poniedziałek, 18 lipca 2011

#2.

 -Zabierz mnie stąd, proszę, już nienawidzę tego miasta- marudziłam Filipowi, a kim on był? To mój chłopak, jesteśmy ze sobą od ponad roku. Jednak niestety mnie zabrano do Londynu, a on musiał pozostać w Polsce. Leżałam na swoim łóżku patrząc na sufit i przy okazji myśląc co mogę na nim zrobić, żeby nie świecił taką białą, przerażającą pustością.
-Słońce, przecież dopiero tam przyjechałaś, daj sobie czas- próbował mnie pocieszyć, zawsze próbował to robić i zazwyczaj zawsze mu to wychodziło, jednak ja teraz nie chciałam pocieszenia, chciałam żeby mnie zapewnił, że między nami nic się nie zmieni, po za tą kilkutysięczną odległością. -Wszystko się ułoży, poznasz nowych ludzi, a już na boże narodzenie się zobaczymy- wiedziałam, że się uśmiecha, czułam to i dlatego na mojej twarzy również pojawił się uśmiech. Usiadłam na łóżku patrząc w okno, przez, które miała widok na domy na przeciwko.
-Wolałabym być teraz z Wami- znowu marudziłam, chyba tylko tyle potrafiłam robić. A jak on mógł ze mną wytrzymywać? Każdego dnia spędzaliśmy ze sobą po kilka a czasem nawet po kilkanaście godzin. Całe wakacje spędziliśmy razem, a on ani razu nie powiedział, że ma mnie dość, mimo tego, że ja sama bym z sobą nie wytrzymała.
-Też wolałbym żebyś była tutaj, ale widocznie tak musiało być- jego głos mnie uspokajał, działał na mnie jak lekarstwo. Wzięłam do rąk koszulkę, którą dał mi jak się żegnaliśmy i przytknęłam ją do nosa czując woń jego perfum przez moment poczułam jakby był blisko mnie.
-Może masz rację- otworzyłam oczy widząc w drzwiach ojca, odwróciłam się tyłem do drzwi.
-Kochanie, ja zawsze mam rację, w końcu jestem starszym o dwa lata chłopcem- zaśmiał się mi prosto do słuchawki, co odwzajemniłam. - Odpocznij trochę, zadzwonię jutro. Kocham Cię- uśmiechnęłam się po czym odpowiedziałam jedynie 'ja Ciebie też' i rozłączyłam się wstając z łóżka. Ojciec pozwolił sobie wejść do mojego pokoju i oparł się pośladkami o moje biurko, które świeciło pustką, gdyż nie zdążyłam się jeszcze wypakować.
-Tu masz kartę na metro i autobus. -wyciągnął w moją stronę prostokątną kartkę, którą bez marudzenia zabrałam i rzuciłam na łóżko. Super, jeszcze mam się tłuc metrem. W Polsce jeździłam wraz z bratem do szkoły, jego samochodem. Jednak ojciec nie zgodził się na to by zabrać samochodu do Anglii, tak więc zmuszona jestem do poruszania się pojazdami komunikacji miejskiej. Kucnęłam przy walizkach wyciągając z nich wszystkie swoje ciuchy.
-Będzie dobrze. -ojciec pogładził mnie po głowie po czym udał się w stronę wyjścia.
-Nic nie będzie dobrze, Frank- burknęłam pod nosem, a ojciec jedynie odwrócił się w moją stronę.
-Miałaś nie mówić do mnie Frank- zwrócił mi uwagę, owszem, nie raz bym tak się do niego niezwracała jednak mimo wszystko to zawsze to robiłam kiedy byłam na jego zła, podobnie było z matką, zwracałam sie do nich po imieniu, kiedy nie miałam ochoty ich nazywać swoimi rodzicami. Wywróciłam oczami, a ojciec zamknął za sobą drzwi pozwalając mi pobyć samej.

