piątek, 14 października 2011
#21.
-Co robiłaś w nocy? –usłyszałam głos dobiegający zza pleców, odwróciłam się widząc Aaron’a w ręku trzymając papierosa, którym co chwila się zaciągał. Dobre pytanie mi zadał, spałam zaledwie kilka godzin, najpierw mnie obudziła Lex z Nathan’em, później nie umiałam zasnąć, a kiedy mi się to udało ciągle budziłam się i sprawdzałam co przyjaciółką, kiedy ona spała jak zabita. Tak więc ta noc na pewno nie należała do tych najlepszych w moim życiu. A teraz stoimy wszyscy przed hotelem i jeden z nauczycieli przedstawia nam plan dnia, oczywiście nie jest on w żadnym stopniu ciekawy, jedyne co mnie zainteresowało to to, że będzie dużo wolnego czasu, tak więc kolejne godziny na poukładanie mojego życia.
-Wydaje mi się, że spałam, chociaż nie jestem co do tego przekonana. –uśmiechnęłam się do towarzysza, który pogłaskał mnie po głowie i zaraz później ugiął się pod ciężarem Toby’ego, który niespodziewanie rzucił się na niego. Zaśmiałam się pod nosem widząc w oddali wychodzącą z hotelu Lex, nie wyglądała najlepiej, ale mimo wszystko lepiej niż ja.
-Co Wy wczoraj robiliście? –podeszłam do przyjaciółki, która łykała właśnie przeciwbólową tabletkę.
-Myślisz, że pamiętam? Łeb mi zaraz rozsadzi- złapała się za głową po czym usiadła na murku, zrobiłam to co ona. Znajdowaliśmy się daleko od naszej grupy, ale wiedziałyśmy, że bez nas nie pojadą, tak więc mogłyśmy spokojnie posiedzieć i odpocząć. – A jak znalazłam się w pokoju?
-Nate Cię przyniósł- uśmiechnęłam się do dziewczyny i w oddali ujrzałam właśnie chłopaka, o którym przed chwilą wspomniałam. Szedł sam, z plecakiem na ramionach i kapturze na głowie. Wyglądał jak zwykle wspaniale, jednak nieco inaczej. Nie szedł wraz z przyjaciółmi z papierosem w ręku i z ogromnym uśmiechem na twarzy. Spojrzał w naszą stronę, jednak bez jakiejkolwiek reakcji, od razu odwrócił wzrok i udał się do jednego z autokarów. Jeden autokar miał nas doprowadzić do luna parku, a drugi do Aquaparku, oczywiście ja wybrałam pierwszą opcję. Uwielbiałam wielkie luna parki, w których mogłam piszczeć do woli i nikt na mnie dziwnie nie patrzył. Natomiast w Aquaparku nie widziałam nic nadzwyczajnego, mnóstwo wody, kilka zjeżdżalni i na tym się kończy cała atrakcja. Pożegnałam się z przyjaciółką, która dokonała innego wyboru niż ja po czym udałam się do pojazdu. Weszłam do środka, rozglądając się za wolnym miejsce, na moje szczęście z grupy moich przyjaciół jechał również Luis i ku mojemu zaskoczeniu Nate, który gdy tylko mnie zobaczył odwrócił głowę w stronę szyby.
-Abbieeee! – usłyszałam wołanie przyjaciela, który machał mi z końca autokaru, denerwując tym samym ludzi, którzy również w nim przebywali. Przecisnęłam się na sam koniec po czym zajęłam miejsce przed chłopakami.
-Już myślałem, że wybierzesz Aquapark, ale gwarantuje Ci, że tutaj będzie lepiej- wyszczerzył się Luis, nie mogąc się doczekać aż autokar odjedzie i po chwili już byliśmy w drodze do wyznaczonego celu. Moje chęci nie były zbyt wielkie na bawienie się w tego typu miejscach, nie dzisiaj, nie w towarzystwie Nate’ana, który raczej nie życzy sobie tego by gdziekolwiek ze mną przebywać, dlatego tylko gdy wyjdziemy z autokaru postaram się ulotnić jak najdalej będę potrafiła. Usiądę sobie na odosobnionej ławce, o ile w ogóle taką będzie można znaleźć, założę słuchawki na uszy, wpuszczę ulubioną muzykę i tak spędzę kilka godzin w swoim towarzystwie ze swoimi myślami.
-Co jest z Nathan’em? –usłyszałam szept, który kierowany był wprost do mojego ucha. Obok mnie siedział Luis, który kątem oka spoglądał na siedzenie tuż za mną gdzie spoczywał Nate ze słuchawkami w uszach.
-Nie wiem- wzruszyłam ramionami, próbując wymigać się od odpowiedzi co muszę przyznać nie było łatwe, nie jeśli rozmawiało się z Luis’em, który od człowieka potrafi wyciągnąć dosłownie wszystko, nawet największy sekret.
-Wieeeesz – chłopak mimo wszystko próbował swoich sił i chciał żebym w końcu wszystko mu wyjaśniła, jednak ja zdawałam sobie sprawę, że to nie jest najlepszy moment i odpowiednie miejsce do tego by opowiadać mu wszystko od początku. Na szczęście nauczyciel uratował mnie od tego i zakomunikował na cały autokar, że już dojeżdżamy i wszyscy mamy się zacząć zbierać.
-O siedemnastej wszyscy spotykamy się przy autokarze, nie chce żadnych spóźnień bo będziecie wracać na piechotę do hotelu.- ogłosił jeden z nauczyciele i kiedy powiedział co miał powiedzieć wszyscy rozeszli się na boki. W tłumie próbowałam zgubić Nate i Luis’a co mi się udało, jednak sama nie wiem czy tak do końca tego chciałam. Z jednej strony to był lepszy pomysł, jednak jakby nie patrzeć lubię tego typu rozrywki a sama na pewno nie będę się tak świetnie bawić jakbym bawiła się z przyjaciółmi. Po krótkiej chwili znalazłam ławkę a wcześniej kupiłam sobie watę cukrową, żeby choć trochę poprawić sobie humor. Oczywiście nic z tego nie wyszło, wata cukrowa to nie był dobry pomysł, gdyż połowę wyrzuciłam do kosza, nie smakowała mi tak jak myślałam. Rozglądałam się dookoła obserwując bawiących się ludzi, jedni piszczeli mi za plecami będąc na diabelskim młynie, inni świetnie bawili się na zwykłych karuzelach, a inni po prostu w swoim towarzystwie. Wyciągnęłam książkę z torebki i starałam się zapomnieć o tym gdzie się znajdują wczytując się w literki, co nie było takie łatwe. Nie potrafiłam się skupić, niby czytałam a nawet nie wiem co. Po chwili ktoś usiadł obok mnie na ławce, nie przeniosłabym nawet wzroku na tą osobę, gdyby jej perfumy mi kogoś nie przypominały. Zerknęłam kątem oka i ku mojemu zdziwieniu ujrzałam Nathan’a.
-Co czytasz?- chyba się przesłyszałam. Spojrzałam na niego kątem oka, jego wzrok był skierowany na wprost, więc ja uczyniłam to samo nie chcąc wścibsko wpatrywać się w jego osobę.
-Nic interesującego. –spojrzałam na okładkę po czym schowałam książkę do torebki. Co ja mogłam czytać? Oczywiście, że książkę o miłości. –A gdzie Luis?
