niedziela, 27 listopada 2011
#26.
Nie wiem, która mogła być godzina kiedy w domu rozbrzmiał dźwięk dzwonka. Właśnie stałam w samej bieliźnie przed garderobą i próbowałam wybrać odpowiedni strój na dzisiejszy dzień. Złapałam za ręcznik, którym owinęłam się i zbiegłam po schodach, krzycząc na całe gardło, że już idę. Gdy dobiegłam do drzwi nawet nie pomyślałam o tym by sprawdzić przez judasz, kto o tej porze dobija się do mojego domu. A gdyby tak to był złodziej? Nie byłabym w stanie się obronić, jestem tylko niewinną dziewczyną na dodatek nie do końca ubraną a w domu na pewno znalazło by się wiele cennych rzeczy. Albo gdyby był to gwałciciel? Wtedy byłoby jeszcze gorzej, nikt by mnie nie uratował bo nawet by nie słyszał mojego pisku, gdyż o tej porze zazwyczaj w sąsiednim domu nikogo nie ma. Jednak na szczęścia za drzwiami stał Toby, uśmiechnął się mierząc mnie wzrokiem i zabawnie poruszając brwiami.
-Ja to jednak wiem kiedy wpaść- mrugnął do mnie oczkiem, poprawiając skrzynię, którą trzymał w rękach. Wiedziałam, że przyjaciele przyniosą alkohol, ale czy Toby przypadkiem nie przesadza? Cała skrzynia piwa i jeszcze inne trunki, które trzyma w siatce w drugiej ręce.
-Dlaczego jesteś tak wcześnie? -stałam u progu drzwi zupełnie nie zwracając uwagi na to, że kilku chłopaków właśnie zatrzymało się po drugiej stronie ulicy i wpatrują się we mnie jak w obraz krzycząc coś, albo do mnie albo do siebie nawzajem.
-Pomyślałem, że wpadnę wcześniej i Ci pomogę. -wyszczerzył swoje zęby obracając się i gdy ujrzał chłopaków nie czekał dłużej tylko wepchał mnie do środka i zatrzasnął za nami drzwi.
-Daj mi pięc minut, ubiorę się i do Ciebie zejdę.- zaczęłam wycofywać się w stronę schodów, kiedy chłopak zmierzał do kuchni. Wbiegłam po schodach i zamknęłam się w pokoju wiedząc, że teraz podejmę najszybszą decyzję w moim życiu, decyzję co do stroju oczywiście. Wyciągnęłam z garderoby jeansowe krótkie spodenki i czarną, luźną koronkową bluzkę z długiej rękawem a do tego ubrałam czarne zakolanówki. Może nie był to odpowiedni strój na tą porę roku, jednak nie planowałam dzisiaj nigdzie wychodzić z domu a w pomieszczeniu jest dość wysoka temperatura. Zbiegłam po schodach i gdy dotarłam do kuchni na blacie leżało już wszystko co było potrzebne dzisiejszego dnia, oczywiście 3/4 blatu zajmował alkohol. Jedzenia też była masa, widocznie chłopak musiał coś jeszcze ze sobą przynieść, ponieważ ja nie przypominam sobie bym na zakupach kupiła tego aż tyle.
-Po co tyle tego wszystkiego? -spojrzałam na chłopaka, który był zbyt skoncentrowany na liczeniu butelek piwa. -Nie za dużo tego alkoholu? -zadałam kolejne pytanie przyglądając się temu wszystkiemu, to nie było na sześć osób, a na trzydzieści.
-Za dużo? -chłopak zaśmiał się przenosząc wzrok na mnie po czym podszedł do mnie i objał mnie ramieniem. -Obawiam się, że może braknąć.
-Żartujesz?
-No wiesz, nigdy nie wiadomo ile osób zdecyduje się przyjść- słysząc to niemal zakrztusiłam się własną śliną. Zrzuciłam z ramion rękę chłopaka po czym odsunęłam się krok i spojrzałam prosto na niego.
-Co masz na myśli?
-Zrobiłem wydarzenie na facebook'u i pozapraszałem kilka osób- Toby uśmiechnął się, jak to miał w zwyczaju po czym zabrał się za segregowanie jedzenia. -Myślisz, że ktoś jeszcze lubi octowe chipsy? Bo planowałem zostawić je tylko dla siebie. Pokręciłam tylko głową i szybkim krokiem udałam się do salonu, gdzie na stole leżał mój laptop. Otworzyłam go i pierwsze co to weszłam na facebook'a, nawet nie sprawdziłam nowości co zazwyczaj robiłam w pierwszej kolejności, od razu wzięłam się za szukanie wydarzenia na temat imprezy w moim domu. Szukanie było bardzo łatwe gdyż akurat ktoś z moich znajomych dołączył do tego. Klinkęłam i widząc liczbę osób, która zamierza przyjść niemal się przeraziłam.
-Kilka osób?- krzyknęłam, nie wierząc własnym oczom. W informacjach było napisane wszystko od deski do deski. Toby nie oszędził sobie oczywiście podkreślenia by brać swój alkohol i inne przydatne rzeczy, a na samym dole zamieszczony był adres mojego domu. - Sto czternaście osób?- zaczęłam zjeżdżać trochę niżej i czytać komentarze zostawiane przez osoby, których nie znałam nawet z widzenia. Zaczęłam czytać komentarze, których było sporo i co chwile dodawane zostawały kolejne.
"Zapowiada się odjechana impreza"
"To będzie domówka roku, załatwiłem wszystko co najlepsze"
"Już nie mogę się doczekać, na pewno będzie głośno po tej imprezie"
Po kilku przeczytanych komentarzach wolałam oszędzić swoich nerwów. U progu salonu zjawił się Toby z paczką pringelsów w ręce, niemalże uszy mu się trzęsły gdy kolejny chips lądował w jego buzi. Miałam ochotę teraz skoczyć na niego i go rozszarpać za to co zrobił i to jeszcze bez mojego pozwolenia. Ale co by mi to dało? Ludzie i tak by przyszli i tak, imprezy nie zdążę już odwołać gdyż dokładnie za 30 minut zaczną schodzić się przeróżne osoby, które za pewne pierwszy i ostatni raz będę wiedzieć na oczy. Zakneblowanie się w domu też nie jest rozwiązaniem gdyż wiem, że jak będą chciei to i tak wejdą, choćby mieli wybić okna.
-Co jest? -chłopak usiadł obok mnie przyglądając się ekranowi od laptopa.
-Sto czternaście osób, rozumiesz? -wskazałam chłopakowi palcem liczbę osób która ma przyjść na moją imprezę, a raczej imprezę Toby'ego gdyż to on ją zorganizował i to on pozapraszał te wszystkie osoby.
-O cholerka- chłopak nie mógł usiedzieć na miejscu, nosiło go z radości, której niestety ja nie mogłam podzielić.
-Oni mi zdemolują dom!-krzyknęłam na chłopaka, który z zapałem czytał komentarze i zupełnie nie zwracał uwagi na moją osobę, chcąc to zmienić zamknęłam mu laptopa przed nosem.
-Spokojnie, to będzie najlepsza impreza jaką mogłaś sobie wyobrazić.- chłopak poklepał mnie po plecach z szerokim uśmiechem na twarzy, który akurat w tym momencie denerwował mnie najbardziej. Wiedziałam, że to co on mówi to nie jest prawda, gdyż to w moim domu ma się odbyć impreza, na którą napaliło się tyle osób. Kiedy ja powinnam być w Liverpool, a tutaj proszę, urządzam sobie bez zgody rodziców imprezę, na którą wybiera się tyle osób, że nawet sobie nie potrafię tego wyobrazić.
-Toby kurwa, nie przesadzasz przypadkiem? -odsunęłam się od niego i teraz dopiero doszło do chłopaka, że na prawdę jestem wściekła. -To jest mój dom i to ja decyduję co w nim się będzie robić, a Ty jak gdyby nigdy nic spraszasz sobie znajomych i zamierzasz zrobić z tego domówkę, za którą później wszyscy Cie będą uwielbiać. -nie potrafiłam opanować tonu mojego głos, to coraz bardziej przypominało wrzask. W środku mnie się gotowało, miałam ochotę zacząć krzyczeć i pozrzucać wszystko ze stolika, który stał tuż obok mnie. Usłyszałam tylko jak chłopak przełyka ślinę i zaraz później zabiera się do odpowiedzi, jednak szybko zamknął buzię i wstał z kanapy. Krążąc w kółko, jakby szukał w głowie jakiegoś idealnego rozwiązania tej sytuacji.
