednak wolałam tego nie przyznawać Nathan'owi bo mogłoby się to dla mnie na prawdę źle skończyć. Zatrzymałam się tuż przed moim domem i zaczęłam szukać kluczy w torebce, której jak zwykle było wszystko prócz tego czego szukałam. Uniosłam wzrok na mojego towarzysza widząc, że jest zmartwiony moją sytuacją z biologii, ale przecież poprawię, poza tym jestem pewna, że Pan Smith nie będzie w stanie wystawić mi jedynki, za bardzo mnie lubi.
-Poprawię, o nic się nie martw- pocałowałam chłopaka w usta po czym otworzyłam bramę zaraz później ją zatrzaskując i będąc przy drzwiach odwróciłam się do tyłu machając Nate'owi na pożegnanie. Posłałam mu ostatniego całusa i weszłam do środka będąc zaskoczona, że drzwi są otwarte. I po co marnowałam te minuty na szukanie kluczy, skoro i tak mi się nie przydały. Wracając do faktu otwartych drzwi, albo mama jednak wcześniej wróciła, albo ojciec czegoś zapomniał z pracy i po prostu po to przyjechał, albo ostatni kto wychodził z domu nie zamknął go. Pokierowałam się na górę rozglądając się ostrożnie na boki, nie będąc pewna czy w domu nie ma nikogo obcego, zanim ruszyłam ku schodom wzięłam z przedpokoju łyżkę do butów, nie wiem czy byłabym się w stanie nią obronić, ale w jednym filmie mężczyzna nieźle oberwał czymś takim, więc może i mnie się uda. Będąc na górze ujrzałam uchylone drzwi w moim pokoju, wzięłam głęboki oddech i nie czekając dłużej pchnęłam drzwi wskakując do pokoju z wyciągniętą przed siebie łyżką. W pomieszczeniu nie było złodzieja, mordercy czy gwałciciela, na moim łózku siedział brat, na którego twarzy pojawiła się lekka mina zdziwienia zaraz później zmierzył mnie wzrokiem jak totalną psychopatkę.
-Dobrze się czujesz? -uśmiechnął się szeroko co odwzajemniłam rzucając gdzieś w kąt moje niedoszłe narzędzie zbrodni.
-Co Ty tutaj robisz? -podeszłam do Tommy'ego rzucając się w jego ramiona i ściskając go najmocniej jak tylko potrafiłam. Domyśliłam się, że przyjechał on przez rodziców, którzy za pewne po skończonej przez nich imprezie zadzwonili do niego i poprosiliby w wolnej chwili zajrzał i obbadał sprawę co do mojego zachowania, gdyż sami nie potrafią sobie ze mną poradzić a to właśnie z bratem najlepiej się dogaduję.
-Słyszałem o imprezie, w niezłe gówno się wpakowałaś- Tommy pokiwał głową opierając się o ściane a nogi kładąc na niewielką nocną szafkę za co miałam ochotę go palnąć jednak powstrzymałam się od bycia niegościnną. Może to dziwne, ale na prawdę dobrze się dogadywałam z moim bratem, jeszcze mieszkając w Polsce wszyscy zazdrościli mi takiego kontaktu z nim. Miałam pełno znajomych, którzy posiadali starsze rodzeństwo i żadne z nich nie potrafiło tak się dogadywać z nimi jak ja z Tommy'm. Wiadomo bywały dni kiedy się kłóciliśmy, kiedy mieliśmy się ochotę pozabijać, ale to zdarzało się bardzo rzadko, a nasza kłótnia zawsze kończyła się przeprosinami i gorącym uściskiem.
-Przepraszam, że nie przyjechałam- usiadłam po turecku na łóżku wlepiając wzrok w telefon, który zawsze obracałam w rękach w sytuacja kiedy było mi za bardzo wstyd by spojrzeć rozmówcy w twarz.