-Poszedł do kolegów z Waszej klasy – odparł obojętnie. Chyba sama nie dziwię się Luis’owi, że to zrobił, wiedziałam, że zabawa w tym luna parku nie będzie udana, jeśli będzie się spędzało czas ze mną bądź z Nathan’em. Pokiwałam jedynie głową, jak zwykle nie widząc co powiedzieć. – Chcesz spędzić te kilka godzin, siedząc na ławce i wpatrując się w świetnie bawiących się ludzi? –poczułam na sobie wzrok mojego towarzysza, jakby z całych sił starał się przeczytać w moich myślach, zanim zdążę odpowiedzieć mu na to pytanie. Jednak chyba jego próby poszły na marne, ponieważ z niecierpliwością czekał na moją odpowiedź.
-Nie mam dzisiaj ochoty na zabawy. –wzruszyłam ramionami, nie spoglądając na chłopaka. Mierzyłam wzrokiem każdego przechodzącego człowieka, od stóp do głów, próbowałam zgadnąć kim on może być, co robi w życiu, czy ma żonę a może kochankę, albo jest wolnym człowiekiem, jednak nikt nie był w stanie powiedzieć czy dobrze obstawiam i czy chociaż trochę w moim ciele jest z wróżki.
-Nie żartuj. –Nate zerwał się z ławki stając naprzeciwko mnie, dzięki czemu zasłonił mi widok na ludzi. Podniosłam wzrok na jego twarz. Mimo, że miał podkrażone oczy od niewyspania i jego włosy stały na każdą stronę to i tak wyglądał cudownie, jego ciemne oczy pod wpływem słońca były jeszcze cudowniejsze. –Chodź- wyciągnął rękę w moim kierunku, widziałam, że ten ruch był niepewny i nawet dobrze przez niego nie przemyślany, jednak mimo wszystko położyłam dłoń na jego a on uścisnął ją pomagając mi wstać z ławki.
-Patrz jak przez Ciebie wyglądam- zaczęłam marudzić, gdy tylko opuściliśmy górkę na której zjeżdżano, na dupie, na plecach czy brzuchu, a ona cała była wysmarowana błotem. Trzeba przyznać, że było to najlepsze w tym wesołym miasteczku, jednak gdyby nie namowa Nathan’a nigdy bym się nie odważyła tam iść. Ja w przeciwieństwie do niego zdawałam sobie sprawę jak to się skończy, a mianowicie będziemy wyglądać tak jak wyglądamy, czyli od stóp do głów cali z błota.
-Przeze mnie, taak? –spojrzał na mnie rozglądając się dookoła i po chwili poczułam jedynie jak ciągnie mnie w stronę niewielkiej budki, do której wchodzi się po to by zrobić sobie zdjęcia. Jednak to nie był najlepszy pomysł, nie kiedy jesteśmy cali brązowi, moje włosy są sklejone i jest w nich pełno siana. Chłopak wrzucił pieniążka do automatu i nawet nie zdążyłam zareagować a zdjęcia zaczęły się robić. Mój towarzysz robił najgłupsze miny a zanim ja zareagowałam to zrobiło się ostatnie zdjęcie, na które Nate przygotował coś specjalnego, a mianowicie pocałował mnie, czego zupełnie się nie spodziewałam. Zdjęcia wyszły z automatu a ja siedziałam jak słup, nie widząc co mam z sobą zrobić. Chłopak wyciągnął je śmiejąc się pod nosem, a ja jedynie zerknęłam kątem oka.
-Całkiem ładnie wyszłaś na tych zdjęciach- zaśmiał się na cały głos wychodząc z budki. Miał rację, po prostu wyglądałam cudownie, biorąc po uwagę mój wygląd jak i to, że z czterach na pięć zdjęć wyglądam tak samo, czyli siedzę i cieszę. Po chwili wyszłam za moim towarzyszem, który stał i przypatrywał się zdjęciom. Podeszłam do niego a on wręczył mi cztery pierwsze zdjęcia.
-Te dla Ciebie, a to dla mnie –uśmiechnął się chowając do portfela zdjęcie, gdzie jesteśmy chyba zbyt blisko siebie. Westchnęłam pod nosem, dobrze, że na moich zdjęciach chociaż on wygląda normalnie.
-Która godzina? –spojrzałam na chłopaka, kiedy zmęczeni szliśmy w poszukiwaniu jakiejkolwiek ławki. Oboje jedliśmy frytki, które kupiliśmy w budce z Fast food’ami. Nie widząc reakcji ze strony chłopaka, wyciągnęłam telefon z kieszeni zatrzymując się gwałtownie i pomału z przerażeniem podnosząc głowę . – o cholera, mamy pięć minut! –krzyknęłam a chłopak wyrzucił swoje frytki do kosza i łapiąc mnie za rękę ruszył jak z procy w stronę wyjścia. Biegliśmy ile sił w nogach, co chwile z mojej paczki wypadały kolejne frytki, dlatego po chwili wyrzuciłam je w krzaki, zupełnie nie zdając sobie sprawy z tego, że zaśmiecam tak cudowne miejsce. Kilka razy zgubiliśmy się, nie wiedząc gdzie jesteśmy, aż w końcu dotarliśmy na parking, na którym nie było ani jednego autokaru.
-Zajebiście- krzyknął chłopak kopiąc kamyk, który odbił się o szybę jednego z samochodów tym samym włączając w nim alarm.
-Kretynie! – szturchnęłam go i obje znowu ruszyliśmy w biegu, próbując uciec jak najdalej by właściciel samochodu nie był w stanie nas dojrzeć. Po chwili znaleźliśmy się gdzieś, gdzie żadne z nas jeszcze nigdy nie było. Opadłam na ziemie nie mając już nawet sił utrzymać się na nogach, za dużo biegania jak dla mnie. Mój towarzysz rozglądał się dookoła, nie wiem po co, przecież odjechali, bez nas. Myślałam, że nauczyciel sobie żartuje, jednak widocznie tak nie było, zostawili dwójkę nastolatków samych w mieście, którego żadne z nich nie zna.
-Wstawaj, musimy iść, póki jeszcze jest widno- zarządził chłopak, jednak teraz nie miałam ochoty na słuchanie jego rad. Wystarczy, że uległam jego namową na zaliczenie jednej z karuzeli, mimo, że mówiłam, mu, że nie zdążymy na zbiórkę on mnie zapewniał, że damy radę. Jak widać, wiedziałam lepiej. –No dalej.- próbował mnie popędzić, jednak to nic nie dawało, nadal siedziałam i skubałam trawę, która gryzła mnie po gołych nogach. –O co tym razem chodzi? –zatrzymał się i spojrzał na mnie, czułam jego wzrok przeszywający moje ciało. Podszedł do mnie, widziałam jedynie jego białe trampki.
-Nie mam sił na błądzenie, nie lepiej po prostu zadzwonić po kogoś?- w końcu uniosłam wzrok i spojrzałam na twarz chłopaka, który była oświetlona przez zachodzące słońce.