-Przepraszam Cię, masz rację to było głupie z mojej strony. -chłopak zatrzymał się i wlepił wzrok w moją osobę.- ale co ja mogę teraz zrobić? - Toby usiadł na skraju kanapy na której spoczywałam.
-Odwołaj to jakoś.- wzruszyłam ramionami odsuwając się kawałek by mój towarzysz mógł wygodnie spocząć i by wspólnie wymyślić coś by odwołać nieplanowaną przeze mnie imprezę.
-Wiesz, że to jest nie możliwe?- te słowa mnie zdenerwowały jeszcze bardziej, jednak wiedziałam, że to powie, gdyż taka była prawda a ja zdawałam sobie z tego sprawę. Dokładnie za pół godziny zaczną się schodzić osoby, a my bezradnie siedzimy i główkujemy się jak to tego nie dopuścić. Jednak co może zrobić dwójka głupich siedemnastolatków w takiej sytuacji.
-Niestety wiem. -przełknęłam głośno ślinę wstając z kanapy i okrążając stół.- Trudno -westchnęłam zamykając laptopa i chowając go do jednej z szaf. -Odbędzie się ta impreza, jednak jeśli coś zginie z mojego domu Ty będziesz za to odpowiedzialny.
-Lex w końcu jesteś- rzuciłam się w ramiona przyjaciółki, kiedy własnie przechodziłam z salonu do kuchni. Przez dom przewijała się masa ludzi, których większości nie znałam, dlatego obecność dziewczyny tak mnie ucieszyła. Od dwóch godzin chodzę po domu i obserwuję jak ludzie się zachowują. Oczywiście Toby gdzieś przepadł, tylko raz pomógł mi gdy jakiś koleś zaczął wymiotować prosto na dywan w salonie, wyprowadziliśmy go i ślad po nim zaginął. Do Nathan'a dzwoniłam chyba z dziesięc razy, jednak on ani razu nie raczył odebrać. Aaron gdzieś zabawia się z jakimiś laskami, ostrzegłam go, że ma nie robić niczego niedozwolonego w moim domu gdyż źle się to dla niego skończy, oczywiście liczę na to, że wział sobie moje słowa do serca. Luis nie przyszedł gdyż wyjechał gdzieś z rodziną z czego nie jestem zadowolona ponieważ to on mógłby być osobą, która towarzyszyła by mi dzisiejszego dnia. -Widziałaś Nate'a?
-Dzwoniłam do niego z godzinę temu to mówił, że już u Ciebie jest. -dziewczyna zdziwiła się i chyba dopiero po fakcie ugryzła się w język. W mojej głowie zaczęły krążyć dziwne myśli, nie znałam aż tak dobrze Nathan'a i nie wiedziałam czego mogę się spodziewać, jednak w tej chwili zabrakło mi jakiejkolwiek ochoty na bawienie się. Pokiwałam głową ze zrozumieniem i przeprosiłam przyjaciółkę tłumacząc się, że muszę kogoś znaleźć. Wyminęłam ją i zaczęłam przeciskać się przez grupkę ludzi, która stała w przejściu do kuchni. Gdy już się do niej docisnełam ujrzałam mojego chłopaka rozmawiającego z jakiś kolesiem, który dał mu pieniądze a ten w zamian za to wręczył mu woreczek z białym proszkiem. Nie mogłam uwierzyć w to co widzę, wiedziałam, że Nate bierze narkotyki, gdyż widziałam to już nie raz, jednak od pewnego czasu tego nie robił i byłam przekonana, że przestał, a tutaj takie coś, na dodatek w moim domu. Kiedy chłopak od niego odszedł podeszłam do Nate i złapałam go za bluzę ciągnąc go na bok by nikt nie przysłuchiwał się naszej rozmowie.
-Co to miało być?- skinęłam głową na oddalającą się postać.
-Co? -albo udawał, że nie wie o co chodzi, albo nie uważał tego za coś dziwnego. Stał wyluzowany zupełnie nie przejmując się zdarzeniem, które miało przed chwilą miejsce i które spowodowało, że w środku mnie aż się gotowało.
-Jak to co?-wybuchnęłam nie potrafiąc opanować wszystkich swoich emocji.- Sprzedajesz narkotyki w moim domu! -krzyknęłam na niego i rozglądnęłam się dookoła sprawdzając czy nikt przypadkiem tego nie usłyszał, nie potrzebnie się denerwowałam, nawet jedna osoba nie zwróciła na to uwagi.
-Muszę jakoś zarabiać.- wysyczał mierząc mnie wzrokiem po czym przysunął się do mnie i musnął moje usta.
-Rób co chcesz, ale nie w moim domu.- odepchnęłam go i od nowa zaczęłam się przedzierać. W domu było niemalże siwo od dymu papierosowego, na podłodze walały się puszki i buletki od przeróżnych trunków. Co chwile spotykałam kogoś kto ledwo utrzymywał się na nogach i zaczynał zwierzać mi się ze swoicj problemów. Nagle zapragnęłam zapaść się pod ziemię i wyjść z niej dopiero jutro, byłam na tyle wkurzona, że zdołałabym teraz naskoczyć na każdego. Zachowanie Nate doprowadziło mnie do takiego stopnia, że nagle przestałam myśleć o tym, że mogą zdemolować mi dom, że Toby miał pilnować porządku a on w tym czasie zniknął gdzieś i ślad po nim zaginął. Kiedy przedarłam się przez tłum podchaczając się przy tym i prawie lądując na podłodze ujrzałam dobrze znaną mi osobę, której w tym momencie i w tym miejscu się nie spodziewałam.
-Co... -zawahałam się przełykając slinę i próbując się uśmiechnąć- Co Ty tu robisz?
-Witaj- to była Mary. Stała oparta o ścianę z papierosem w ręku, wyzywająco ubrana jak i pomalowana. Na jej buzi ukazał się cwaniacki uśmiech, którego muszę przyznać z reką na sercu się wystraszyłam. Zaśmiała się kpiąco odpychając się od ściany i przysuwając się do mnie. -Co ja tu robię? Wyobaź sobie, że doszła do mnie plotka na temat tego, że jesteś z moim chłopakiem, oczywiście nie uwierzyłam dopóki nie zobaczyłam tego na własne oczy. -zaciągnęła się papierosem a cały dym wypuściła mi prosto w twarz. To nie była ta sama Mary, którą znałam, była zupełnie inna.
-Mary to nie tak. -próbowałam się bronić, jednak ona weszła mi w zdanie.
-Nie chcę Cię słuchać, jesteś zwykłą szmatą, która wskakuje każdemu do łóżka, mając chłopaka, który z utęsknieniem czeka na nią.- zaśmiała mi się prosto w twarz. -Jaki on musi być głupi, że nie zauważa tego jaka dziwka z jego dziewczyny. -po tych słowach nie wytrzymałam i rzuciłam się za dziewczynę drapiąc ją w ramiona. Miałam ochotę wydrapać jej oczy, jednak ona była zbyt silna bym dała sobie radę, złapała mnie za włosy. Obie piszczałyśmy z bólu aż w pewnym momencie poczułam jak ktoś łapie mnie za biodra i pociąga w swoją stronę.
-Uspokójcie się!- był to dobrze znany mi, jak i Mary głos, głos który dział jak lekarstwo- Nate. Odsunął mnie po czym podszedł krok do przodu, tak bym stała za nim i by dziewczyna nie rzuciła się na mnie. - Mary, co Ty tu robisz? -głos chłopaka drżał, jednak był nadzwyczaj łagodny, co dziwne, gdyż nie była to wymarzona sytuacja.
-Jak mogłeś, jesteś cholernym dupkiem, nic nie wartym. A ja Cię kochałam, wszystko robiłam z myślą o Tobie- dziewczyna rzuciła się na niego z pięściami a on jedynie chwycił ją za nadgarski popychając się w stronę ściany.
-To Ty odeszłaś, nic nie mówiąc, co miałem zrobić? Czekać na Ciebie całą wieczność? Myślisz, że jak się czułem? -wykrzyczał jej prosto w twarz, dziewczynie napłynęły łzy do oczy, a ja stałam i patrzyłam się na przebieg akcji zupełnie nie widząc co powinnam zrobić, jak się zachować, ani co powiedzieć. Dziewczyna wychyliła się i spojrzała na mnie ze łzami w oczach, które z czasem zaczęły jej wypływać spływając po policzku.