-Abbie, wstawaj, spóźnisz się do szkoły- do mojego pokoju z hukiem wszedł brat od razu odsłaniając rolety i pozwalając na to by promyki słońca padały prosto na moją twarz. Zaciągnęłam jedynie kołdrę na twarz, nie chcąc budzić się z pięknego snu. Nowa szkoła, nowi znajomi, nowi nauczyciele, nowe problemy. Wszystko co nowe było okropne. Brat nie dał za wygraną i w przeciągu kilku sekund zrzucił ze mnie kołdrę. Posłałam mu złowrogie spojrzenie po czym wyszłam z łóżka, kierując się w stronę mojej łazienki. Po czterdziestu minutach byłam gotowa do wyjścia. Zeszłam na dół, gdzie w kuchni siedziała cała rodzina zajadająca się śniadaniem. Podeszłam jedynie do lodówki, z której wyciągnęłam karton pomarańczowego soku, w którym zamoczyłam usta i odłożyłam go na blat.
-Zjedz śniadanie- rozkazał? poprosił? zaproponował? ojciec,  nie wiedziałam jak to odebrać, jednak pokręciłam tylko głową i wyszłam z domu, zatrzaskując za sobą drzwi. Droga do metra była banalna, gdyż było to zaledwie kilka minut od mojego domu. Znałam Londyn bardzo dobrze, więc wiedziałam jak sobie radzić. Mój angielski, również był na wysokim poziomie, z racji tego, że mój ojciec uczył mnie tego języka od małego, czasami nawet mówiliśmy w domu po angielsku. Wsiadłam do zatłoczonego pociągu, gdzie na moje szczęście znalazłam miejsce, na którym nikt nie chciał spocząć, tak więc zrobiłam to ja. Usłyszałam dźwięk mojej ulubionej piosenki, a to był znak, że dzwoni mój telefon. Na wyświetlaczu ukazało mi się 'Filip' nie zastanawiając się dłużej nacisnęłam zieloną słuchawkę przykładając telefon do ucha.
-Zboczeniec jeden- odparłam, krzywiąc się przy tym. I zupełnie zapominając o tym, że własnie zamierzam rozpocząć rozmowę z ukochanym.
-Słucham? -Filip zaśmiał się, a ja tylko odwróciłam wzrok, wpatrując się w szybę.
-Siedzi na przeciwko mnie murzyn, nie żebym coś miała do murzynów, ale gapi się na mój biust co chwile się oblizując. -kątem oka, znowu spojrzałam na mężczyznę. Odwróciłam się tak by siedzieć do niego tyłem po czym w słuchawce usłyszałem jedynie śmiech. -Dziękuję, to jest na prawdę bardzo śmieszne.
-Słonko, nie denerwuj się. Po prostu owiń się następnym razem jakimś grubym szalikiem -i znowu wybuch śmiechu, tym razem na mojej twarzy on również się pojawił, a w głośnikach usłyszałam kominikat, że zbliżamy się do stacji, na której akurat ja miałam wysiąść. Wytłumaczyłam Filipowi, że muszę już kończyć bo zbliżam się do szkoły po czym wrzuciłam telefon do torebki i stanęłam przed wielkim budynkiem. Zmierzyłam go od góry w dół po czym wzięłam głęboki oddech i pokierowałam się w stronę drzwi. Pierwsze co zrobiłam do poszłam do sekretariatu gdzie miałam odebrać swój plan lekcji. Pierwsza lekcja- biologia, mój znienawidzony przedmiot, z którym zawsze miałam problemy. Poprawiłam torbę, która co chwile spadała mi z ramienia, po czym pchnęłam drzwi od sali, w której siedzieli już wszyscy uczniowie.

niedziela, 17 lipca 2011

#1.

 -Przestań  już odwalać te fochy, przecież wiesz, że chcą dla nas dobrze- poczułam szturchnięcie łokciem na swojej ręce po czym zdjęłam słuchawki z uszu, patrząc pytającym wzrokiem na mojego o dwa lata starszego brata.
-Mówiłeś coś? - zmierzyłam go od stóp do głów, mimo, że siedział i ledwo dostrzegłam jego buty.
 -Mówiłem, żebyś przestała już się burzyć- spojrzał mi prosto w oczy tym swoim cwaniackim wzrokiem po czym nachylił się nade mną tak by rodzice siedzący przed nami nie zdołali nas usłyszeć. - Londyn jest zajebisty, zobaczysz mała- poruszał brwiami po czym włożył słuchawki do uszu. Taki był już mój starszy brat Tommy. A dlaczego byłam taka wściekła na swoich rodziców? Bo właśnie rujnowali mi moje życie, moje krótkie siedemnastoletnie życie, które chciałam jak najdłużej spędzić w Polsce, a nie w Londynie z dala od przyjaciół, z dala od ukochanego. Moi rodzice, Karolina moja matka, która pokochała o trzy lata starszego Frank'a pochodzącego z Londynu. Oboje zamieszkali w Polsce w Warszawie, gdzie wychowali dwójkę wspaniałych dzieci i właśnie teraz zdecydowali się na przeprowadzę do rodzinnego miasta Frank'a. Jedynie mój brat cieszy się z tego powodu, może dlatego, że jego wszyscy przyjaciele powyjeżdżali na studia do innych miast i on również chciał to zrobić, a Londyn był najlepszym miejscem na rozpoczęcie dorosłego życia, tak właśnie myślał Tommy.