-Okej, proszę dzwoń- wzruszyła ramionami i oparł się pośladkami o niewielkie murek. Zmierzyłam go wzrokiem, nie widząc dlaczego to ja mam to zrobić, jednak nie pozostało mi nic innego i wyciągnęłam telefon z kieszeni. Na ekranie pokazał mi się jedynie komunikat, że mam słabą baterię. Przeklęłam pod nosem, jednak nie chciałam dać po sobie poznać, że coś jest nie tak i wybrałam numer do Luis’a. On był najbardziej rozgarnięty ze wszystkich przyjaciół i to on w tej sytuacji mógł nam najbardziej pomóc.
-Luis, musisz nam pomóc- odezwałam się gdy tylko usłyszałam głos po drugiej stronie. Później był już tylko jeden sygnał i mój telefon padł. Spojrzałam na ekran z wściekłością naciskając guziki klawiatury, nic nie dało, po prostu jak na złość musiał w najmniej odpowiednim momencie się rozładować.
-No, pięknie, to co? Idziemy? –chłopak odepchnął się od murka.
-A tak w ogóle to czemu Ty nie mogłeś zadzwonić?- spojrzałam na chłopaka, kiedy byliśmy już w połowie drogi. Co chwile zatrzymywaliśmy się i pytaliśmy ludzi o drogę do hotelu, w którym się zatrzymaliśmy. Na dworze robiło się już coraz ciemniej i na domiar tego coraz ciężej było znaleźć osobę, która potrafiłaby nam pomóc, jednak od ostatniej kobiety dowiedzieliśmy się, że jesteśmy już niedaleko. Próbowała nam wytłumaczyć jak dojść, jednak nic nie pomogło, po kilku zakrętach znowu musieliśmy pytać o drogę.
-Nie wziąłem telefonu z hotelu. –chłopak spojrzał na mnie. Skrzyżowałam ręce na klatce piersiowej, próbując jakoś się ogrzać, jednak nikt nie dało. Wiatr wciąż przyprawiał mnie o ciarki, które wcale nie były mile widziane na moim ciele. Po chwili poczułam jak Nate kładzie mi swoją bluzę na ramionach.
-Nie wygłupiaj się, zmarzniesz.- próbowałam ściągnąć z siebie okrycie, jednak chłopak mi w tym przeszkodził obejmując mnie ramieniem.
-O mnie się nie martw- uśmiechnął się, a ja w oddali ujrzałam nasz hotel, przed którym stało pełno ludzi, z początku nie rozpoznałam nikogo, dopiero kiedy podeszliśmy bliżej rozpoznałam, że są to nasi przyjaciele, wychowawca i dyrektor.
-Natee, Abbie- usłyszałam krzyk Lex, która zaraz później podbiegła do nas i rzuciła się niczym stęskniona matka, która nie widziała swoich dzieci kilka dobrych tygodni. Zdałam sobie sprawę, że chyba zaczynali się o nas martwić. Może nie nauczyciele, ale nasi znajomi.
-To była dla Was lekcja, że więcej nie należy się spóźniać.- rzekł wychowawca mojej klasy, który zaraz później zniknął za drzwiami hotelu. Miałam ochotę rzucić się na niego i rozszarpać go na kawałki. Kto to widział żeby zostawiać dwójkę siedemnastolatków, samych w nieznanym im miejscu i z dala od miejsca zakwaterowania.
-Proszę rozejść się do pokoi.- zarządził dyrektor, który podążył w stronę hotelu a zaraz za nimi cała reszta. Jedynie ja stałam jak słup stoli nie mogąc ruszyć z miejsca, jakby nagle moje nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Nie miałam sił na nic, nawet na wyduszenie z siebie słowa. Przetarłam oczy, które piekły mnie ze zmęczenia.
-Idziesz?- usłyszałam głos Lex, która zatrzymała się by poczekać na mnie. Ruszyłam z miejsca nie chcąc by dziewczyna straciła cierpliwość po czym obie udałyśmy się do pokoju. Oczywiście dopiero gdy ściągałam ze stóp trampki, zorientowałam się, że mam na sobie bluzę chłopaka. Powinnam ją teraz iść oddać? Czy może raczej powinnam zrobić to jutro? Sama nie wiedziałam, niby to nic takiego, ale może właśnie w tym momencie jest ona mu potrzebna, a ja już ściągnęłam buty, z drugiej strony jakby nie patrzeć to gdyby jej potrzebował sam by po nią przyszedł. Odłożyłam bluzę na fotel postanawiając, że oddam ją jutro z samego rana. Wzięłam piżamę i pokierowałam się do łazienki, moja towarzyszka jeszcze nie dotarła do pokoju. Jak szłyśmy powiedziała, że wstąpi na chwile do Toby’ego i Aaron’a, za pewne się zasiedziała albo w ogóle tam nie dotarła tylko zahaczyła o zupełnie inny pokój. Kiedy woda oblała moje nagie ciało poczułam jak wszystkie mięśnie zaczynają się rozluźniać a myśli uciekając z mojej głowy pozostawiając ją pustą. Mogłabym tak stać w nieskończoność, jednak ktoś musiał mi w tym przeszkodzić natarczywie pukając w drzwi do pokoju. Chwyciłam jedynie ręcznik oplatając go dookoła ciała po czym uchyliłam drzwi chadzając za nimi i wychylając jedynie głowę.
-Możemy porozmawiać? – nienawidziłam tego pytania, za każdym razem kiedy je słyszałam moje ciało ogarniało nieprzyjemny dreszcz. Pokiwałam głową uchylając szerzej drzwi i wpuszczając Luis’a do środka.
-Daj mi pięć minut. –uśmiechnęłam się, mierząc swoją postać wzrokiem po czym zniknęłam za drzwiami łazienki. O czym on może chcieć porozmawiać? I to teraz? To musi być coś co nie może czekać, bo kto o drugiej w nocy przychodzi i prosi o rozmowę i to w takie sposób. Ubrałam na siebie krótkie dresowe spodenki i zwykłą białą bokserkę po czym upuściłam pomieszczenie.
-Słucham Cię- zaczęłam porządkować ubrania, które walały się po pokoju, oczywiście większość z nich była moja, jednak nie można powiedzieć, że sama je rozwaliłam. Oczywiście pomogła mi w tym Lex, która koniecznie chciała coś ode mnie pożyczyć, sama nie wiedząc czego jej potrzeba.
-Ale wolałbym żebyś usiadła. – i teraz poczułam, że to nie będzie zwykła rozmowa. Chłopak naprawdę wyglądał poważnie i nawet na minutę nie spuścił ze mnie wzroku.
czwartek, 29 września 2011
#20.
Pokręciłam tylko głową nie będąc w stanie nic z siebie wydobyć, żadnego, nawet najmniej sensownego dźwięku, czułam tylko jak ręce pocą mi się z nerwów, a na dodatek trzymam w nich gorącą kawę, która im w tym pomaga. Czułam się okropnie, widząc w jakiej sytuacji teraz jestem a za razem zdając sobie sprawę, że teraz w świetle Nathan’a jestem dziewczyną, która wszystkim wskakuje do łóżka, zupełnie zapominając o tym, że kilkaset kilometrów dalej, czeka na nią chłopak, który oddałby za nią życie, a ona nawet nie potrafi tego docenić. Po krótkiej ciszy mój towarzysz wrócił na swoje miejsce, siadając bokiem by mieć na mnie dobry widok, po czym chwycił jedną z moich dłoni i objął ją swoimi. Przyznam, że jeszcze tego mi brakowało, nie dość, że moje ręce zostały ogrzane przez kawę, są całe spocone to jeszcze drżą.