-Nie powiedziałaś mu, siedziałaś cicho i czekałaś tylko na to aż o mnie zapomni, tak? -dziewczyna pokręciła głową i w tym momencie i moje oczy napełniły się łzami. Nate odwrócił się patrząc na mnie a zaraz później powrócił do postaci dziewczyny. Puścił jej ręce, odchodząć od niej na krok.
-Czego mi nie powiedziała? -nie chciałam tego słuchać, nie chciałam tu być.Wiedziałam, że wszystko się niszczy, że Nate mnie znienawidzi, że Mary ma ochotę mnie zabić, jednak moje ciało było zbyt ciężkie, nie potrafiłam poruszyć nogami.
-Mówiłam jej, że jadę przemyśleć, że wrócę, bo Cię kocham, a ona... -dziewczyna nie wytrzymała i wybuchnęła płaczem po czym wyminęła chłopaka podchodząc do mnie. -To jeszcze nie koniec.
Nathan podszedł do sciany i oparł się o nią czołem, wiedziałam, że jest wkurzony, że nie potrafi wytrzymać ze złości, że ma ochotę roznieść wszystko i wszystkich do okoła. Odwrócił się opierając się plecami o spoglądając na mnie.
-To prawda? -nie byłam w stanie nic odpowiedzieć, nic zrobić. To co Mary powiedziała to oczywiście była prawda, ale co ja mogłam teraz zrobić? Czułam, że wszystko się psuje, że nagle całe to życie w Londynie staje się najgorszym okresem mojego krótkiego istnienia, że nagle wszystko traci sens. Spuściłam jedynie wzrok, a Nate wyminął mnie kierując się schodami ku górze. Nie mogłam tego tak zostawić, musiałam coś zrobić, to wszystko nie mogło się tak skończyć. Choćby miał mnie nienawidzić, chciałam ostatni raz z nim porozmawiać, powiedzieć mu dlaczego go nie poinformowałam o rozmowie z Mary. Zapewnić go, że to wszystko było dla jego dobra. Ruszyłam z miejsca krzycząc na całe gardło jego imie, jednak on nawet nie reagował, ludzie schodzili mi z drogi rozglądając się za nami. Nathan wszedł do pokoju przed nosem zatrzaskując mi drzwi,w które prawie wleciałam. Stanęłam przed nimi biorąc głęboki oddech i naciskając klamkę. Weszłam do środka widząc postać chłopaka stojącą przed oknem i opierającą się o parapet. Zamknęłam za sobą drzwi, nabierając w sobie siły na wyduszenie z siebie chociaż jednego sensownego zdania.
-To nie tak jak myślisz. -wyszeptałam. Zero reakcji z jego strony. Zaczęłam małymi krokami podchodzić do niego, im byłam coraz bliżej tym bardziej pargnęłam paść mu w ramiona, powiedzieć jak bardzo mi na nim zależy. - Po prostu..- chwila zawahania, gdyż zobaczyłam jak się obraca po mału w moją stronę. Patrzył na mnie tymi wielkimi brązowymi oczami, nie był to ten wzrok, którym obdażał mnie codziennie. Był on pełen smutku i żalu. - Nie chciałam żebyś cierpiał, żebyś zamartwiał się i każdego dnia zastanawiał dlaczego Cię zostawiła, a mówiła, że Cię kocha. Wolałam żebyś zapomniał, a przynajmniej pogodził się z tym, żebyś nie obwiniał się, że coś źle zrobiłeś. -przerwałam kiedy podeszłam do niego już na odległość metra. Zastanowiłam się przez moment nad moimi słowami, które nie miały nawet odrobiny sensu. Mówiłam tylko by mówić, by chłopak w końcu zrozumiał, że zawsze zależało mi na jego szczęściu, na jego jak i na pozostałej grupie przyjaciół. - Myślałam, że tak będzie lepiej.- już się odwracałam by odejść, chciałam się poddać, zostawić go a później do końca życia żałować wszystkiego co zrobiłam, jednak Nate mi na to nie pozwolił. Złapał mnie za ręke i przyciągnął do siebie obejmując mnie swoimi ramionami. W tym momencie dostałam drugą szansę, szansę na lepsze jutro, pojutrze i na lepsze chwile w moim życiu. Słyszałam jak jego serce bije, moje też nie dawało o sobie zapomnieć, dzisiejszego dnia miało różne wahania, co chwile przyśpieszało. Chłopak odsunął się spoglądając w moje tęczówki i obejmując moją twarz dłońmi. Musnął moje usta, które jeszcze drżały z emocji. Nasz pocałunek przeobrażał się w coraz bardziej namiętniejszy. Zaczęliśmy się cofać do tyłu i kiedy poczułam za sobą łóżko opadłam na nie delikatnie a chłopak zaraz za mną, przykrywając mnie swoim ciałem. Czułam się wspaniale, pragnęłam żeby ten moment trwał wiecznie, kiedy jesteśmy tak blisko siebie i kiedy czuję się bezpieczna w jego ramionach. Jego dłonie mogą swobodnie błądzić po moim ciele a usta wpijać się w moje. W tym czasie nic mi zupełnie nie przeszkadza, nawet fakt, że jesteśmy w pokoju gościnnym gdzie łóżko jest przeznaczone dla dziecka w wieku dziesięciu lat. Muzyka gra głośno, że ledwo słychać własne myśli, a do pokoju w każdej chwili może ktoś wparować, jednak zupełnie nie miałam głowy by martwić się takimi drobiazgami, dopóki drzwi do pokoju się nie otworzyły. Odwróciłam tylko głowę, kiedy Nate właśnie całował moją szyję i niemalże zamarłam. Poczułam ból na całym ciele, dreszcze okryły moją skórę, nie potrafiłam się poruszyć nawet najdrobniejszą częścią mojego ciała byłam jak w paraliżu, a to wszystko dzięki osobie, którą zobaczyłam w drzwiach.
czwartek, 24 listopada 2011
#25.
Budzik jak zwykle musiał wyrwać mnie ze wspaniałego snu, przez co miałam ochotę po prostu wziąć go i wyrzucić przez okno, póki nie doszło do mnie, że moim budzikiem jest mój telefon komórkowy i od razu wyrzuciłam tą myśl z mojej głowy. Nacisnęłam na ślepo jeden guzik na telefonie i dźwięk mojej ulubionej piosenki przestał roznosić się po powierzchni pokoju. Przeciągnęłam się i po chwili zmuszona byłam do wyjścia z łóżka. Wsunęłam stopy w pluszowe kapcie i zaspana chcąc udać się do mojej łazienki ujrzałam niewielką kartkę pod drzwiami od pokoju.
" Nie pożegnałem się ponieważ zbyt smacznie spałaś, widzimy się w sobotę. Trzymaj się. T"
Uśmiechnęłam się sama do siebie po czym odłożyłam papierek na szafkę i pokierowałam się do łazienki. Pierwsze co spojrzałam do łóżka i musiałam przyznać, że nie wyglądam najlepiej, ale to nic dziwnego. Od kąd mieszkam w Londynie, spotykają mnie rzeczy, przez które nie mogę się skoncentrować na własnym wyglądzie. Chodzę byle jak pomalowana, co dziennie związuję włosy w niedbałego koka i nawet przestałam się dobrze ubierać, może czas to zmienić? Tak, to najlepszy czas by poprawić to co jeszcze miesiąc temu było idealne, chyba powinnam zacząc od zmycia wczorajszego makijażu. Bez zastanowienia zamoczyłam twarz w ciepłej wodzie, a kiedy wszystko z niej spłynęło nałożyłam krem nawilżający. Pozostawiając go na kilka minut by cera choć trochę się poprawiła narzuciłam na siebie szlafrok i wyszłam z pokoju zbiegając po schodach. Zorientowałam się, że w domu nikogo nie było, weszłam do kuchni gdzie na stole leżała kolejna wiadomość do mnie.