-Tu nie chodzi o mnie Abbie-brat nachyli się by móc zobaczyć moją twarz. Wiedziałam, że się o mnie martwi, zawsze to robił. Nawet kiedy wychodziłam na imprezy kazał mi na siebie uważać i nie robić żadnych głupstw, a kiedy już się w coś wpakowałam dzwoniłam do niego a on po mnie przyjeżdżał później kryjąc mnie przed rodzicami. -Tu chodzi o rodziców, na prawdę się na Tobie zawiedli- nie musiał tego mówić, zdawałam sobie z tego sprawę, niestety czasu nie mogę cofnąć, jedyne co mogę zrobić to postarać się odzyskać ich zaufanie,co może nie być wcale takie łatwe do zrobienia. Jestem jedynie nastolatką, która w życiu popałnili jeszcze nie jeden głupi błąd, którego będzie żałować przez długi okres, muszę się z tym nauczyć żyć, ale inni też powinni postarać się to zrozumieć, szczególnie moi rodzice, którzy w moim wieku nie należeli do najgrzeczniejszych. Weźmy mojego ojca, do dwudziestego drugiego roku życia mieszkał w Londynie, gdzie przyjechała moja mama na wakacje ze swoim narzeczonym. Poznała mojego ojca zakochali się, jak mówią od pierwszego wejrzenia. Moja matka zostawiła swojego narzeczonego i wraz z Frank'iego wyjechała do Polski gdzie się pobrali. Kiedy mój ojciec miał dwadzieścia dwa lata, a mama dziewiętnaście urodził się mój brat, a po czterech latach ja. Wracając do ich życia kiedy jeszcze się nie poznali i mieli po szesnaście -siedemnaście lat. Mój ojciec na swoje szesnaste urodziny zrobił sobie tatuaż na ramieniu, wytatuował sobie orła, rozumiecie? Orła, który jak się okazało nic dla niego nie znaczył. Na swoje siedemnaste urodziny przebił sobie ucho i wargę, a na osiemnaste kupił sobie motor i zaczął brać udział w nielegalnych wyścigach przez co trafił do więzienia i gdyby nie dziadek, który wpłacił kaucje zostałby tam jeszcze przez kilka lat. A moja mama? w moim wieku uciekła z domu ze swoim chłopakiem, wszyscy jej szukali, nawet policja. Wytatuowała sobie na plecach jego imię, czego do dziś nie rozumiem, na szczęście kiedy poznała mojego ojca usunęła ten tatuaż laserowo, dzięki Bogu. Więc przepraszam bardzo, ja zrobiłam jedną głupią imprezę i rodzice już robią wielkie HALO? -Wiesz, że zginęło kilka rzeczy?
-Co? Jakich rzeczy? -uniosłam wzrok nie bardzo wiedząc o co chodzi. Rodzice nic mi nie wspominali, że coś zostało skradzione. Może dlatego, że wcale z nimi nie rozmawiałam od czasu kiedy zostawili mnie samą.
-Wazon z dużego pokoju, ten który stał na komodzie, jego resztki znalezione zostały taty szufladzie na bieliznę. -Tommy zaczął wymieniać kilka rzeczy, o których nie miałam bladego pojęcia. Fakt nie dużo przebywałam w salonie, ale żeby nie wiedzieć co tam jest to chyba przesada, powinnam zdecydowanie częściej przesiadywać w domu. -A najgorsze jest to, że zginął również pierścionek po babci- gdy to usłyszałam uniosłam się z miejsca łapiąc się za głowę. Tego już za dużo, rozumiem jakiś głupi wazon, jakąś lampę z ikei, ale pierścionek? Jest on na prawdę wyjątkowy, przechodził od z pokolenia na pokolenie, zaczęło się od mojej prapraprababci jak dobrze pamiętam, każda kobieta w rodzinie na swoje osiemnaste urodziny dostawała go a później przekazywała go swojej córce i przeze mnie ta tradycja ma dobiec końca? Bo ktoś musiał ukraść akurat to.

-Mogłabym Pana prosić o małą przysługę? -Tommy wrócił do Liverpool'u wczoraj wieczorem, jak szybko przyjechał tak szybko wrócił, był zaledwie kilka godzin w Londynie po to by się ze mną zobaczyć i jak się domyślam postawić mnie do pionu. Wczorajszej nocy nie umiałam zasnąć, myślałam, zastanawiałam i głowiłam się, jak odzyskać pierścionek. Nie posiadałam nawet żadnego jego zdjęcia by móc popytać ludzi czy go widzieli, by móc wstawić zdjęcie na facebook'a czy na twitter'a. Dlatego właśnie z samego rana udałam się do pracowni biologicznej gdzie zastałam Pana Smith'a, dlaczego akurat on? Na szkolnym korytarzu roi się od jego prac, więc pomyślałam, że jak opiszę mu go to postara się go narysować żeby choć odrobinę przypominał od pierścionek należący do mojej mamy.