-Powiedz mi jeśli to co się wydarzyło nic dla Ciebie nie znaczy- spojrzał mi w oczy, czego najbardziej się bałam i jeszcze zadał pytanie, którego się spodziewałam, ale nie sądziłam, że dojdzie do tego tak szybko, że w przeciągu kilku sekund będę musiała wymyśleć sensową odpowiedź, która za razem będzie szła w parze z prawdą. –No powiedz, wystarczy, że to powiesz, a ja odczepię się od Ciebie raz na zawsze- przygryzłam wargę, kiedy wypowiedział kolejne słowa, kiedy tak bardzo nalegał bym przyznała się do prawdy. – Chyba wiem, co oznacza to milczenie. –westchnął pod nosem, próbując się uśmiechnąć, jednak w żaden sposób mu się to nie udało. Puścił moją dłoń unosząc się z ławki i ostatni raz mierząc mnie wzrokiem po czym napięcie odwrócił się i zaczął kierować się w stronę hotelu, z którego wyszliśmy razem. Odprowadziłam wzrokiem jego ciało, szedł tak spokojnie, mimo tego, że wiedziałam, że w środku się gotuje ze złości, że ma ochotę zawrócić i wykrzyczeć mi prosto w twarz co o mnie sądzi, jednak mimo wszystko nie zrobił tego. Kiedy tylko zakręcił i straciłam go z pola widzenia skuliłam nogi pod brodę obejmując je rękoma i przymrużając delikatnie oczy. W głowie miałam natłok niepotrzebnych a za razem niezbędnych myśli, roiło się od bezsensownych pytań, na które nikt nie będzie wstanie mi odpowiedzieć. Większość myśli oczywiście związana była z Nathan’em i Filipem, kilkanaście razy pojawiało się w mojej głowie to samo pytanie „Co powinnam zrobić?”.
-Abbie- z moich myśli wyrwał mnie czyjś głos dochodzący z góry. Uniosłam głowę i dostrzegłam Toby’ego stojącego nade mną, który po chwili zajął miejsce obok. –Co tu robisz sama? Wszyscy są na ognisku- uśmiechnął się biorąc kubek z kawą, który stał obok mnie i upił z niego kilka łyków, które wcale nie potrafiły poprawić mi humoru, jak kiedyś.
-Wyszłam na spacer- uśmiechnęłam się do chłopaka, nie chcąc po sobie nic poznać, wiedziałam, że nie będzie zadawał niepotrzebnych pytań, to nie był typ człowieka, który interesował się życiem innych, żył z dnia na dzień i nie przejmował się niepotrzebnymi rzeczami. Wstał z ławki wyciągając dłoń w moim kierunku, na którą przeniosłam wzrok. –Chodź, nie będziesz siedzieć tu sama.- położyłam dłoń na jego, uśmiechając się szeroko. Była to osoba, która nawet jeśli nie zrobiła nic wielkiego, to potrafiła doprowadzić do uśmiechu na mojej twarzy. Miałam do Toby’ego jakieś szczególne zaufanie, wiedziałam, że jest on szczery i nigdy na nikogo nie powie złego słowa, choćby nie wiadomo co ta osoba zrobiła. A za razem potrafił bronić swoich przyjaciół, zrobiłby dla nich wszystko. –A tak w ogóle to widziałaś może Nathan’a? – chłopak spojrzał na mnie kiedy oboje kierowaliśmy się na teren hotelu, gdzie organizowane było ognisko dla naszej szkoły. Nie odpowiedziałam na pytanie chłopaka, tylko pokręciłam przecząco głową. Kiedy doszliśmy na miejsce, pierwsze co to chciałam znaleźć Lex, co wcale nie było łatwym zadaniem biorąc pod uwagę, że jest masa uczniów a w ciemności wszyscy wyglądając tak samo. Jedyne kogo dojrzałam to Luis’a z kilkoma chłopakami, który smażyli kiełbaski, trzymając je na długich patykach tuż nad ogniem. Nie chciałam im przeszkadzać, widziałam, że Luis czuje się w ich towarzystwie bardzo dobrze, a moja osoba może tylko wszystko zepsuć. Później dostrzegłam Aaron’a do którego właśnie podchodził Toby wraz z kilkoma chłopakami, których nawet nie kojarzyłam, jeden z nich wyciągnął coś z kieszeni dyskretnie wsuwając to w dłoń Toby’ego, jedynie mogłam domyślić się co to było, jednak nie powinnam się w to wtrącać, to nie moja sprawa. Po krótkiej chwili dostrzegłam Lex, która siedziała z innymi osobami przy stole i kiedy tylko mnie dostrzegła od razu zaczęła machać i wykrzykiwać moje imię. Pokręciłam głową, próbując dać jej do zrozumienia, że nie mam ochoty przebywać w tak licznym towarzystwie i chyba dobrze zrozumiała moją wiadomość bo zaprzestała tych czynności i uniosła się z miejsca kierując się w moją stronę.
-Gdzie byłaś? –stanęła naprzeciwko mnie. Czuć od niej było alkohol, co wcale mnie nie zdziwiło, za pewne większość zgromadzonych tutaj osób było już po zażyciu jakiegokolwiek trunku.
-Przeszłam się po okolicy- uśmiechnęłam się, wiedząc, że nie potrzebnie się tłumaczę ponieważ przyjaciółka przestała mnie słuchać, już wtedy kiedy brałam głęboki oddech i szykowałam się do odpowiedzi.
-Chodź do nas- skinęła głową na grupkę nastolatków, których nie do końca kojarzyłam, znałam może kilka osób, które uczęszczały ze mną na zajęcia.
-Nie, wiesz pójdę do pokoju, nie mam ochoty dzisiaj na siedzenie w towarzystwie- uśmiechnęłam się do dziewczyny, po czym wyminęłam ją gładząc wcześniej po ramieniu. Przeciskałam się przez tłum ludzi, by w końcu dojść do hotelu, w którym jak sądzę nie było nawet jednej żywej duszy. Jak słyszałam to tutaj na wycieczkach najlepiej jest w nocy, kiedy wszyscy mogą robić co chcą, a ja akurat dzisiaj nie mogę z tego skorzystać gdyż mój humor mógłby popsuć całą zabawę. Kiedy w końcu doszłam do budynku, który był moim celem, pchnęłam wielkie drzwi i znalazłam się w środku podchodząc do recepcji i prosząc o klucz do danego pokoju. Młody mężczyzna wręczył mi bez żadnych problemów to o co prosiłam po czym udałam się do windy, którą pojechałam na drugie piętro. Szłam wzdłuż korytarza i kiedy ujrzałam drzwi do pokoju Nathan’a zatrzymałam się przy nich. Nagle chciałam w nie zapukać, chciałam ujrzeć w nich chłopaka i powiedzieć mu co czuję, że tak naprawdę w jakimś stopniu nie żałuję tego co się stało. Nate był osobą, która bardzo dobrze mnie rozumiała, z którą spędziłam wspaniale czas. Jako jedyny potrafił mnie wysłuchać a później dać mi kilka dobrych rad, a za razem potrafił mnie denerwować jak nikt inny później słodko się tłumacząc. Rozśmieszał mnie swoim zachowaniem, do którego inni byli już przyzwyczajeni. Podsumowując był to wyjątkowy chłopak i chyba najbardziej lubiłam go ze wszystkich przyjaciół, jednak nie wiedziałam czy jest on dla mnie kimś więcej niż przyjacielem. Filipa znałam dłużej, wiedziałam o nim więcej, ale za razem był on dalej, nie mógł mnie przytulać kiedy tego potrzebowałam, nie mogłam patrzeć na jego uśmiech kiedy tylko chciałam, był zbyt daleko. Nagle drzwi od pokoju się otworzyły a ja cofnęłam się o krok. U progu stanął jakiś chłopak, najprawdopodobniej kolega z klasy Nate, uśmiechnął się do mnie.