"W sobotę o 8 masz pociąg prosto do Liverpool'u. Tu masz pieniądze. "
Podniosłam kartkę gniotąc ją w ręce, nie miałam najmniejszej ochoty na kolejny wyjazd, co chwile gdzieś jeździłam, a ja teraz pragnęłam posiedzieć w jednym miejscu, zakilmatyzować się w końcu w tym mieście, którego jeszcze prawie w ogóle nie znam. Wzięłam ze sobą pieniądze, które zostawili mi rodzice po czym wróciłam do pokoju. Zajrzałam do garderoby, z której wyciągnęłam leginsy szaro czarne we wzory i długi czarny sweter. Wygodnie i przynajmniej wyglądałam porządnie. Od chyba tygodnia nie zmieniałam spodni, jakoś w ogóle mi to nie przeszkadzało, co teraz uważam za dzwine. Wślizgnęłam stopy w czarne trampki converse i przeglądając się w lustrze, stwierdziłam, że wyglądam lepiej niż mogłam sobie wyobrazić. Wróciłam do łazienki i zrobiłam staranny makijaż rozpuszczając moje długie brązowe włosy.
-Cudownie dziś wyglądasz- poczułam jak ktoś obejmuje mnie od tyłu i całuje w szyje odgarniając kosmyki moich włosów. Odwróciłam się do chłopaka i widząc jego wygląd aż musiałam z zaskoczenia pomrugać kilkakrotnie oczami.
-Gorzej z Tobą- nie chciałam być nie miła, jednak to była prawda. -Widzę, że wczorajsza impreza u Toby'go udała się w stu procentach-uśmiechnęłam się do chłopaka, poprawiając mu stojące włosy, z którymi na tą chwilę nie dało się zrobić porządku.
-Powiedzmy-to chyba dziwne ,że im więcej spędzam czasu z Nate'm tym bardziej go uwielbiam, po dłuższej chwili muszę stwierdzić, że to nie jest dziwne, a raczej normalne i w zasadzie dobrze, że się tak dzieje. Na dzień dzisiejszy jest on najbliższym mi chłopakiem, rozumie mnie jak mało kto i ma wspaniałe poczucie humoru, przez który bardzo sobie punktuje. Mam nadzieję, że za kilka lat będę tak samo myśleć, że będziemy razem po sam grób, na początku tego nie pragnęłam, ale teraz gdy patrzę na jego uśmiech, na jego niedbałą fryzurę, to dochodzi do mnie, że jest on tylko mój i, że żadna dziewczyna nie ma prawa go dotknąć. - Abbie- w końcu dostrzegłam dłoń, która migała mi przed oczami. Potrząsnęłam głową próbując się ocknąć i powróciłam wzrokiem do mojego towarzysza. -Pytałem się co robimy dzisiaj po lekcjach- właśnie siedzieliśmy na jednym z parapetów szkolnych. Obserwowałam wszystkich uczniów jak i nauczycieli, większośc widziałam pierwszy raz, ale nie zaskoczyło mnie to,gdyż nie często siedziałam na przerwach w szkole a ona wcale nie należała do tych najmniejszych.
-Coś wymyślimy, po za tym jestem dzisiaj sama w domu tak więc -urwałam i spojrzałam na chłopaka poruszając brawiami po czym przysunęłam się do niego i nachyliłam do jego ucha. -Możesz wpaść na noc.
-Jesteście słodcy, ale dzwonek na lekcje już był -kiedy usłyszałam głos dobiegający zza moich pleców odwróciłam się powoli z zaciśniętymi oczami. Tą charakterystyczną barwę głosu można rozpoznać wszędzie,nie był to nikt inny jak zastępna dyrektora. Oboje z Nate'em uśmiechnęliśmy się i zerwaliśmy się z miejsca. Moja klasa była na samym końcu korytarza, nawet nie zauważyłam kiedy mój towarzysz zniknął, za pewne wszedł już do swojej sali. Kiedy weszłam do klasy wszystkie wzroki skierowane zostały w moją stronę. Luis jedynie klepnął się w czoło, jednak ja nie potrafiłam odczytać jego gestu, ale widocznie to miała być jakaś wiadomość dla mnie. Spojrzałam na nauczycielkę, która zmierzyła mnie złowrogim wzrokiem.
-Proszę, kolejne spóźnienie, chyba będziesz musiała wybrać się do dyryktora.
-I co powiedział?-krzyknął Nathan z salonu, kiedy stałam w kuchni i próbowałam wymyślić coś na obiad.
-Że jeszcze jedno spóźnienie bądź ucieczka i będzie kontaktował się z rodzicami. -wyciągnęłam z lodówki lasagne, nie przepadałam za tym daniem, jednak nie wypada gościa poczęstować kanapką z serkiem topionym jak to mam w zwyczaju jeść na obiad, kolejce czy też śniadanie. Przeczytałam dokładnie na ile minut trzeba wstawić do piekarnika po czym uczyniłam to ustawiając na wyznaczoną temperaturę. Wyszłam z kuchni i kiedy pojawiłam się w salonie Nate siedział na kanapie ze stopami na stole a na nogach trzymał mojego laptopa bacznie się mu przyglądając. - Co robisz? -skierowałam pytanie do chłopaka i zaczęłam kręcić się po pomieszczeniu w poszukiwaniu pilota do telewizora. Chłopak nie odpowiedział mi tylko odłożył sprzęt na stół. Odwróciłam laptopa tak by móc zobaczyć co tam ujrzał, jednak ja tam nie widziałam nic interesującego czy też zaskakującego, był to po prostu mój profil na facebook'u, na którym prawie nic się nie działo od kilku tygodni. Jedynie kilka zaproszeń, wiadomości i powiedomień, których jak zwykle nie mam czasu sprawdzić.
-Rozmawiałaś z tym- chłopak uniósł brew po czym nachylił się nad stołem i odwrócił w swoją stronę laptopa dokładnie coś czytając.- Z Filipem? - spodziewałam się w końcu usłyszeć to pytanie, jednak nie teraz, nie w chwili gdy chciałam żeby wszystko wyglądało tak idealnie. Usiadłam na skraju jednej ze skórzanych kanap po czym wlepiłam wzrok w podłogę, zastanawiając się jak odpowiednio dobrać słowa, by nie zabrzmiało to tak, że nie jestem zdecydowana, tylko po prostu, że obawiam się tej rozmowy. Przełknęłam głośno ślinę i zdałam sobie sprawę, że to wcale nie jest takie łatwe, jak niektórym mogłoby się wydawać. Od początku wiedziałam, że zerwanie z Filipem będzie trudne, na pewno będzie domagał się wyjaśnień, a kiedy je usłyszy znienawidzi mnie a wraz z nim wszyscy znajomi z Polski, tak więc juz nigdy nie będę miała tam po co wracać. Nawet mój rodzony brat pytał mnie, czy związek z Nathan'em jest tego wszystkiego wart. Czy na prawdę jestem zdecydowana kończyć coś co trwa tak długo, rezygnować z dużej ilości zawsze wiernych mi przyjaciół, dla jednego chłopaka, który jak to Tommy twierdzi, zawrócił mi w głowie na kilka tygodnii. Może to dziwne, ale czuję, że to nie jest zauroczenie, to może być coś więcej co może trwać dłużej niż się spodziewam. A co do przyjaciół z Polski, to raczej oni pierwsi podjeli decyzję nie kontaktowania się, od kąd wyjechałam odezwała się do mnie dwa razy najlepsza przyjaciółka, z którą rozmowa nie trwała dłużej niż piętnaście minut i raz odezwał się przyjaciel, z którym przyjaźniłam się od podstawówki, a celem jego rozmowy ze mną było pochwalenie się, że jakaś dziewczyna zwróciła na niego uwagę, nawet nie pamiętam jak ona miała na imię.
-Zrobię to w najbliższym czasie- spojrzałam na chłopaka, który raczej nie był ustatyskcjonowany tą odpowiedzią, jednak na tę chwilę musiało mu to wystarczyć.- Obiecuję.
-Nie obiecuj jeśli nie jesteś tego pewna.- odrzekł chłopak i sięgnął po jedną z poduszek, którą położył sobie pod głowę.
-Jestem pewna, ponieważ chcę to zrobić, ale.. -zawahałam się błądząc wzrokiem po pokoju. Nawet dojrzałam pilot w miejscu gdzie przed chwilą znajdowała się poduszka, którą chłopak przygarnął.- ale to jest trudne.