-Słucham Cię? -nauczyciel siedział przy biurku oderwał się od sprawdzania kartkówek, akurat z mojej grupy już chciałam go pytać czy dostałam coś lepszego niż jedynkę, jednak właśnie zdałam sobie sprawę po co tak na prawdę przyszłam.
-Byłby Pan w stanie narysować, naszkicować czy namalować, jak Pan woli, mi to na prawdę obojętne po prostu bardzo mi na tym zależy, a mianowicie zaginął pierścionek mojej mamy, jest on na prawdę cenny dla naszej rodziny przechodzi on z pokolenia na pokolenie a przez moją głupotę, czego nigdy sobie nie wybaczę...
-Pomogę Ci Abbie- Pan Smith przerwał mi, za co powinnam całować go po stopach bo zaczynałam gubić się we własnych słowach. Złapał mnie potworny ślinotok, nie zdarzało mi się to często, zazwyczaj wtedy kiedy za bardzo się denerwowałam, a właśnie teraz był takie moment. A tak w ogóle, czy on się zgodził? Czy nauczyciel własnie powiedział, że mi pozwoli?
-Jezu, na prawdę? -złączyłam moje dłonie krzyżując palce, przez co wyglądałam jakbym się modliła. -Dziękuję, na prawdę dziękuję. -zaczęłam kierować się do wyjścia, jednak po chwili usłyszałam kolejny raz głos nauczyciela.
-Abbie, ale zdajesz sobie sprawę, że ja nie wiem jak ten pierścionek wygląda i nie bardzo wiem od czego zacząć? -odwróciłam się widząc na Pana Smith buzi szeroki uśmiech, to był nauczyciel, który często, na prawdę często się uśmiechał, zazwyczaj ze swoich żartów, z których potrafiła śmiać się cała grupa, z wyjątkiem Matt'a, dla którego nic nie było nigdy śmieszne.
-Faktycznie, opiszę go Panu, mogę nawet teraz- już chciałam się za to zabrać, jednak przerwał mi dzwonek dobiegający z korytarza. Westchnęłam pod nosem wzruszając beznamiętnie ramionami. -To może na następnej przerwie? -spojrzałam na nauczyciela, który pokiwał głową. Uśmiechnęłam się i ruszylam ku wyjściu, jednak Smith po raz kolejny nie pozwolił mi na opuszczenie tej sali.
-Abbie, w zamian za to, proszę Cię, żebyś zaczęła chodzić na dodatkowe zajęcia, wiesz, że masz nie najlepszą sytuację. -jego głos był na prawdę łagodny a w głębi serca czułam, że jest on nauczycielem, któremu zależy żebym zdała do nastepnej klasy. Uśmiechnęłam się pod nosem po czym odwróciłam się do mężczyzny kiwając głową jako gest, że zgadzam się i opuściłam pomieszczenie jak najszybciej udając się do klasy, w której zaczęła się już matematyka.

















Znowu dodaję po stu latach, jestem ciekawa czy ktoś w ogóle to przeczyta, mam nadzieję, że tak i że się spodoba :)


środa, 2 maja 2012

#27.


-Zaczekaj- wybiegłam z pokoju podciągając zakolanówki, które z tego wszystkiego miałam już na łydkach. Chłopak albo nie słyszał moich błagań o zatrzymanie się, albo po prostu nie miał ochoty na słuchanie moich tłumaczeń, które nie miały najmniejszego sensu. -Filip!- krzyknęłam głośniej zbiegając ze schodów i nagle chłopak zatrzymał się na jednym ze schodków. Ledwo zdążyłam zahamować i zatrzymałam się na stopniu wyżej, czekając teraz tylko na to jak chłopak się odwróci. Po krótkiej chwili to zrobił a ja po tylu tygodniach znowu z nim stałam twarzą w twarz. Mogłam patrzeć na jego cudowne zielone tęczówki, obserwować jego miny, przyglądać się jego pełnym ustą. Jednak to nie było to samo, te oczy nie patrzyły na mnie tak zawsze, brakowało na jego twarzy śmiesznych min wysyłanych w moim kierunku, a na usta nawet nie byłam w stanie spojrzeć. -Chciałam tylko...- spojrzałam na niego a zaraz później spuściłam wzrok.