-Szukasz kogoś albo czegoś konkretnego? –chłopak zmierzył mnie wzrokiem i nagle za jego plecami pojawił się Nathan, który gdy tylko mnie zobaczył odwrócił się i oddalił się, że nawet nie mogłam go widzieć. Pokręciłam tylko głową po czym udałam się wzdłuż korytarza. Kiedy doszłam do drzwi od mojego pokoju odwróciłam się by spojrzeć czy drzwi od pokoju przed którym przed chwilą stałam są nadal otwarte. Jednak tak nie było, na końcu korytarza dostrzegłam jedynie oddalającą się postać chłopaka, który otworzył mi drzwi.
Jakieś hałasy wyrwały mnie ze snu, ktoś znajdował się w moim pokoju. Uchyliłam powieki, w pierwszej chwili mój obraz był rozmazany i nie mogłam rozpoznać postaci, która przemieszcza się po pokoju. Dopiero po chwili rozpoznałam Nathan’a, który na rękach trzymał Lex. Zerwałam się z łóżka podchodząc do obojga przyjaciół, kiedy chłopak właśnie kładł ją na łóżko i nagrywał kołdrą.
-Co jej jest? – usiadłam obok przyjaciółki, która jęczała pod nosem, najwyraźniej z bólu, a raczej z tego powodu, że dostarczyła do swojego organizmu za dużo alkoholu, którego czuć było od niej na kilometr.
-To co widzisz, jest pijana. – chłopak nachylił się nad przyjaciółką po czym podciągnął jej kołdrę wyżej i poprawił jej opadające kosmyki włosów. – Jakby co to wiesz gdzie jest toaleta. –szepnął do dziewczyny, spoglądając kątem oka na mnie. Nie trwało to długo, ponieważ po chwili drzwi od pokoju zamykały się dzięki niemu. Zostawił mnie samą z pijaną przyjaciółką, która aż wyje z bólu, widocznie musiała pomieszać narkotyki z alkoholem.
-Będziesz wymiotować? – spojrzałam na przyjaciółkę, która tylko zerwała się z łóżka i popędziła do łazienki. Wróciłam na swoje miejsce zdając sobie sprawy, że i tak w niczym jej nie jestem w stanie pomóc. Po kilku minutach, a raczej kilkunastu pojawiła się z powrotem, wślizgując się do swojego łóżka.
-Lepiej? –spytałam a ona tylko pokiwała głową i odwróciła się w stronę ściany momentalnie zasypiają, mi nie pozostało nic innego jak pójście w jej ślady. Jednak oczywiście nie umiałam szybko zasnąć, gdyż miałam kolejny tego dnia natłok myśli, które nie pozwoliły mi na oddaniu się w objęcia Morfeusza.
-Otwórzcie te pieprzone drzwi! –ktoś od nieustannie dobijał się do naszego pokoju, kąpiąc w drzwi z całych sił. Spojrzałam na przyjaciółkę, która wciąż spała po czym zwlokłam się z łóżka rzucając krótkie „już idę” . Otworzyłam drzwi i nie patrząc nawet kto to jest, powróciłam na miejsce nakrywając się po uszy kołdrą i odwracając się plecami do drzwi, tak aby nikt nie przeszkadzał mi w kontynuacji snu.
-Abbie wstawaj- poczułam szturchanie w ramie, był to Luis, nie wiem, czego ode mnie chciał, ale ja nie zamierzałam dawać za wygraną. Mój organizm pragnie jeszcze kilku godzin snu, nie jest na tyle wypoczęty by cały dzień być w ruchu.
-Powiedz mi jeśli to co się wydarzyło nic dla Ciebie nie znaczy- spojrzał mi w oczy, czego najbardziej się bałam i jeszcze zadał pytanie, którego się spodziewałam, ale nie sądziłam, że dojdzie do tego tak szybko, że w przeciągu kilku sekund będę musiała wymyśleć sensową odpowiedź, która za razem będzie szła w parze z prawdą. –No powiedz, wystarczy, że to powiesz, a ja odczepię się od Ciebie raz na zawsze- przygryzłam wargę, kiedy wypowiedział kolejne słowa, kiedy tak bardzo nalegał bym przyznała się do prawdy. – Chyba wiem, co oznacza to milczenie. –westchnął pod nosem, próbując się uśmiechnąć, jednak w żaden sposób mu się to nie udało. Puścił moją dłoń unosząc się z ławki i ostatni raz mierząc mnie wzrokiem po czym napięcie odwrócił się i zaczął kierować się w stronę hotelu, z którego wyszliśmy razem. Odprowadziłam wzrokiem jego ciało, szedł tak spokojnie, mimo tego, że wiedziałam, że w środku się gotuje ze złości, że ma ochotę zawrócić i wykrzyczeć mi prosto w twarz co o mnie sądzi, jednak mimo wszystko nie zrobił tego. Kiedy tylko zakręcił i straciłam go z pola widzenia skuliłam nogi pod brodę obejmując je rękoma i przymrużając delikatnie oczy. W głowie miałam natłok niepotrzebnych a za razem niezbędnych myśli, roiło się od bezsensownych pytań, na które nikt nie będzie wstanie mi odpowiedzieć. Większość myśli oczywiście związana była z Nathan’em i Filipem, kilkanaście razy pojawiało się w mojej głowie to samo pytanie „Co powinnam zrobić?”.
-Abbie- z moich myśli wyrwał mnie czyjś głos dochodzący z góry. Uniosłam głowę i dostrzegłam Toby’ego stojącego nade mną, który po chwili zajął miejsce obok. –Co tu robisz sama? Wszyscy są na ognisku- uśmiechnął się biorąc kubek z kawą, który stał obok mnie i upił z niego kilka łyków, które wcale nie potrafiły poprawić mi humoru, jak kiedyś.