-W porządku, rozumiem. -Nate pokiwał głową ze zrozumieniem, a przynajmniej ja tak to odebrałam, gdyż po chwili na jego twarzy pojawił się delikatny uśmiech. Z tej napiętej sytuacji wyrwał mnie głos dochodzący z pierkarnika sygnalizował on skończoną pracę. Wstałam z miejsca i od razu pokierowałam się do kuchni i otworzyłam piekarnik, z którego wydobyła się gorąca para, aż odsunęłam się na bezpieczną odległość. Podeszłam ponownie i wsadziłam ręcę by wyciągnąć potrawę i gdy tylko za to złapałam od razu odrzuciłam to na miejsce pisząc ze strachu. To nie było dobre posunięcie, dopiero po fakcie doszło do mnie, ze kto mądry wkłada ręce i zamierza wyciągnąc nagrzane jedzenie gołymi rękami. Do kuchni wbiegł chłopak patrząc na mnie a zaraz później na piekarnik.
-Nic Ci nie jest? -podszedł do mnie łapiąc mnie za nadgarski, moje dłonie było czerwone, a chłopak nic nie mówiąc pokierował się wraz ze mną do zlewu i wsadził moje dłonie pod kran włączając zimną wodę. -Chłodź je, a ja się tym zajmę. -uśmiechnął się po czym rozglądnął się po kuchni i gdy dostrzegł rękawice sięgnął po nie i ubrał na dłonie delikatnie wyciągając lasagne i kładąc je na blat.
-Na pewno chcesz oglądać akurat ten film? -około piętnastu minut wybierałam film, który będzie i mi i Nathan'owi pasował, było wiele propozycji z mojej strony i na wszystkie słyszałam te same słowa "może coś innego" albo " to już widziałem". Przy ostatnim zaproponowanym przeze mnie filmie odpowiedział to samo, jednak ja już się zdenerwowałam i rzuciłam wszystkie filmy na stół dając mu wolną rękę do wyboru. A to wcale nie jest łatwe znaleźć w tak wielkiej stercie filmów ten jeden jedyny, który będzie obojgu odpowiadał. Więc chłopak mi uległ i sięgnął po płytę, którą ostatnią mu zaproponowałam, czyli Paranormal activity. Od kilku miesięcy zabierałam się do tego by obejrzeć ten film, ponieważ na jego temat słyszałam same pozytywne komantarze, a minowicie, że jest najstraszniejszym horrorem, a ja właśnie tego szukałam. Uwielbiałam oglądać tego typu filmy, mieszkając w Polsce co tydzień wraz z moją najlepszą przyjaciółką spotykałyśmy się albo u mnie albo u niej, robiłyśmy wielką miskę popcornu i kładłyśmy się na łóżku z zapełem oglądając horror, który przez cały tydzień szukałyśmy w internecie, a , że większość horrorów została już przez nas oglądnięta musiałyśmy przekopać wszystkie możliwe strony aż w końcu znalazłyśmy to czego szukałyśmy.
-Jeśli się boisz możemy zdecydować się na jakąś kreskówkę.- zaśmiałam się wchodząc pod ciepłą kołdrę. Sięgnęłam po miskę z popcornem, która leżała na stoliku i położyłam ją na łóżku.
-Po prostu nie chcę później słyszeć, że nie potrafisz zasnąć bo.. -chłopak przerwał swoją wypowiedź i obrócił pudełko z płyty po czym przeczytał wszystko co znajdowało się z tyłu i powrócił do kontunuacji - boisz się, że ktoś nawiedzi Twój dom. -posłał mi szczery uśmiech, który ja tylko zignorowałam. Wsadził płytę do odtwarzacza dvd i zgasił światło po ciemku kierując się w stronę łóżka. Kiedy znalazł się tuż obok mnie nacisnął guzik play na pilocie.
Nie wiem która godzina była kiedy obudziłam się za pierwszym razem, ale na dworze już się rozjaśniało, czyli było może po piątej. Nate smacznie spał obok mnie, pogładziłam go po nagich plecach, wcale nie mają zamiaru go budzić, no, może przez głowe przeszła mi myśl jak to by było fajnie gdyby się obudził. Wyłączyłam jedynie telewizor, po czym przypomniałam sobie kilka scen z filmu i na moim ciele aż ze strachu pojawiły się dreszcze. Faktycznie, jeszcze nigdy nie widziałam tak okropnego filmu, ze strachu ściskałam aż kołdrę w dłoniach, co chwilę się nią zakrywając. Spojrzałam na mojego towarzysza, który uśmiechał się przez sen. Wtuliłam się w jego tors po czym zamknęłam oczy i nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Obudził mnie zapach, który dostawał się do mojego nosa od kilku minut. Przeciągnęłam się otwierając oczy i szukajac wzrokiem Nathan'a, ujrzałam go za szklanymi drzwiami prowadzącymi na balkon. Stał on przodem do barierki o którą opierał się rękoma w samych spodniach, z których jak zwykle wystawały mu bokserki i co chwile zaciągał się papierosem. Wyszłam z łóżka i pokierowałam się na balkon, na który padały właśnie promienie listopadowego słońca. Podeszłam do chłopaka przytulając się do niego od tyłu. Nate odwrócił się wyrzucając przez balkon papierosa .
-Obudziłem Cię? -chłopak wychylił się by móc na mnie spojrzeć.
-Może w połowie się do tego przyczyniłeś, ale tym lepiej, nie chcę przespać całej soboty.- musnęłam jego usta po czym weszłam do środka. To nie był najlepszy pomysł, stanie na balkonie w krótkich spodenkach i bluzce na ramiączka, kiedy na dworze wieje silny wiatr i nawet piękne słońce nic nie pomaga. Chłopak usadł się za mną i gdy tylko wszedł do pokoju sięgnął po swoją koszulę w kartkę i ubrał na siebie zapinając guziki.
-Będę leciał, muszę coś załatwić. -podszedł do mnie i pocałował mnie kończąc zapinanie guzików.
Kiedy chłopak wyszedł, posprzątałam dom, który aż się prosił bym to zrobiła. Poszłam do łazienki z chęcią zrobienia sobie odświeżającej kąpieli. Odkręciłam kurek z ciepłą wodą i wrzuciłam do wanny kilka kulek do kąpieli. Zapaliłam pare świeczek, które zawsze stoją w łazience i nie czekając weszłam do środka zanurzając się w wodzie, która wciąz leciała z kranu. Przymrużyłam oczy pozwalając sobie na chwilę relaksu. Myślałam o wszystkim, o całym moim życiu, które w krótkim czasie uległo tak wielkiej zmianie. O moich planach na dzisiejszy dzień, na jutrzejszy i na całe życie. Co do dzisiejszego dnia... Moi rodzice za pewnie myślą, że siedzę teraz w pociągu i zmierzam ku Liverpool, jednak ja nie miałam najmniejszej ochoty na oglądanie ich obrażonych twarzy, na wyjaśnianie im dlaczego jest tak a nie inaczej, nie miałam ochoty wyciągać pierwsza do nich rękę. Chciałam spędzić te dwa dni bez nich, przemyśleć sobie kilka spraw związanych z moim już zupełnie innym życiu niż tym, które prowadziłam trzy lata temu. I uwierzyć, że za dwa dni ono znowu ulegnie pewnym zmianom, wprowadzą się do mnie dwie zupełnie obce dziewczyny, no, może nie tak zupełnie obce, jednak wcale tego nie chcę, a mimo wszystko będę musiała przez cały miesiąc dzielić z nimi kuchnię, salon a najgorsze jest to, że jedna z nich będzie uczęszczała ze mną to szkoły, i kto wie czy po raz drugi nie zrujnuje mi życia. Sięgnęłam po telefon i napisałam sms'a.
"Moi rodzice wyjechali na weekend, wpadaj do mnie o 18"
Wysłałam go do Aaron'a, Toby'go, Lex, Luis'a no i Nathan'a. Wiedziałam, że moja lodówka świeci pustką a jeśli zamierzam zrobić imprezę to należy to zmienić. Rodzice zostawili pieniądze na bilet, a ja zamierzam wykorzystać je zupełnie na inny cel.
środa, 26 października 2011
#24.