-Nie mów nic, wystarczy mi to co widziałem.- chłopak zrobił krok do tyłu i tym sposobem stał nieco dalej a za razem niżej niż ja.  -Ile to trwa co? -zapytał stawiając jedną stopę na wyższy schodek i delikatnie się pochylając. Czułam jego zapach perfum, te które kiedyś mu wybrałam. Miałam ochotę w tej chwili rzucić się w jego objęcia i nie puszczać go do póki ręce nie przestaną boleć mnie od przytulania. -No powiedz ile? Tydzień? Dwa? a może jeszcze dłużej? -wykrzyczał mi to prosto w twarz. Moje serce rozrywane było ze zbyt szybką prędkością, łzy spływały mi po policzkach, nie potrafiłam ich nawet kontrolować.- Masz rację, lepiej oszczędź mi tego.- chłopak odwrócił się i zbiegł ze schodów wyminając ludzi, którzy albo po nich schodzili albo wchodzili. Kiedy uniosłam głowę znad stóp ujrzałam stojącą na dole opartą o ścianę Mary, która kierowała w moim kierunku zabujczy uśmiech. Ze zmęczenia opadłam na schody kryjąc twarz w dłoniach. Pragnęłam teraz tylko tego by nadszedł już kolejny dzień, by ta nieszczęsna impreza się skończyła, by wszyscy stąd zniknęli a ja w końcu została sama z własnymi myślami. 
-Wszystko będzie dobrze- poczułam jak Nate obejmuje mnie ramieniem i pozwala na to bym łzami zamoczyła mu całe ramie. To wszystko jak dla mnie toczyło się w zbyt szybkim tempie, nie potrafiłam gonić tych spraw. Jeden problem się kończył a zaraz później zaczynał drugi, w przeciągu kilku miesięcy, moje życie zdążyło się już z kilka razy zmienić, zupełnie nie martwiąc się tym, że ja tak na prawdę tego nie chcę. Marzę jedynie o prowadzeniu spokojnego życia, wraz z przyjaciółmi, rodziną i kochającym chłopakiem, jednak zanim weszłam w drugi związek powinnam zakończyć pierwszy, to był mój największy błąd jaki w życiu mogłam popełnić. Zraniłam osobę, na której szczęściu mi bardzo zależało. Nagle muzyka przestała grać, albo ja się tak zamyśliłam, że już jej nie słyszę albo faktycznie ktoś ją wyłączył. Uniosłam się ze schodów, a zaraz za mną Nathan i wyjżałam do salonu, gdzie przy wierzy stał mój ojciec, a zaraz obok niego matka. 
-Impreza skończona, zapraszam wszystkich do wyjścia- krzyknął na całe gardło. Kilka osób zwróciło na niego uwagę, jednak nie bardzo przejeli się jego słowami. A ja stałam jak wryta, moje oczy jeszcze bardziej zaczęły napełniać się łzami, których byłam pewna, że już więcej nie dam rady wypłakać. -Do wyjścia, albo wezwę policję!- Frank ponowił próbę i w tym momencie wszyscy zaczęli kierować się ku drzwiom, krzycząc coś jeden przez drugiego. Odwróciłam się do Nate, delikatnie popędzając go by i on opuścił to pomieszczenie.
-Może zostanę z Tobą- spytał będąc już kilka stopni niżej i wciąz trzymając mi rękę. 
-Poradzę sobie, idź.- próbowałam się uśmiechnąć, jednak nie wychodziło mi to tak jak chciałam. Puściłam jego ręke i dostrzegłam, że dom już prawie świeci pustką. Jeszcze pojedyncze osoby pędziły do wyjścia, nawet nie rozglądając się na boki. Rodzice ruszyli ku mojej osobie, wolnym ale zdecydowanym krokiem aż w końcu stanęli przede mną, a raczej przed schodami na których stałam. Teraz miałam ochotę uciec, jak najdalej i jak najszybciej, jednak to było niemożliwe, jedynie gdzie mogłam uciec to na górę, zamknąć się w swoim pokoju i umrzeć w nim z głodu. 