 -Wyskakuj mała, albo wyciągnę Cię siłą i skopię Ci ten Twój gówniarski tyłek- krzyknął do mnie brat, tym samym budząc mnie z cudownego snu. Wywróciłam jedynie oczami i wyślizgnęłam się z samochodu ostatni raz przyglądając się Warszawie. 'Żegnaj' pomyślałam po czym ruszyłam tuż za rodzicami i za bratem. Mój brat już skakał po lotnisku, zachowywał się jakby miał pięć lat, co go tak cieszy? Co roku spędzamy wakacje w Londynie, a on wygląda jakby jechał tam pierwszy raz. Oddaliśmy wszystkie bagaże, które ze sobą mieliśmy, a było ich sporo po czym całą czwórką pokierowaliśmy się w stronę bramek, gdzie ostatni raz okazaliśmy nasze paszporty i wszyscy mogliśmy udać się na pokład samolotu. Zajęłam miejsce tuż przy oknie a zaraz obok mnie zasiadł mój brat.
-Moja młodsza siostrzyczka wciąż się nie pogodziła z faktem, że musi opuścić tą wiochę i swojego ukochanego, och jakie to smutne- zaczął piszczeć Tommy trzymając mnie za policzek jak małe dziecko. Nie czekając dłużej uniosłam dłoń ku górze, która zaraz później wylądowała na jego policzku, zostawiając na nim czerwony ślad. Brat od razu mnie puścił i pisknął z bólu pod nosem. - Tylko żartowałem- skulił się zakładając słuchawki i przymrużając oczy. Przynajmniej mam spokój na kolejne dwie godziny. Oparłam głowę o niewielką szybę i obserowałam jak samolot wznosi się ku górze, ostatni raz patrząc na swoje miasto, miasto, w którym tak dużo przeżyłam.
-Obudź siostrę- do mojej głowy doszedł cichy szept mojej rodzicielki.
 -O nie, nie, nie, ja wolę nie mieć z nią nic wspólnego- tym razem odezwał się mój brat. Otworzyłam oczy patrząc na wszystkich dookoła, ludzie zbierali się już ku wyjściu, ojciec w raz z matką wyciągali bagaże podręczne z szafek nad naszymi głowami a mój brat stał i obserwował każdą młodą dziewczynę, która właśnie opuszczała pokład samolotu 'stary zboczeniec' pomyślałam po czym wstałam z miejsca. Pchając brata by się ruszył i w końcu stąd wyszedł, obdarował mnie jedynie złowrogim uśmiechem po chwili będąc już nazewnątrz gdzie mogłam w końcu zaczerpnąć świeżego powietrza.
 -Chodźcie, przed wejściem czeka na nas Carlos, podrzuci nas do naszego nowego domu. -ojciec objął matkę całując ją tym samym w usta. W tym czasie go nienawidziłam, nienawidziłam go za to, że musiał być pieprzonym anglikiem i, że nagle obojgu zachciało się zamieszkania w Londynie. Chwyciłam moją walizkę kładąc na nią torbę podręczną po czym z niechęcią pokierował się za resztą rodziny. Wujek Carlos stał przy  dużym niebieskim samochodzie oparty o maskę , wyglądał dość zabawnie, miał na sobie różową bluzkę, zielone spodenki i czerwone japonki, zawsze uwarzałam go za dziwaka, jednak mimo wszystko dobrze się z nim dogadywałam. Przywitałam się z nim po czym wsiadłam do samochodu, zapinając pas. Nie odzywałam się przez całą drogę, mimo, że kilka razy proszono mnie o zabranie głosu. Kiedy w końcu dotarliśmy na miejsce wysiadłam z samochodu stając przed moim nowym domem.
 -I jak Ci się podoba? -podszedł do mnie tato kładąc rękę na moim ramieniu. Spojrzałam na niego po czym weszłam do środka. Jak może mi się podobać angielskim dom? Skoro większość wygląda tak samo, po za tym mało mnie interesowało w jakim domu będziemy mieszkać, ważne żebym miała swój pokój, do którego i tak nikt nie będzie miał wstępu. Poszłam na górę, otwierając pierwsze drzwi- mogę się domyślić, że to pokój mojego brata, drugie drzwi- sypialnia, trzecie-łazienka i oto czwarte drzwi, na samym końcu korytarza. Pchnęłam je i ujrzałam mój nowy pokój. Białe ściany, na podłodze biała wykładzina, wielkie łóżko, biurko i meble, typowy pokój nastolatek. O i są drugie drzwi. Otworzyłam je i ku mojemu zaskoczeniu dostrzegłam, że posiadam własną łazienkę.
-Szczęściara. -usłyszałam głos brata, który stał w drzwiach mojego pokoju oparty o framugę. Pokręciłam tylko głową po czym usiadłam na łóżku, przyglądając się wszystkiemu. Było zupełnie inaczej niż w Polsce, tam miałam przytulny pokój, z różowymi ścianami, na których naklejone były fotografie z przyjaciółmi, moja pościel była kolorowa, nie tak jak ta, biała. Tommy usiadł obok mnie, kładąc mi rękę na ramieniu.
-Dasz radę, poznasz tu dużo nowych osób, będzie fajnie, zobaczysz- mimo, że często mnie wkurzał, to potrafił pokazać, że umie być starszym bratem. Spojrzałam na niego kiwając przecząco głową.
-Tam miałam wszystko, tu nie mam nic. -westchnęłam pod nosem po czym podeszłam do walizek. Mój brat zrozumiał o co chodzi bo wstał wychodząc z pokoju. Chciałam pobyć sama, w końcu muszę się tutaj jakoś urządzić, a nie zamierzam mieszkać w całym białym pokoju, od którego idzie zwariować.