Wstałam kilka minut po siódmej, musiałam doprowadzić swoje ciało do porządku co nie było takie łatwe jakby się mogło wydawać. Rodziców nie było już w domu, ale to nic dziwnego oboje wcześnie wychodzili do pracy, zazwyczaj zostawiając mi karteczkę na stole z pieniędzmi i z zadaniami jakie mam dzisiaj wykonać. Zadanie na dzisiaj to był przyjazd do ojca firmy, powiedział, że po lekcjach mama też do niego przyjedzie i będziemy musieli o czymś porozmawiać, nie wiem co ma na myśli, ale to musi być coś ważnego skoro nie może poczekać do wieczora i jak normalna rodzina nie możemy zasiąść i porozmawiać. Jak zwykle z domu wyszłam koło ósmej, do metra nie miałam długiej drogi więc dojście do stacji zajęło mi z pięć minut a mój pociąg nadjechał od razu. Wsiadłam do niego bez zastanowienia i zajęłam wolne miejsce. Jadąc z rana metrem zazwyczaj widzi się w nim młodzież jadącą do szkoły i kilku dorosłych, którzy wybierają się do pracy. Kilka osób było z mojej szkoły, kojarzyłam ich z widzenia, jednak nie było nikogo z kim mogłabym normalnie porozmawiać, ale to nic dziwnego, w mojej szkole było za dużo uczniów by znać ich wszystkich. Do celu dojechałam w dziesięć minut a przed szkołą byłam dwadzieścia po ósmej, czyli do rozpoczęcia lekcji zostało mi zaledwie dziesięć minut. Pierwsze co to poszłam do szafki by schować z niej na razie niepotrzebne książki i kiedy zamykałam ją ujrzałam opierającego się o rząd szafek Nate'a. Uśmiechnęłam się do niego a chłopak przybliżył się muskając moje usta.
-Jak się spało? -zarzucił sobie rękę na moje ramię i oboje ruszyliśmy wzdłuż korytarza.
-W porządku - skłamałam, ale to chyba nic dziwnego, przecież nie zacznę mu się skarżyć jak to się nie wyspałam gdyż pół nocy myślałam o Filipie i o tym co i kiedy mu powiem.
-Na pewno? -wychylił się delikatnie by móc na mnie spojrzeć. -Wyglądasz jak zombi. -zaśmiał się całując mnie w skroń. Pokręciłam głową ze śmiechem szturchając go łokciem. Po chwili dołączyli do nas Aaron i Toby, jak zwykle pełni entuzjazmu, radości i energii do życia, to są dwie osoby, które chyba najbardziej podziwiam. Niczym się nie martwią, zawsze chodzą z podniesioną głową mimo, że chyba z naszej grupki mają najwięcej problemów i najwięcej w życiu przeżyli. Toby mieszka z Luis'em, który w zasadzie pojawił się niespodziewanie i nawet nie wymaga od niego pieniędzy na opłacenie czynszu.Rodzice co miesiąc przysyłają mu pieniądze,które ledwo starczają mu na opłacenie mieszkania, nie wspominając o wyżywieniu. A Aaron mieszka z czterema siostrami i ojcem alkoholikiem i to on musi robić za głowę rodziny,stara się jak może byleby rzadno z jego rodzeństwa nie trafiło do domu dziecka. Cała trójka odprowadziła mnie pod klasę, umówiłam się z nimi na kolejnej przerwie po czym weszłam do klasy, na szczęście miałam angielski, a nauczyciel od tego przedmiotu wręcz mnie uwielbiam. Poszukałam wzrokiem Luis'a i dostrzegłam go na końcu sali, więc bez zastanowienia udałam się zajmując ławę obok niego. Uśmiechnął się do mnie po czym wrócił do rysowania czegoś w zeszycie. Wyciągnęłam książki i starałam się skupić na słowach wypowiadanych przez nauczyciela, jednak dzisiaj szło mi to dość kiepsko. Po chwili przed moimi oczami śmignęła mi jakaś karteczka, uniosłam głowę znad zeszytu i ujrzałam tylko jak Luis skinął głową na podłogę. Schyliłam się i podniosłam kawałek papieru delikatnie go rozwijając.
"Idziesz dzisiaj z nami do Toby'ego?" Spojrzałam na chłopaka a zaraz później przeniosłam wzrok na kartkę: "Dzisiaj nie mogę" odpisałam i odrzuciłam Luis'owi tak by nauczyciel niczego nie dostrzegł. Kolejne trzy lekcje mijały w niesamowicie szybkim tempie, na wszystkich siedziałam tuż obok Luis'a, tak więc jak trzeba było robić jakieś zadanie w grupie, nie mieliśmy z tym najmniejszego problemu. A szczególnie na matematyce, z tego przedmiotu to Luis jest najlepszym uczniem i każdy wyrywa się by móc z nim pracować, ja staram się nie wykorzystywać tego, że jesteśmy przyjaciółmi i czasami sama po prostu mówię, że przyłączę się do kogoś innego, tak by i inni mogli popracować z chłopakiem. Na lanchu wszyscy zajęliśmy miejsce przy stoliku tuż przed szkołą, oczywiście siedziałam w dymie papierosów, który z minuty na minutę przeszkadzał mi coraz bardziej, ponieważ gdy tylko odsunęłam się od Lex, która paliła to zaraz zaczynał Aaron i wraz z nim Nate i Toby, tak więc skłamała, że muszę iść do biblioteki, wypożyczyć kilka książek do odrobienia pracy domowej z angielskiego. Luis zmierzył mnie pytającym wzrokiem a ja go tylko ostrzegłam by nic nie wypaplał. Kiedy doszłam do szkolnej biblioteki, rozglądnęłam się zaskoczona dookoła, nigdy w niej nie byłam i teraz wiem, że tego żałuję, była wielka, a ja uwielbiałam czytać książki, więc od razu przeszłam na ulubiony dział i zagłębiłam się w poszukiwaniu czegoś idealnego dla mnie. Wybrałam kilka książek o miłości. Przy oknie ujrzałam długi rząd komputerów, przy których siedziała dość spora ilość osób, znalazłam jeden wolny i korzystając z okazji zalogowałam się na facebook'a. Kilkanaście nowych powiadomień, kilka nowych wiadomości i zaproszeń, nie miałam teraz ochoty na odczytywanie i akceptowanie tego wszystkiego więc jedynie sprawdziłam nowości. Mój wzrok przykuło nowo dodane zdjęcie The kooks, których wręcz uwielbiałam. Otworzyłam je i pochłonięta tym wszystkim zaczęłam czytać dość długi opis do zdjęcia.
-The kooks, dobry gust muzyczny. -usłyszałam głos dobiegający zza moim pleców, na początku nie byłam pewna czy te słowa skierowane są do mojej osoby, jednak postanowiłam to sprawdzić. Odwróciłam się i ujrzałam chłopaka najprawdopodobniej uczęszczał do mojej szkoły.
-Tak uwielbiam ich- uśmiechnęłam się i powróciłam do czytania, myślałam, że chłopak sobie pójdzie jednak myliłam się. Przysunął krzesło i przysiadł się do mnie również pogłębiając się w tym co artyści napisali pod zdjęciem.
-Ja również.- uśmiechnął się a ja zmierzyłam go wzrokiem, mogłam się spodziewać, że to powie, a dlaczego? On wyglądał dosłownie tak jak wokalista mojego ulubionego zespołu, inaczej mówiąc Luke. Te same kręcone włosy, przyciągający wzrok i bardzo dobry gust co do stroju. -Byłaś kiedyś na ich koncercie? -spojrzał na mnie odrywając wzrok od monitora.
-Niestety nie- pokręciłam głową po czym wylogowałam się z facebook'a i odwróciłam się na krześle tak by mieć chłopaka na wprost.
-Są genialni, musisz kiedyś się wybrać- chłopak wypowiadał każde słowo z taką gracją, był taki idealny co do wyglądu. -Jestem Josh- wyciągnął rękę w moim kierunku.
-Abbie- uśmiechnęłam się i nie zastanawiając się dłużej uścisnęłam delikatnie jego dłoń, zaraz później zabierając ją i chwyciłam w dłonie książki, które zamierzałam wypożyczyć.
-Jesteś nowa, prawda? -uśmiechnął się ukazując przy tym swoje słodkie dołeczki w policzkach. Pokiwałam głową i uniosłam się z krzesła.
-W tym roku doszłam. -pokierowałam się w stronę kobiety, która stała za ladą i obsługiwała wszystkich uczniów.
-Skąd przyjechałaś? -chłopak szedł tym samym tempem co ja, jego stopy stawiane były w dokładnie tym samym czasie co moje, aż zaczęło mnie to irytować i zaczęłam patrzeć przed siebie.
-Z Polski- spojrzałam na niego uśmiechając się, był na prawdę miłym chłopakiem, jednak to ja dzisiaj odgrywałam rolę wstrętnej dziewczyny z kaprysami.