-Co to ma być? Czy Ty już do końca zwariowałaś? -ojciec zaczął krzyczeć a matka stała tylko obok niego próbując go jakoś uspokoić, jednak on nie pozwolił na to, odpychając ją ręką. -Czekamy na Ciebie u Tommy'ego, dzwonimy bo się nie zjawiasz, odchodzimy od zmysłów, że coś Ci się stało, a ty jak gdyby nigdy nic urządzasz imprezę w naszym domu. Zobacz jak teraz to wszystko wygląda, zamieniłaś nasz dom w jakieś brudne gówno gdzie zbiera się młodzież, która nawet nie jest tego warta. Kim byli Ci ludzie? Znałaś chociaż połowę z nich? -ojciec krzyczał, pierwszy raz uniósł tak głos w moim kierunku, jeszcze nigdy w życiu nie słyszałam, żeby tak do mnie krzyczał. Owszem oberwało mi się pare razy, ale to były na prawdę bzdety, w porównaniu co teraz zrobiłam i zdawałam sobie z tego sprawę, jednak Frank'a nie to teraz obchodziło. Widziałam jak pojawiają mu się żyły na skroniach i szyji, jak pulsują ze złości, a moja matka stoi z założonymi dłoni i nie wie jak uspokoić swojego męża, jednak nawet mi to nie przeszkadza, nie dziwię się mu. Nie byłam pewna czy łzy wciąż spływają mi po policzkach, już przestawałam je czuć, żeby upewnić się wytarłam oba policzki, które były całe mokre. 
-Widze, że nie masz nam nic do powiedzenia. -ojciec chwycił za klucze, które leżały w koszyku tuż obok drzwi wyjściowych. - Wychodzimy wraz z mamą i wrócimy na dwie godziny, a dom ma być w takim stanie w jakim go zostawiliśmy wczoraj. -Oboje z rodziców wyszli trzaskając za sobą drzwiami. Opadłam z braku sił na schody ponieważ każda część mojego ciała odmawiała mi posłuszeństwa ,nie byłam świadoma co się ze mną dzieje. Nagle usłyszałam dzwonek do drzwi, byłam pewna, że rodzice czegoś zapomnieli i zechcieli się po to wrócić, jednak już schodząc po schodach doszłam do wniosku, że mają klucze i mogliby sobie sami otworzyć. Kiedy uchyliłam drzwi dostrzegłam Nathan'a, zaskoczyła mnie jego osoba w tym momencie, gdyż dobrze wiedział jaką mam styuacje i jak ryzykował wróceniem tutaj. 
-Co Ty tutaj robisz? - spojrzałam na niego nie widząc czy cieszyć się, że przyszedł czy raczej niepokoić, że rodzice mogą w każdej chwili się wrócić.
-Gdy wyszedłem od Ciebie schowałem się w krzakach, słyszałem wszystko co Twoj ojciec mówił, bardzo mi przykro. -chłopak podszedł do mnie przytulając mnie z całej swojej siły, w końcu mogłam poczuć się bezpiecznie w ramionach o których teraz na prawdę marzyłam. - postanowiłem, ze gdy Twoi rodzice wyjdą ja wrócę i pomogę Ci z tym całym syfem. -czułam jak się uśmiecha, mimo, że nie mogłam tego dostrzeg. Pogładziłam go po plecach odsuwając się.
-Jesteś cudowny. -odsunęłam się by chłopak mógł wejść do środka a kiedy to uczynił ja zamknęłam za nim drzwi. 




-Abbie- usłyszałam głos dobiegający z dołu a zaraz za nim trzaśnięcie drzwi. Oboje z chłopakiem zerwaliśmy się z łóżka, na którym pięć minut wcześniej się położyliśmy zmęczeni kilkugodzinnym sprzątaniem. Popchałam chłopaka w stronę garderoby. 
-Musisz się schować, zabiją mnie jak Cie tu zobaczą. -popchnęłam go do garderoby zamykając za nim drzwi a zaraz później wskakując do łóżka i nakrywając się kołdrą po samą szyję. Słyszałam kroki, które zbliżały się do mojego pokoju, próbowałam wyrównać mój oddech co wcale nie było takie łatwe, dlatego szybko odwróciłam się w stronę ściany, by nikt niczego się nie domyślił. Drzwi się uchyliły, a światło z przed pokoju oświetliło kawałek mojego pokoju. Przypuszczam, że w drzwiach stał moj ojciec, gdyż tylko on w tej rodzinie puka i nawet nie czeka na odpowiedź tylko od razu wchodzi. Po chwili drzwi zostały zamknięte a chłopak wyleciał z mojej garderoby niczym z procy. 