-Wyszłam na spacer- uśmiechnęłam się do chłopaka, nie chcąc po sobie nic poznać, wiedziałam, że nie będzie zadawał niepotrzebnych pytań, to nie był typ człowieka, który interesował się życiem innych, żył z dnia na dzień i nie przejmował się niepotrzebnymi rzeczami. Wstał z ławki wyciągając dłoń w moim kierunku, na którą przeniosłam wzrok. –Chodź, nie będziesz siedzieć tu sama.- położyłam dłoń na jego, uśmiechając się szeroko. Była to osoba, która nawet jeśli nie zrobiła nic wielkiego, to potrafiła doprowadzić do uśmiechu na mojej twarzy. Miałam do Toby’ego jakieś szczególne zaufanie, wiedziałam, że jest on szczery i nigdy na nikogo nie powie złego słowa, choćby nie wiadomo co ta osoba zrobiła. A za razem potrafił bronić swoich przyjaciół, zrobiłby dla nich wszystko. –A tak w ogóle to widziałaś może Nathan’a? – chłopak spojrzał na mnie kiedy oboje kierowaliśmy się na teren hotelu, gdzie organizowane było ognisko dla naszej szkoły. Nie odpowiedziałam na pytanie chłopaka, tylko pokręciłam przecząco głową. Kiedy doszliśmy na miejsce, pierwsze co to chciałam znaleźć Lex, co wcale nie było łatwym zadaniem biorąc pod uwagę, że jest masa uczniów a w ciemności wszyscy wyglądając tak samo. Jedyne kogo dojrzałam to Luis’a z kilkoma chłopakami, który smażyli kiełbaski, trzymając je na długich patykach tuż nad ogniem. Nie chciałam im przeszkadzać, widziałam, że Luis czuje się w ich towarzystwie bardzo dobrze, a moja osoba może tylko wszystko zepsuć. Później dostrzegłam Aaron’a do którego właśnie podchodził Toby wraz z kilkoma chłopakami, których nawet nie kojarzyłam, jeden z nich wyciągnął coś z kieszeni dyskretnie wsuwając to w dłoń Toby’ego, jedynie mogłam domyślić się co to było, jednak nie powinnam się w to wtrącać, to nie moja sprawa. Po krótkiej chwili dostrzegłam Lex, która siedziała z innymi osobami przy stole i kiedy tylko mnie dostrzegła od razu zaczęła machać i wykrzykiwać moje imię. Pokręciłam głową, próbując dać jej do zrozumienia, że nie mam ochoty przebywać w tak licznym towarzystwie i chyba dobrze zrozumiała moją wiadomość bo zaprzestała tych czynności i uniosła się z miejsca kierując się w moją stronę.
-Gdzie byłaś? –stanęła naprzeciwko mnie. Czuć od niej było alkohol, co wcale mnie nie zdziwiło, za pewne większość zgromadzonych tutaj osób było już po zażyciu jakiegokolwiek trunku.
-Przeszłam się po okolicy- uśmiechnęłam się, wiedząc, że nie potrzebnie się tłumaczę ponieważ przyjaciółka przestała mnie słuchać, już wtedy kiedy brałam głęboki oddech i szykowałam się do odpowiedzi.
-Chodź do nas- skinęła głową na grupkę nastolatków, których nie do końca kojarzyłam, znałam może kilka osób, które uczęszczały ze mną na zajęcia.
-Nie, wiesz pójdę do pokoju, nie mam ochoty dzisiaj na siedzenie w towarzystwie- uśmiechnęłam się do dziewczyny, po czym wyminęłam ją gładząc wcześniej po ramieniu. Przeciskałam się przez tłum ludzi, by w końcu dojść do hotelu, w którym jak sądzę nie było nawet jednej żywej duszy. Jak słyszałam to tutaj na wycieczkach najlepiej jest w nocy, kiedy wszyscy mogą robić co chcą, a ja akurat dzisiaj nie mogę z tego skorzystać gdyż mój humor mógłby popsuć całą zabawę. Kiedy w końcu doszłam do budynku, który był moim celem, pchnęłam wielkie drzwi i znalazłam się w środku podchodząc do recepcji i prosząc o klucz do danego pokoju. Młody mężczyzna wręczył mi bez żadnych problemów to o co prosiłam po czym udałam się do windy, którą pojechałam na drugie piętro. Szłam wzdłuż korytarza i kiedy ujrzałam drzwi do pokoju Nathan’a zatrzymałam się przy nich. Nagle chciałam w nie zapukać, chciałam ujrzeć w nich chłopaka i powiedzieć mu co czuję, że tak naprawdę w jakimś stopniu nie żałuję tego co się stało. Nate był osobą, która bardzo dobrze mnie rozumiała, z którą spędziłam wspaniale czas. Jako jedyny potrafił mnie wysłuchać a później dać mi kilka dobrych rad, a za razem potrafił mnie denerwować jak nikt inny później słodko się tłumacząc. Rozśmieszał mnie swoim zachowaniem, do którego inni byli już przyzwyczajeni. Podsumowując był to wyjątkowy chłopak i chyba najbardziej lubiłam go ze wszystkich przyjaciół, jednak nie wiedziałam czy jest on dla mnie kimś więcej niż przyjacielem. Filipa znałam dłużej, wiedziałam o nim więcej, ale za razem był on dalej, nie mógł mnie przytulać kiedy tego potrzebowałam, nie mogłam patrzeć na jego uśmiech kiedy tylko chciałam, był zbyt daleko. Nagle drzwi od pokoju się otworzyły a ja cofnęłam się o krok. U progu stanął jakiś chłopak, najprawdopodobniej kolega z klasy Nate, uśmiechnął się do mnie.
-Szukasz kogoś albo czegoś konkretnego? –chłopak zmierzył mnie wzrokiem i nagle za jego plecami pojawił się Nathan, który gdy tylko mnie zobaczył odwrócił się i oddalił się, że nawet nie mogłam go widzieć. Pokręciłam tylko głową po czym udałam się wzdłuż korytarza. Kiedy doszłam do drzwi od mojego pokoju odwróciłam się by spojrzeć czy drzwi od pokoju przed którym przed chwilą stałam są nadal otwarte. Jednak tak nie było, na końcu korytarza dostrzegłam jedynie oddalającą się postać chłopaka, który otworzył mi drzwi.
Jakieś hałasy wyrwały mnie ze snu, ktoś znajdował się w moim pokoju. Uchyliłam powieki, w pierwszej chwili mój obraz był rozmazany i nie mogłam rozpoznać postaci, która przemieszcza się po pokoju. Dopiero po chwili rozpoznałam Nathan’a, który na rękach trzymał Lex. Zerwałam się z łóżka podchodząc do obojga przyjaciół, kiedy chłopak właśnie kładł ją na łóżko i nagrywał kołdrą.
-Co jej jest? – usiadłam obok przyjaciółki, która jęczała pod nosem, najwyraźniej z bólu, a raczej z tego powodu, że dostarczyła do swojego organizmu za dużo alkoholu, którego czuć było od niej na kilometr.
-To co widzisz, jest pijana. – chłopak nachylił się nad przyjaciółką po czym podciągnął jej kołdrę wyżej i poprawił jej opadające kosmyki włosów. – Jakby co to wiesz gdzie jest toaleta. –szepnął do dziewczyny, spoglądając kątem oka na mnie. Nie trwało to długo, ponieważ po chwili drzwi od pokoju zamykały się dzięki niemu. Zostawił mnie samą z pijaną przyjaciółką, która aż wyje z bólu, widocznie musiała pomieszać narkotyki z alkoholem.
-Będziesz wymiotować? – spojrzałam na przyjaciółkę, która tylko zerwała się z łóżka i popędziła do łazienki. Wróciłam na swoje miejsce zdając sobie sprawy, że i tak w niczym jej nie jestem w stanie pomóc. Po kilku minutach, a raczej kilkunastu pojawiła się z powrotem, wślizgując się do swojego łóżka.