-Polska jest cudowna, mój dziadek był polakiem, potrafię nawet kilka słów- na prawdę Josh był miłym chłopakiem, tylko dlaczego musiałam go poznać w dzień w który najchętniej spędziłabym sama, ciągle myślałam o Filipie a zaraz później o tym o czym to rodzice chcąc ze mną porozmawiać.
-To świetnie- uśmiechnęłam się i położyłam książki na ladzie pozwalając na to by kobieta je wczytała do komputera. Po krótkiej chwili mogłam je już zabrać i schowałam je do torby.
-W porządku, nie będę już Ci przeszkadzał, trzymaj się. -chłopak uśmiechnął się i zniknął za regałami, wzruszyłam ramionami rzucając krótkie "na razie" i wyszłam z biblioteki.
Po wyjścui z biblioteki nie wracałam do przyjaciół, którzy za pewne wciąż siedzieli na dworze, wolałam posiedzieć na parapecie ze słuchawkami w uszach i poczytać jedną z wypożyczonych książek. Nate wysłał mi sms'a gdzie się podziewam jednak zignorowałam to pytanie i odłożyłam telefon do torebki. Kiedy zadzwonił dzwonek nawet go nie słyszałam, jedynie domyśliłam się, że koniec lanchu gdyż ludzie zaczęli się zbierać w szkole. Udałam się do klasy, w której miałam ostatnie dwie fizyki i zasiadłam jak zwykle na samym końcu. Luis siedział gdzieś z przodu i tylko co chwile się odwracał, posyłając mi uśmiech, który prawie za każdym razem starałam się odwzajemnić. Dwie znienawidzone lekcje zleciały w oka mgnieniu. Po dzwonku jako ostatnia wyszłam z klasy a przed nią stał o ścianę oparty Nate.
-Gdzie byłaś przez cały lunch? - chłopak objął mnie i dotrzymał mi kroku kierując się wraz ze mną w stronę wyjścia.
-W bibliotece, przecież Wam mówiłam. -spojrzałam na niego i popchnęłam wielkie drzwi prowadzące na zewnątrz. - Skończyłeś już lekcje? -zatrzymałam się i stanęłam przodem do chłopaka.
-Nie, mam jeszcze jedną lekcję- uśmiechnął się obejmując mnie w biodrach.
-Muszę lecieć- pocałowałam go delikatnie a chłopak opuścił dłonie zaraz później chowając je do kieszeni od spodni. -Trzymaj się- wysłałam mu jeszcze przelotnego całusa i zaczęłam po woli się cofać. - Do jutra- pomachałam mu i odwróciłam się.
-Myślałem, że się dzisiaj zobaczymy- krzyknął chłopak a ja odwróciłam się idąc tyłem.
-Mam ważną sprawę do załatwienia- pomachałam mu ostatni raz i zniknęłam za rogiem. Moja droga na przystanek autobusowy nie zajęła mi więcej niż dziesięć minut, oczywiście szybciej miałabym gdybym jechała metrem jednak wcale mi się nie śpieszyło do biura ojca, mimo, że cały dzień zastanawiałam się o czym oni mogą chcieć ze mną porozmawiać. Oczywiście zastanawiałam się nad kilkoma wariantami. Może okaże się,że mama jest w ciąży? I moja rola najmłodszej córki się skończy, nie będzie rozpieszczania,chwalenia, teraz to wszystko przejmie mały potworek, który niebawem przyjdzie na świat. Od razu wyrzuciłam ten pomysł z głowy, nawet nie chciałam sobie wyobrażać życia z jeszcze jednym dzieckiem w tym domu. A może rodzice postanowili wrócić do Polski? Tylko dlaczego? Oboje mają świetną pracę, Tommy też dobrze radzi sobie na studiach i ja też całkiem dobrze się sprawuję, więc to raczej nie może być to. Do wyznaczonego celu dojechałam w niecałe pół godziny i daję sobie rękę uciąć, że dojście na nogach zajęłoby mi dokładnie tyle samo, gdyż ulice były niesamowicie zakorkowane co utrudniało szybko dojazd. Weszłam do wielkiego budynku za bardzo nie wiedząc gdzie się udać więc pokierowałam się do recepcji gdzie pracował chłopak dobrze po dwudziestce. Zapytałam kulturalnie, o mojego ojca a ten od razu mi podał piętro, na którym go znajdę. Pojechałam windą i będąc na miejscu ujrzałam kobietę siedzącą za biurkiem, wydaje mi się, że była ona sekretarką.
-Ja do Franka, jestem jego córką. -podeszłam do kobiety, która po usłyszeniu moich słów zatelefonowała do mojego ojca i po chwili skinęła głową na drzwi po lewej. Bez zastanowienia otworzyłam je i ujrzałam wielki gabinet. Przy biurku siedział mój ojciec we własnej osobie, na krześle moja matka a na jeden z kanap ku mojemu zdziwieniu ujrzałam mojego starszego brata Tommy'ego. Pierwsze co to podbiegłam do niego rzucając mu się prosto w ramiona.
-Co Ty tu robisz? -przytuliłam brata jak najmocniej potrafiłam, a kiedy tylko się od niego odkleiłam od razu oboje zajeliśmy miejsce na sofie.
-Kumpel jechał do rodziców do Londynu to się zabrałem.- wyjaśnił brat, patrząc na mnie wzrokiem, który zawsze oznaczał pytanie czy wszystko w porządku, jeśli nie chcieliśmy o jakiejś tajemnicy rozmawiać przy rodzicach, uśmiechnęłam się i mrugnęłam oczami, co miało oznaczać, że jakoś się trzymam.
-Jutro z rana jedziemy do Tommy'ego -odezwał się ojciec, który od kilku minut przyglądał nam się.
-Ale ja mam szkołę- spojrzałam na rodziców a zaraz później na brata, czy to miało być to o czym chcieli ze mną porozmawiać?
-To w takim razie dojedziesz do nas w sobotę- odezwała się mama, a ja jedynie pokiwała głową.
-Więc o czym chcieliście porozmawiać?- przeniosłam wzrok na ojca, który w geście porozumienia spojrzał na matkę po czym przysunął się na krześle do biurka i oparł o nie łokcie.
-W zasadzie bardziej tyczy się Ciebie niż Twojego brata. Chodzi o to, że przez miesiąc będziemy mieli gości w domu. -wyjaśnił mi ojciec, a ja spojrzałam na matkę, która pokiwała głową zgadzając się z jego słowami.
-Kogo? -na mojej twarzy pojawił się lekki grymas, którego nawet nie starałam się zamaskować. Rodzice i brat raczej wiedzieli, że nie przepadam za gośćmi. Raczej mało związana jestem z rodziną od strony ojca, gdyż rzadko kiedy ich widuję, ponieważ wszyscy rozsypani są po całym świecie. Natomiast moja matka posiada jedynie brata, który od kilku lat nie odzywa się do naszej rodziny. Mieszkając w Polsce często mieliśmy gości, albo znajomi rodziców, albo po prostu kumple od ojca, którzy przyjechali z Anglii by zobaczyć czy ich przyjaciel z liceum dobrze ustatkował się w dość ubogim kraju, zazwyczaj chwili nasz dom, jednak widziałam po ich zachowaniu, że spodziewali się czegoś cudowniejszego.
-Pamiętasz Michalinę i Zosie? -mama skierowała do mnie pytanie, którego nawet nie musiała zadawać, oczywiście, że je pamiętam. Te dwie wymienione przez moją mame osoby, to dzieci najlepszej przyjaciółki mojej mamy. W Polsce mieszkaliśmy po sąsiedzku. Michalina była o rok ode mnie młodsza a Zosia miała coś koło dziesięciu lat, ta młodsza była jakoś do zniesienia, jednak tej starszej to wręcz nienawidziłam i miałam z nią mieszkać pod jednym dachem? Przez okrągły miesiąc? To niemożliwe. Odkąd pamiętam to Michalina robiła wszystko by zniszczyć mi życie, jeszcze jak chodziłyśmy do gimnazjum. Potrafiła odbić mi każdego chłopaka, robiła wszystko bym nie miała lepiej niż ona i zazwyczaj jej się to udawało. Dopiero kiedy w Polsce poszłam do pierwszej liceum, a ona miała jeszcze jeden rok gimnazjum poczułam, że zaczyna się mój najszczęśliwszy rok w życiu i w jakimś stopniu miałam rację, poznałam wspaniałych ludzi, a później wyjechałam do Londynu, myśląc, że uwolniłam się od niej raz na zawsze.