-Ciszej- szepnęłam odwracając się z szerokim uśmiechem na twarzy. 
-Czy to znaczy, że mam wychodzić oknem? -chłopak odsłonił kawałem żaluzji i wyjżał w dół. -Bo to nie wróży nic dobrego. -pokręcił głową przenosząc wzrok na mnie, a ja tylko przesunełam się okrywając kołdrę. 
-Zostaniesz na noc, a rano się coś wymyśli. -mrugnęłam do niego oczkiem wtulając się w jego tors. 




-Musiałbym wracać do domu- pocałował mnie skroń a ja przeskoczyłam go wciągając na siebie krótkie dresowe spodenki. 
-Ciiii- uchyliłam delikatnie drzwi nasłuchując się jakichkolwiek dźwięków, jednak nic nie doszło do moich uszu. -Rodzice jeszcze śpią, więc szybko- machnęłam ręką próbując tym gestem pośpieszyć chłopaka, który ubrał na siebie swoją koszulke poprawił włosy w lustrze, które wisiało na jednej z moich ścian po czym oboje po cichu zeszliśmy po schodach. 
-Zobaczymy się później? -zbliżył się do mnie, jednak ja słysząc jakiś głos odwróciłam się by sprawdzić, czy przypakiem rodzice nie wstali. 
-Zadzwonie do Ciebie- pocałowałam chłopaka w usta i popchnęłam go przez próg zamykając za nim drzwi. 
-Kto to był? -usłyszałam głos ojca, który stał na górze i wychylał się przez barierkę. Aż podskoczyłam ze strachu, zacisnęłam zęby, próbują wytęrzyć mój mózg, który jednak rano nie sprawuje się najlepiej. 
-aaa-machnęłam ręką kierując się w stronę kuchni- chcieli przeprowadzić ankietę.- stuknęłam się dłonią w czoło, będąc już w kuchni. Ojciec dołączył do mnie siadając przy stole, co nie oznaczało niczego dobrego. Westchnęłam otwierając lodówkę, która świeciła pustkami. 
-Pamiętasz, kto przyjeżdża w poniedziałek? -usłyszałam zachrypnięty głos ojca. Dopiero po krótkiej chwili doszło do mnie o kogo może chodzić i byłam pewna, że chodzi własnie o nie o Michaline i Zosie. Przełknęłam głośno ślinę i pokiwałam głową,
-niestety tak- szepnęłam pod nosem, czego ojciec nawet nie był w stanie usłyszeć. Zabrałam sok pomarańczowy i pokierowałam się w stronę schodów, jednak nim postawiłam trzeci krok ojciec mnie zatrzymał 
-Co do wczorajszego wydarzenia.- przymrużyłam oczy będąc gotowa na najgorsze. 
-Od dziś chcę wiedzieć z kim i gdzie wychodzisz, chcę znać Twoje towarzystwo, bo jeśli Twoje życie ma wyglądać jak wczoraj to chyba będziemy musieli to inaczej załatwić.- ojciec był stanowczy co mi to w ogóle do niego nie pasowało. Odwróciłam się by móc spojrzeć na jego postać.
-Jak? Wyślecie mnie do szkoły z internatem? Czy zabronicie mi gdziekolwiek wychodzić. -parsknęłam pod nosem i nie chcąc prowadzić dalej tej rozmowy pokierowałam się na górę.
-Jeśli będzie trzeba, to tak zrobimy- krzyknął za mną ojciec, jednak ja udałam, że tego nie słyszę i zamknęłam za sobą drzwi od pokoju. 








JEZU, nie było mnie tu sto lat! Na śmierć zapomniałam o tym blogu, ostatnio mi się przypomniało wchodzę a tu miłe zaskoczenie, bo ponad 20 komentarzy do moderacji i wszystkie z zapytaniem, KIEDY KOLEJNY POST ;) to miłe wiedząc, że ktoś jeszcze wchodzi na tego blog. Uprzedzam, że ten odcinek pisałam na szybko, i muszę przyznać, że chyba wyszłam z wprawy, kolejne będą coraz lepsze, obiecuję. <3