-Lepiej? –spytałam a ona tylko pokiwała głową i odwróciła się w stronę ściany momentalnie zasypiają, mi nie pozostało nic innego jak pójście w jej ślady. Jednak oczywiście nie umiałam szybko zasnąć, gdyż miałam kolejny tego dnia natłok myśli, które nie pozwoliły mi na oddaniu się w objęcia Morfeusza.
-Otwórzcie te pieprzone drzwi! –ktoś od nieustannie dobijał się do naszego pokoju, kąpiąc w drzwi z całych sił. Spojrzałam na przyjaciółkę, która wciąż spała po czym zwlokłam się z łóżka rzucając krótkie „już idę” . Otworzyłam drzwi i nie patrząc nawet kto to jest, powróciłam na miejsce nakrywając się po uszy kołdrą i odwracając się plecami do drzwi, tak aby nikt nie przeszkadzał mi w kontynuacji snu.
-Abbie wstawaj- poczułam szturchanie w ramie, był to Luis, nie wiem, czego ode mnie chciał, ale ja nie zamierzałam dawać za wygraną. Mój organizm pragnie jeszcze kilku godzin snu, nie jest na tyle wypoczęty by cały dzień być w ruchu.
sobota, 10 września 2011
#19.
-Tato pamiętasz o mojej szkolnej wycieczce do Birmingham? -weszłam do kuchni, gdzie ojciec właśnie gotował jeden ze swoich specjałów czyli spaghetti, którego tak bardzo nienawidziłam. Frank pokręcił jedynie głową, nie przenosząc nawet na mnie wzroku, tylko czekając na więcej informacji, które miałby mu przypomnieć sytuację kiedy go o czymkolwiek informowałam. Oczywiście o wyciecze przypomniałam sobie dopiero wczoraj, a wcześniej nie wspominałam rodzicom, bo nie miałam kiedy. -Okey, zapomniałam Ci powiedzieć, ale do jutra trzeba wpłacać pieniądze- wskoczyłam na blat, jednak widząc jakim wzrokiem mierzy mnie mój ojciec od razu z niego zeskoczyłam opierając się o niego.
-A kiedy jest ta wycieczka? -mieszał sos, który wyglądał jakby miał zaraz wybuchnąć w powietrze dlatego wolałam się odsunąć na bezpieczną odległość.
-Jutro- zacisnęłam mocno usta i przymrużyłam oczy, czekając na najgorsze. Jedyne co zdołałam dojrzeć to jego zniesmaczoną minę kiedy próbował swojego specjału.
-Ile?- zaczął dodawać jakieś składniki do sosu, którego ja na tą chwilę bym nie wzięła do buzi.
-100 funtów, z tym, że muszę jeszcze jakoś wytrzymać te trzy dni to po moich obliczeniach wyszło, że potrzebuję 200 funtów. -uśmiechnęłam się do niej, a ojciec jedynie skinął głową na portfel, który leżał na szafce, niedaleko mnie. Ucałował jego policzek, po czym wzięłam odliczoną sumę z jego portfela i powędrowałam na górę do swojego pokoju. Na wycieczkę jadą wszystkie pierwsze klasy, a było ich trzy, więc po moich skromnych obliczeniach nastolatków powinno być koło siedemdziesięciu, z tym, że pewnie dużo osób nie będzie jechać. Z mojej nielicznej grupki znajomych na szczęście jadą wszyscy, nie wiem czy ta wycieczka to najlepszy pomysł, jednak strach pomyśleć, że miałabym trzy dni siedzieć w domu, zamiast dobrze bawić się ze znajomymi.
-Klasa dziennikarska i artystyczna do pierwszego autobusu, reszta do drugiego- krzyknął dyrektor szkoły. Młody, przystojny Włoch o imieniu Carlo, którego każdy uczeń uwielbiał. Przeklęłam pod nosem, wiedząc, że będę z Nate'em w autobusie. Od dwóch dni nie zamieniłam z nim ani jednego słowa, jednak pocieszał mnie fakt, że będzie taki ktoś jak Lex i, że będę mogła przynajmniej z kimś porozmawiać a nie siedzieć z głową w oknie. Pokierowaliśmy się do autokaru, w którym większość miejsc była już zajęta. Naprzodzie siedzieli kujony, którzy muszą rozmawiać z nauczycielami podczas drogi. Z tyłu siedziały jakieś laski, które aż z wrażenia piszczały, jednak nie wiem czym się tak jarały. Więc nam nie pozostało nic innego jak usiąść, pośrodku. Usiadłam przy oknie, obok mnie Lex, a za nami Luis z Nathan'em. Gdy ruszyliśmy Lex, zaczęła mi odpowiadać o chłopaku, którego poznała ostatnio na imprezie, opisywała jego wygląd z każdym, nawet najdrobniejszym szczegółem, słuchałam ją tylko jedynym uchem, a drugim przysłuchiwałam się rozmowie dziewczyn przed nami. Nie wiem dokładnie o czym rozmawiały, ale chciałam to wiedzieć, gdyż z jednej z ust padło imię Abbie i obie się odwróciły mierząc mnie wzrokiem.
-Abbie, słuchasz mnie? -dziewczyna pomachała mi rękom przed oczami, na co ja nawet nie zareagowałam, dopiero kiedy szturchnęłam mnie w ramie oprzytomniałam.
-Przepraszam, jestem zmęczona -uśmiechnęłam się delikatnie widząc kątem oka Nate'a, który wpatruje się we mnie zupełnie nie słuchając Luis'a, który ma tak wiele mu do powiedzenia. Po chwili obok siedzenia Lex ujrzałam postać Nathan'a i już wiedziałam, że powinnam się bać. Dziewczyna odwróciła się mierząc chłopaka wzrokiem.
-Lex, zamienimy się na chwile miejscami? -przełknęłam głośno ślinę, próbując się porozumieć z przyjaciółką, jednak było za późno bo dziewczyna z szerokim uśmiechem wstała z miejsca i zajęła siedzenie dalej, tuż obok Luis'a. Kiedy Nate spoczął na fotelu ja jedynie odwróciłam głowę w stronę okna, nie chciałam z nim rozmawiać, a tym bardziej nie w autokarze, gdzie przed nami siedzą dziewczyny, które mają idealnie wytężony słucha a za nami dwójka przyjaciół w tym jedno z nich zupełnie nie wie o tym co się wydarzyło.
-Chciałbym z Tobą porozmawiać- wyszeptał chłopak, odwróciłam głowę w jego stronę.
-Teraz? -parsknęłam pod nosem, mierząc złowrogim wzrokiem dwie dziewczyny, które odwróciły się gdy tylko usłyszały głos Nathan'a.
-Raczej nie.- nie brzmiało to zbyt pewnie, jednak wiedziałam, że mój towarzysz zdaje sobie sprawę, że to nie jest najlepsza pora i miejsce na rozmowę. Uśmiechnęłam się tylko po czym założyłam słuchawki na uszy i przymrużyłam oczy chcąc odpłynąć i poddać się w objęcia Morfeusza.
-Biorę łóżko przy oknie!- krzyknęłam wbiegając do pokoju a tuż za mną moja towarzyszka Lex. Rzuciłam się na łóżko, widząc, że dziewczyna robi to samo, tylko na łóżko po drugiej stronie. Luis i jakiś niby nasz kolega z klasy, którego ani trochę nie kojarzyłam pomogli mi i Lex z naszymi bagażami i kiedy wnieśli je do naszego pokoju zaraz poźniej ślad po nich zaginął.