-Chyba sobie żartujecie. -wstała z sofy, energicznie chodząc w tą i z powrotem, aż złapałam się za głowę nie wierząc w tą wiadomość, którą przed chwilą przekazali mi rodzice.
-Abbie uspokój się. -nakazał ojciec, jednak ja nie zamierzałam jego słuchać.
-Jak mam się uspokoić jak właśnie się dowiaduję, że będą mieszkały ze mną przez cały miesiąc dwie dziewczyny, a jedna z nich spieprzyła mi całe życie gimnazjalne- zatrzymałam się w końcu i spojrzałam na obojga rodziców, którzy patrzyli na mnie z oczami wielkości pięciozłotówki.
-Myślałam, że Ty i Michalina się przyjaźnicie- odezwała się w końcu mama, jednak chyba wolałabym, żeby w tym momencie milczała.
-Nienawidzimy się, od początku kiedy tylko się poznałyście, to tylko Tobie się wydawało, że ją lubię, bo niczego nie zauważałaś. Nie wiesz co się działo w podstawówce czy gimnazjum, liczyło się to, że jej matka jest Twoją najlepszą przyjaciółką, nie wiesz ile przez nią wycierpiałam, niczego nie wiesz, bo nigdy się nie interesowałaś moim życiem. Najważniejsze było to, że możesz widywać się ze swoją przyjaciółką i zbierać kolejne plotki z życia Twoich znajomych... -krzyczałam wszystko na jednym tchu, cała rodzica siedziała jakby zamarli, wiedziałam, że są zaskoczeni tym co mówię, gdyż zawsze na pytanie "jak było w szkole?" odpowiadałam" świetnie".Za każdym razem mi wierzyli, nie zadając więcej pytań, ponieważ tak na prawdę mieli w nosie moje relacje z rówieśnikami, liczyło się to bym dobrze zakończyła edukację.
-Abbie przestań. - moją wypowiedź przerwał mi ojciec, który uniósł się z krzesła.
-Abbie, uspokój się, Abbie przestań, Abbie to, Abbie tamto. -zaczęłam mówić podobnym głosem do ojca, a łzy same zaczęły spływać mi po policzkach. -Widzisz, nawet nie mogę powiedzieć co myślę, ani co czuję, bo od razu nakazujesz mi się zamknąć. -podeszłam do sofy biorąc z niej torbę po czym obojga rodziców zmierzyłam srogim wzrokiem i zdenerwowana opuściłam gabinet. Jednak drzwi nie trzasnęły, czyli musiał ktoś temu zapobiec, nie interesowało mnie kto to zrobił, aż w pewnym momencie poczułam uścisk na moim ramieniu Był to nikt inny jak Tommy, wtuliłam się w niego, próbując nie wylewać kolejnych łez. Sekretarka zmierzyła nas wzrokiem, pytając czy czegoś potrzebujemy, mój brat podziękował i oboje ruszyliśmy w kierunku windy. Chciałam jak najszybciej opuścić to miejsce, zapomnieć o tym, że moje życie przez miesiąc będzie kolejnym koszmarem, że wszystko za czasów gimnazjum powróci, niby dla niektórych to tylko miesiąc, jednak dla mnie o miesiąc za dużo.
-Dzięki, że zabrałeś mnie na te lody, niedobre bo niedobre, ale to zawsze jakieś lody- uśmiechnęłam się do brata, wyrzucając chusteczkę, którą przed chwilą wytarłam buzię. Odkąd wyszliśmy z biura ojca, nie rozmawiałam z bratem na temat tego co się wydarzyło w gabinecie. On jedynie powiedział, że to jest mamy przyjaciółka i musi jej pomóc, nie wiedziałam o co chodzi, jednak nie interesowało mnie to, wiem, że jak mama obiecała pomóc, to tak zrobi, choćbym miała się wyprowadzić z domu. Tommy zaproponował, że zabierze mnie na największe lody w Londynie i tak zrobił, wchodziliśmy do każdej lodziarni i pytaliśmy się jakiej są wielkości dane lody, aż w końcu w trzeciej lodziarni, zaskoczyli nas i postanowiliśmy je kupić. Mimo, że oboje ponad połowe wyrzuciliśmy to i tak byliśmy zadowolenie, że znaleźliśmy coś tak ogromnego. Zbliżała się osiemnasta, musieliśmy wracać, gdyż na jutro mam sprawdzian, z którego jeśli nie usiądę do książek dostanę ocenę jakiej raczej wolałabym nie dostać, gdyż może mi grozić zawalenie roku. Weszliśmy do domu, gdzie było słychać jedynie głos telewizora dobiegający z salonu, a żebym mogła się dostać na górę do swojego pokoju musiałam przejść przez przedpokój później pokój dzienny, w którym były schody. Wzięłam głęboki oddech i postawiłam pierwsze kroki w salonie, gdzie siedzieli moi rodzice, oboje spojrzeli na mnie i brata, a ja nie mówiąc nic, wbiegłam na górę i będąc w pokoju zamknęłam za sobą drzwi. Wyciągnęłam z szafki książkę do chemii i położyłam się na łóżku, próbując skupić się na tym co jest w niej napisane, oczywiście nie szło mi to najlepiej, a moje starania przerwał, ktoś pukający z drzwi do mojego pokoju. Wiedziałam, że to jest któreś z moich rodziców, gdyż mój brat od razu wchodził, a ten ktoś czekał na moją reakcję, jednak ja nie zamierzałam na nic reagować.
-Mogę wejść? -usłyszałam głos ojca, nie odpowiedziałam a on po krótkiej chwili uchylił drzwi do pokoju. -Możemy porozmawiać? -nie podniosłam nawet wzroku znad książki, tylko wzruszyłam ramionami. Frank wszedł do środka zamykając za sobą drzwi i przysuwając sobie niewielką fioletową pufę. -Mamie jest przykro po tym co powiedziałaś- usłyszałam spokojny głos ojca, jednak ja nie zamierzałam z nim rozmawiać, powiedziałam to co chciałam powiedzieć i myślę, że na tym powinno się zakończyć, gdyż wiem, że jestem w stanie powiedzieć jeszcze więcej, a daję słowo, że raczej nikt by tego nie chciał. -Wiesz, że to są dzieci najlepszej przyjaciółki mamy i że ona nie raz pomogła naszej rodzinie, dlatego teraz mama nie może jej odmówić- zaczęła mnie denerwować ta cała rozmowa, a raczej ten monolog ojca, który jedynie podnosił mi ciśnienie w tym momencie. W pewnym stopniu miał trochę racji, ale to nie oznacza, że ja zmienię decyzję, w końcu kto by chciał by w jego domu mieszkał jego wróg numer jeden. - Nikt nie wymaga od Ciebie tego byś się zaprzyjaźniała z Michaliną, może po prostu stań się przez moment silną osobą i wytrzymaj jakoś ten miesiąc, obiecuję Ci, że nikt Cię nie skrzywdzi. -ojciec położył dłoń na moim ramieniu,po chwili ją zabierając i unosząc się z miejsca. Zmierzył mnie wzrokiem, albo tylko mi się wydawało. Sama nie wiem, nie miałam z nim kontaktu wzrokowego, moje oczy wciąż były zwrócone do książki,w której nic ciekawego nie potrafiłam znaleźć. Chemia to była dla mnie czarna magia od gimnazjum i nic tego nie zmieni. Ojciec ruszył w stronę wyjścia i gdy uchylił drzwi odwrócił się ostatni raz spoglądając na mnie - Kocham Cię Abbie- tych słów nie spodziewałam się z jego ust. Do oczu napłynęły mi łzy i już miałam ochotę podejść do niego i przytulić się, tak po prostu,jak robiłam to siedem lat temu. Do bodajże siódmego roku życia ojciec powtarzał mi co dziennie, że mnie kocha i, że jestem dla niego najważniejsza na świecie, później robił to coraz rzadziej, aż w końcu zaprzestał. Nie raz zastanawiałam się dlaczego już tego nie robi. Dlaczego nie rozmawia ze mną,tak jak kiedyś, dlaczego nie przytula mnie bez powody, czy po prostu nie mówi, że mnie kocha. I może właśnie to był powód mojego zaskoczenia, kiedy znowu usłyszałam te słowa.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