-W nocy jest impreza, na którą oczywiście idziemy po kryjomu- usłyszałam głos przyjaciółki, która zawzięcie szukała czegoś w swojej walizce. Westchnęłam głośno, widząc jak kończą się moje imprezy.
-Chyba zostanę w hotelu, nie mam ochoty na imprezy- wywróciłam oczami podnosząc się z łóżka i wyciągając z walizki książkę, która uniosłam ku górze- Zostanę z tym- uśmiechnęłam się do Lex, wiedziałam, że nie będzie mnie przekonywać, nie była typem człowieka, która za wszelką cenę chciał postawić na swoim.
-Wiesz co- zaczęła dziewczyna, która rozejrzała się po pokoju w celu upewnienia się, że na pewno jesteśmy w nim same po czym zajęła miejsce tuż obok mnie. -Dzwoniła do mnie wczoraj Mary- powiedziała szeptem, a moje serce zaczęło wariować nie wiadomo dlaczego. Może dlatego, że przespałam się z jej chłopakiem, a wcześniej zwierzała mi się jak bardzo go kocha. - Jest w Irlandii u ojca, zostaje tam do końca liceum- przygryzłam dolną wargę i nerwowa zaczęłam strzelać palcami u dłoni. -Co Ci?- Lex spojrzała na mnie, już chciałam jej powiedzieć wszystko, czułam, że powinnam to zrobić, powinnam się wygadać ludziom, którym ufam, jednak wiedziałam, że to nie jest dobry pomysł. Mary jest jej bliższa niż ja, osoba, którą zna kilka tygodni.
-Pójdę się przejść- uśmiechnęłam się wstając z łóżka i wychodząc z pokoju. Kiedy tylko zamknęłam za sobą drzwi od razu ześlizgnęłam się po ścianie, chowając głowę w kolanach. Przed oczami pojawiały mi się poszczególne obrazy z nocy, w której zdradziłam Filipa, zaraz później przypomniała mi się po raz kolejny w przeciągu pięciu minut rozmowa z Mary, kiedy płakała mi nad uchem, zadając masę pytań a następnego dnia zniknęła. Później dzień w wesołym miasteczku, spędzony z Nate'em.
-Abbie- usłyszałam łagodny głos dochodzący z góry. Był to Nathan, rozpoznam ten głos wszędzie i jego czerwone conversy. Uniosłam głowę, mierząc go wcześniej wzrokiem. Kucnął przede mną kładąc swoje dłonie na moich kolanach. -Dobrze się czujesz? -zacisnęłam usta, próbując nie wybuchnąć płaczem, ostatnimi czasami wychodziło mi to. Co chwile zbierało mi się na płacz, czy jechałam metrem, czy jadłam obiad z rodziną, czy też siedziałam na lekcji. Miałam ochotę płakać cały dzień. -Wstań z podłogi- chłopak złapał mnie za dłonie i pomógł mi się podnieść z ziemi. Oparłam się o ścianę czując, że nogi same mi się uginają. -Chodź- uśmiechnął się pod nosem obejmując mnie swoim męskim ramieniem ruszył w stronę długiego korytarzu.
-Cafe latte?- zapytał Nate, kiedy właśnie zatrzymaliśmy się przed starbucks’em, do którego szliśmy może z dziesięć minut. W drodze, żadne z nas nie wydusiło z siebie nawet jednego słowa, zupełnie nic. Słyszałam jedynie jego ciężki oddech, którego jeszcze nigdy tak dokładnie nie słyszałem. Nawet samochody nie była w stanie tego zagłuszyć, a może to dlatego, że szliśmy objęci, zupełnie nie przejmując się tym, że na ulicy spotykamy wiele osób z naszej szkoły, którzy również wybrali się na spacer po okolicy. Słysząc pytanie chłopaka pokiwałam głową po czym usiadłam na pobliskiej ławce.
-Cafe latte dla Ciebie- wyciągnął kawę w moim kierunku a ja podziękowałam mu uśmiechem od razu zamaczając usta w ciepłym napoju. Nate usiadł obok mnie ze swoim kubkiem kawy po czym zsunął się delikatnie na ławce kładąc głowę na oparciu i przyglądając mi się kiedy to właśnie piana od kawy zostawia ślad tuż nad moimi wargami. - Jesteś na mnie zła?- odwróciłam się delikatnie tak by móc usiąść na ławce po turecku po czym położyłam kawę tuż obok mnie.
-Oczywiście, że nie- pokręciłam głową, próbując się uśmiechnąć, jednak nie wyszło to tak jak chciałam. - Po prostu to co się stało diametralnie przewróciło mój świat do góry nogami- spojrzałam na chłopaka a zaraz później przeniosłam wzrok na swoje dłonie, w których zaczęłam przewracać telefon, wcześniej wyciągając go z kieszeni od bluzy.
-Rozumiem, ale czy nie moglibyśmy spróbować? Dać sobie szanse? - uniósł się, przysuwając się bliżej mnie i kładąc dłoń na moim kolanie, które zaczął gładzić opuszkiem kciuka. Przełknęłam głośno ślinę, miałabym zakończyć związek z Filipem i dać szansę Nathan'owi? Z jednej strony chciałabym tego, wiedziałam, że prędzej czy później będę musiała Filipowi powiedzieć prawdę, a wtedy to już będzie koniec, ale czy chciałam robić to teraz? Lubię Nate'a nawet bardzo, ale czy na tyle by rezygnować z prawdziwej miłości?
-A co z Filipem? -spojrzałam na chłopaka, na którego twarzy pojawiło się zmieszanie- A Mary?
-Mary odeszła, nie ma już jej i nigdy nie będzie- chłopak odwrócił się raczej zdenerwowany tym, że wspomniałam o osobie, którą darzył ogromnym uczuciem. -A kim jest Filip? -jego wzrok powrócił na moją twarz, a mi momentalnie zrobiło się gorąco. Czy on? Nathan Berck nie wie, że mam chłopaka? Że jestem w nim po uszy zakochana, a przynajmniej tak mi się wydaje. Przełknęłam głośno ślinę, on na prawdę nie wiedział. Zacisnęłam mocno usta nie potrafiąc wydusić z siebie ani jednego sensownego zdania. -Zadałem Ci pytanie- pochylił się by móc spojrzeć w moje oczy, które w tym momencie były skupione na czymś zupełnie innym.
-To mój chłopak- wyszeptałam, i nagle zrozumiałam, że to zdanie przyszło mi z trudem, jakbym wcale nie chciała się do tego przyznawać, jakbym oddaliła się z Filipem na odległość, której nawet nie można policzyć, jakby było ona wielka, przed góry, morze, lasy i wszystko dookoła, jakbym miała się już z nim więcej nie zobaczyć.
-Wow- pomrugał kilkukrotnie oczami, niedowierzając w moje słowa, które raczej zdziwiły go bo aż wyprostował się a zaraz później wstał z ławki i zaczął nerwowo krążyć z jednego punku do drugiego i tak w kółko. - Wie o tym co się wydarzyło?
Subskrybuj:
Posty (Atom)


